poniedziałek, 28 lutego 2011

CHCĘ WIOSNĘĘĘĘĘ !

"Wiosna, wiosna już tuż, tuż.
Płaszcz słomiany spada z róż,
Pączki ma już każdy krzak -
To jest wiosny pierwszy znak."
haha, okej. ;)

jejk, nadal się zastanawiam. co my żeśmy tam robiły?
a podro dla Maaartyny robiącej owe zdjęcie :***

niedziela, 27 lutego 2011

dream a little dream/urodzinki !

Piątek był naprawdę cudowny. Powinnam wszystko opisać oczywiście tego samego dnia, kiedy byłam jak przeładowana bateria, ze zbyt dużą ilością energii, która, żeby załagodzić owy stan emocjonalny mogła, jeden - wybuchnąć lub dwa - usnąć. Podobnie jak wulkan. Wtedy wszystko co się pisze, jest przesiąknięte wydarzeniami, ale niestety zbyt subiektywne. W każdym bądź razie uwielbiam takie chwile, które będę przecież pamiętać jeszcze bardzo, bardzo długo. W sumie obchodzenie urodzin nigdy nie było dla mnie miłym przeżyciem. To smutne, że się starzejemy, zmieniamy i że, nie możemy tego zmienić. Stan nieodwracalny, ewolucja. W każdym bądź razie było przemiło. W szkole wesoło,cukierki, babeczki. Potem zrobiliśmy sobie małą przerwę między nauką, dokończyłam kartkę, kraść wcześniej z domu klej, którego potem mój tata szukał w szafce nieszczęścia (to taka szafka, której NIGDY się nie otwiera, bez jej właściciela ! (grozi niebezpieczeństwem, a nawet śmiercią !!!)) i w innym miejscach przez cały dzień. Na PO Hasiu udawał Wojtka, pan jak zwykle przesadził z trunkami i świecił mu się jego czerwony nos (haha, jak Rudolfowi) i rysował krowy na południkach oraz powtarzał z wyciągniętym przed siebie palcem: "Nie ! Ty nie dasz rady !", albo "Południki to koła" "Półkola!" "Koła" PÓŁKOLA !!!" i tak w kółeczko. Po lekcjach mieliśmy z godzinę przed teatralnymi i w autobusie spotkaliśmy Sonię i Werę. Udaliśmy się na ławeczkę, mimo iż było niesamowicie zimno, rozmawialiśmy po angielsku i zatrzymywali mnie na mrozie wszystkimi możliwymi sposobami. Przy tekstach - "pana Roberta jeszcze nie ma", "Kasia jest tam sama", lub co najlepsze "nie wiem, gdzie jest przystanek, nie wiem jak wrócić do domu!" było nawet cieplej (to zabawne, że w najzimniejszych momentach nie bierze się ze sobą rękawiczek). W końcu nadeszła chwila wejścia do szkoły i gdy opowiadałam mamie o tym torcie, świeczkach, balonikach, prezentach i kwiatkach, podsumowała to - "JAK W AMERYCE ! OJEJKU !". Rzeczywiście, jak amerykańskie przyjęcie urodzinowe-niespodzianka. Słodko. Uczyniłam honory krojenia tortu i wszyscy usiedliśmy z plastikowymi talerzykami, żeby obejrzeć urodzinowy film. Wręczyliśmy kartkę panu Robertowi, zrobiliśmy krótką próbę 'Perły' i udaliśmy się STANDARDOWO do kfc, tylko tym razem ze śpiewem na ustach - "jeszcze po kropelce...". Wróciłam do domu, nikt mnie nie przejechał, obejrzałam jeszcze 6 razy filmik, przeczytałam ze 20 razy kartkę od Rudej (za każdym razem uśmiechając się przy tych samych momentach, wspominając to co wcześniej i to co tego samego dnia (hahahahaha, rozmowy o... właśnie, gdzie jest...?)), pośpiewałam sobie trochę (to jedyna rzecz, która wychodzi, kiedy ma się chrypkę) i nie wybuchnęłam, tylko usnęłam niczym mały brzdąc po dobranocce.

