poniedziałek, 31 października 2011

niedziela, 9 października 2011

...

Dzień po dniu, trzy różne posiłki, jakby wyjęte z trzech i to jak bardzo różnych od siebie żywotów. Zakładałam maski, modelowałam je i modernizowałam według potrzeb własnych i napotkanego otoczenia. Nie bawił mnie jednak ten teatrzyk, nie podniecałam się aktorzeniem na prawo i lewo, nie bawiła mnie owa zabawa w cudze życie, a gorzej, męczyło mnie ogólne udawanie jak i udawanie, że ogólne udawanie mnie jakkolwiek zabawia.
Po ostatnich niezwykle wyczerpujących dniach jak zwykle wszystko wykalkulowałam, podpisałam, przeniosłam i obliczyłam, wypisałam w pamięci wnioski ogólne i generalizując wyszłam na tym na plus, ponieważ wiele, wiele i jeszcze raz wiele się nauczyłam..

Po tym wszystkim już wiem - powracam do korzeni, poznałam wiele osób, o których istnieniu wcześniej nie miałam bladego pojęcia, razem z na nowo poznaną babcią cioteczną stwarzam drzewo genealogiczne, a przynajmniej bardzo chcę pomóc.

Chciałabym jeszcze jakoś podsumować, przekazać ważne informacje, ostrzec przed problemami, ale nie potrafię jak na razie ująć tego w stosowne słowa, mimo iż zapisałam w pamiętniku ogrom stronnic.