To naprawdę przyjemne uczucie - pić poranną kawę z nowej kafeterii o godzinie 10:46 zamiast 6:00, oglądać z samego rana filmy (tak, nadal kończę ten o gwałconej stupięćdziesięciokilowej murzynce), słuchać od wczoraj nieprzerwanym dechem Rolling Stonsów i jak na razie nie martwić się niczym szczególnym - o tym, że wszystko jest beznadziejne na razie zapomniałam i przypominać sobie nie chcę, bo przecież nie jestem masochistką ! Przede mną leży niedokończone wszystko i nic, oraz plany twórczości na kolejny rok, których i tak nie zrobię. Dlatego z racji tego, że dzisiaj nie siedzę w smutnych i zmulających murach mojej szkoły, mam zamiasr zabrać się za siebie, czyli jak zwykle obejrzeć kilka filmów, powtórki Pogromców Mitów, sklecić do końca jakieś zaczęte decoupage'owe pudełko i zrobić porządek w kolekcji ulotek (nie jest ułożona datami od chyba trzech miesięcy !!! :O)
Okej, idę się czillałtować dalej, napawając się pozytywną energią (prawie jak na WOK-u) i myśląc o tych wszystkich przyjemnych rzeczach, które mnie spotkają w tym tygodniu (no dobra, nie licząc zmarnowania zapewne miliona opakowań chusteczek jednorazowych). Myśląc o czekającym mnie piątku z Pasiem i Hasiem, z teatralnymi oraz z babcią wieczorem, sobocie z sauną, niedzielą z ... fak ! zapomniałam ! HIHIHI, iście szatańskie plany na weekend, weekend, który sprawi, że mój nastrój będzie jeszcze lepszy <3