Teraz natomiast kończy się weekend, wizja przerażająca, ale mam nadzieję (i wyrażę ją prawie patosem) - 'Oby ten tydzień był równie dobry jak tydzień poprzedni'.
W każdym bądź razie w trakcie przeziębienia polecam gorącą wodę z miodem i cytryną w szklankach od whisky oraz mnóstwo nieobejrzanych odcinków 'how i met your mother', to leczy !
P.S. filmiku nie da się zgrać na fejsboga, niemożliwe ze względu na zbyt dużą pojemość, wybacz Natalia. ; C












JEDZCIE CIASTA !



przed zjedzeniem ciasta + te ceny sa naprawdę niskie ! :O


mina a'la Barney wyskakujący z nowej serii testów ciążowych.

króliczątko.

monej !


<3


jamiiii.


po zjedzeniu ciasta.
barbra streisand - jedzcie ciasta ! uouooo.

and barba streisand wixa.

...

piątek/teatralne last week.


przyćpane mordyyyy.
zią.
pawianek. :*


WINDA ! <3

iiiiiii 69 !

wtorek, 22 lutego 2011

MARYJA MA RYJA

Ostatnie dni są naprawdę fajne. Fajne, ponieważ nie potrafię znaleźć innego pasującego słowa. W każdym bądź razie życie toczy się bardzo wolno i nuuuuudno, a popołudnie (żeby nie zasnąć przypadkiem) spędza się oglądając od 15:00 do 21:47 'How i met your mother'. Tak, ten tydzień będzie stanowczo tygodniem Barney'a, z którym spędzę zapewne wszystkie moje wolne minuty, kiedy tylko wrócę ze szkoły, ekscytujące.
Tak więc, czekam, co będzie dalej, może akurat natrafi się jakieś spontaniczne 'boom' i wszyscy popłaczemy się ze śmiechu.

sobota, 12 lutego 2011

on the radio o o o .



Nie wiem jak zdefiniować ostatnio dni piękne. Są, ale nie wiem, w jakim momencie się zaczynają i w jakim kończą, zagadka nierozwiązana. W każdym bądź razie cieszę się, że Hasiu w końcu sobie o mnie przypomniał i wszyscy razem spedziliśmy właśnie jeden z tych pięknych dni, ciesząc się ze swojej głupoty, niczym małe dzieci.

Dzisiaj natomiast wyspałam się i zrobiłam te rzeczy, które robić lubię. Ogarnęłam wszystkie zdjęcia z ostatniego miesiąca. Obejrzałam nowy odcinek Glee, który nieco mnie rozczarował niestety, jest przecież tyle przebojowych i porywających piosenek o miłości, a mi spodobała się tylko jedna. Poza tym temat walentynek nie działa na mnie zupełnie, robi mi się tylko smutno. Potem obejrzałam narzekania na polskie kino Atrura Pietrasa i przyznaję mu całkowitą rację plus dodaję od siebie, że ja nigdy nie śmieję się i nigdy nie śmiałam na polskich komediach, które ukazały się po roku 90(?) i boję się, że to nigdy się nie zmieni.
Następnie pokusiłam się na nową komedię-romantyczno-dramatyczno-nie wiem co z Annie Hathaway (która jest coraz lepszą, piękniejszą i dojrzalszą aktorką) i Jake'm Gyllenhaal'em (który ma niezłe role (przecież wszyscy znają "Tajemnicę Brokeback Mountain", wszyscy rozkminiają świetne "Donnie Darko"
większość zachwyca się jego uroczą buźką w "Bubble boy") ale nie jestem jeszcze do niego do końca przekonana, zobaczymy więcej, porozmawiamy). Podsumowywując film bardzo mnie pocieszył i pokazał, jakie to życie potrafi być dla nas dobre i hojne, dał mi do zrozumienia, że nawet największe dupki, rżnące najlepsze laski z Ohio, potrafią się zmienić, i nawet pod koniec filmu zaopiekować chorą na parkinsona artystką, która pierwszy raz w życiu powiedziała 'kocham Cię'. Czyż hollywoodzkie zakończenia nie są mądre, niezwykle prawdziwe i życiowe?
I tym nizwykle optymistycznym, amerykańskim akcentem zakończę swój dzisiejszy wywód, zapraszam do piątkowych zdjęć. ; )










better, better, better, better, BETTER !

wypad do muzeum czy innego czegoś.
idziemy tam kolejny raz, specjalnie na zdjęcia !