Nie wiem jak zdefiniować ostatnio dni piękne. Są, ale nie wiem, w jakim momencie się zaczynają i w jakim kończą, zagadka nierozwiązana. W każdym bądź razie cieszę się, że Hasiu w końcu sobie o mnie przypomniał i wszyscy razem spedziliśmy właśnie jeden z tych pięknych dni, ciesząc się ze swojej głupoty, niczym małe dzieci.
Dzisiaj natomiast wyspałam się i zrobiłam te rzeczy, które robić lubię. Ogarnęłam wszystkie zdjęcia z ostatniego miesiąca. Obejrzałam nowy odcinek Glee, który nieco mnie rozczarował niestety, jest przecież tyle przebojowych i porywających piosenek o miłości, a mi spodobała się tylko jedna. Poza tym temat walentynek nie działa na mnie zupełnie, robi mi się tylko smutno. Potem obejrzałam narzekania na polskie kino Atrura Pietrasa i przyznaję mu całkowitą rację plus dodaję od siebie, że ja nigdy nie śmieję się i nigdy nie śmiałam na polskich komediach, które ukazały się po roku 90(?) i boję się, że to nigdy się nie zmieni.
Następnie pokusiłam się na nową komedię-romantyczno-dramatyczno-nie wiem co z Annie Hathaway (która jest coraz lepszą, piękniejszą i dojrzalszą aktorką) i Jake'm Gyllenhaal'em (który ma niezłe role (przecież wszyscy znają "Tajemnicę Brokeback Mountain", wszyscy rozkminiają świetne "Donnie Darko"większość zachwyca się jego uroczą buźką w "Bubble boy") ale nie jestem jeszcze do niego do końca przekonana, zobaczymy więcej, porozmawiamy). Podsumowywując film bardzo mnie pocieszył i pokazał, jakie to życie potrafi być dla nas dobre i hojne, dał mi do zrozumienia, że nawet największe dupki, rżnące najlepsze laski z Ohio, potrafią się zmienić, i nawet pod koniec filmu zaopiekować chorą na parkinsona artystką, która pierwszy raz w życiu powiedziała 'kocham Cię'. Czyż hollywoodzkie zakończenia nie są mądre, niezwykle prawdziwe i życiowe?
I tym nizwykle optymistycznym, amerykańskim akcentem zakończę swój dzisiejszy wywód, zapraszam do piątkowych zdjęć. ; )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz