Jestem wykończona, ale powiem Wam, że dawno nie byłam w tak cudownym i inspirującym mieście jak Częstochowa ! Było bardzo zimniutko, miałam wiosenny płaszczyk i nie posiadałam czapki, a tam wichury i zamiecie śnieżne, - 10 stopni, ale jakoś przetrwałam. Tylko bardzo denerwował mnie pan kierowca, który o trzecioej w nocy otwierał autokar na oścież, że mieliśmy taką samą temperaturę jak na zewnątrz i wszyscy szczękali zębami tworząc cudowną orkiestrę. W tamtą stronę cały czas śpiewałyśmy, słuchałyśmy moich ukochanyh soundtracków filmowych oraz serialowych (jak zwykle przeważył soundtrack Dr.House'a ;D)
Na miejscu poczułam się bajecznie, mimo iż nie mogłam już ruszać rączkami z zimna.
Występ był naprawdę wspaniały ! Graliśmy prawie od razu po przyjeździe i dzięki temu mieliśmy dużo czasu dla siebie. Kiedy zobaczyliśmy scenę, która nie była sceną, ogarnął nas przestrach, bo nie dość, że nie ćwiczone na zwykłej scenie, to co dopiero ogarnąć ten kawałek podłogi, który sceną nie jest. Ale udało się, nie było z pewnością idealnie, ale Ja z Sonią byłyśmy bardzo zadowolone - dawno nic nie sprawiło mi takiej frajdy jak bieganie na spektaklu z jednej strony na drugą. Normalnie rześmy truchtali, teraz to był dziki, szaleńczy i piękny bieg, z okrzykami, dzięki którym poczułam się wolna i zamarzyłam o wakacjach. ;P
Hmm, potem działo się jeszcze więcej. Wyczerpaliśmy zapasy z mieszkania Soni. I miałyśmy ze wszystkiego bekę. Najfajniej było pod prysznicem. I te namolne błagania - chodźmy się umyć i pozbyć tego smrodu ! To było cudowne. Potem poszliśmy do KFC i dostałam 10 złotych (niby na jedzenie, ale ja już jakoś nie miałam pieniędzy, więc się wzbogaciłam XD) i ja razem z Rudą zasnęłyśmy. Ona skulona na siedzeniu, ja z nosem przyklejonym do blatu - straciłam w ten sposób godzinę ! Hahahahhaha, pan Robert miał z nas podobno straszną bekę, a kiedy wstałam mówił coś o pomidorze na moim nosie. Rudą trzeba było budzić 15 minut, już myśleliśmy, że umarła w śnie. XD
Hmhmhm, potem spędziliśmy (myślałam, że bardzo się wydłużą) godziny w auli. Znowu spałam, ale kiedy się obudziłam naprawdę fajny ksiądz i genialny chórek zaczęli śpiewać mega melodyjne piosenki religijne, zakochałam się w nich ! Ephata wybiegła przed scenę i zaczęła wixować. Po chwili patrzymy a z nami wiksują Ci wszyscy maturzyści, jednym słowem, zgoromadziliśmy całą widownię. ŁAŁ !
Było tak pięknie, że aż w pewnym momencie, wykrzykując imię Jezusa w niebiosa i wychwalając jego dobra z taką werwą i prawdziwym szczęściem przestraszyłam się, że i ja wrócę z pielgrzymki w takim stanie jak Jasiu. Może i jestem pełniejsza wiary, ale niekoniecznie w postacie mityczne. Ale miło było wychwalać stwórcę.
Teraz słucham cudownego soundtracku z Pulp Fiction, Kill Billa oraz Listy Schindlera, a z torrentów ściąga mi się Deszczowa Piosenka - nie widziałam jej od bardzo dawna. Ostatnim razem na VHS, kiedy byłam jeszcze bardzo, bardzo mała. ; D