piątek, 30 kwietnia 2010

Jedna z najlepszych randek ever, 29 kwietnia.

O kurczę, nie mogę uwierzyć, że czwartek był dniem prawie idealnym. Prawie, ponieważ od rana dręczyły mnie niesamowite bóle głowy i zatok. Ale to wszystko przez zmiany temperatury (w końcu!), więc w sumie małą migrenę można znieść, zwłaszcza jeżeli dzięki temu jest cieplej na dworze. W szkole, jak to w szkole, na W-F-ie pani wyładowywała na nas swoją całą dotychczasową frustrację, lub niepowodzenie w małżeństwie (albo za dużo, albo z mało), a religia jak zawsze bardzo ssała (ksiądz zarzucił temat -sekty, ale nic nie wiedział na ten temat). Ale jedna rzecz, z której mogę byc niesamowicie dumna, to moja ocena z fizyki ze sprawdzianu (4+!). Oh tak, wiem jestem coraz lepsza w ściąganiu. Po szkole poszłam z Natalią do GB i nie uwierzycie ! W Mc'Donaldzie znowu są normalne McFlurry z różnymi polewami oraz posypkami, tylko niestety o całe 40gr groższe ! Potem czekałam na Soniś robiąc mini-piknik pod Galerią, ale okazało się, że ona na mnie czeka w lodziarni (nie cierpię tego słowa !). Tam była jeszcze Kaś i Żaba (oraz Ela, Basia i Olx) i razem pojechałyśmy do centrum. Kupiłyśmy z Soniś bilety (na "Shutter Island") i z powodu kilku wolnych chwil przed seansem udałyśmy się do sklepu po sok jabłkowy i malinowy (obydwa chyba lekko sfermentowane z ciepła, bo ten jabłkowy (nie lubię jabłkowych soków) miał dziwny posmak). Po drodze spotkałyśmy Jasia, z jedną ze swoich koleżanek, który na dodatek miał urodziny ! Uściskałam go bardzo mocno kilka raz, porozmawialiśmy sobie, był w miarę normalny i niesamowicie miły (ŁAŁ !), jedyne co to ostrzegł mnie przed Wojtkiem. To było niesamowicie zabawne. Poszłyśmy do kina lekko spóźnione, ale zdąrzyłyśmy an zapowiedzi, które przecież tak kochamy oglądać. Bylyśmy w małej sali kinowej jak zwykle tylko z kilkoma osobami (w sumie była nas piątka). W pewnym momencie inni wyszli (nie wiem dlaczego, bo wtedy zaczęło się wszystko wyjaśniać, a film był interesujący mimo wartkiej akcji) i zostałyśmy całkowicie same wnaszym kochanym, ostatnim rzędzie. Kiedy film się skończył i skończyły się napisy, pobawiłyśmy się chwilę w zajączki, a dla naszego relaksu sama włączyła się muzyka(soundtracki), najpierw z "Finding Neverland", a później z "Listy Schindlera", albo jak kto woli, z "Genomu"! <3 Byłyśmy zachwycone. No i patrzymy, a tu zaczyna się kolejny film ("Kick-ass"-FUJ!), ale niestety przyszła paniz  obsługi i spytała, czy mamy bilety na kolejny seans. Już miałam powiedzieć - "Tak, oczywście", kiedy Soniś mi się wtrąciła i powiedziała - "Niestety nie, ale.. mozemy tu zostać?".Odpowiedź pani z obsługi nie mogła być inna i szybko ubrałyśmy buty i wyszłyśmy z sali. Ale to i tak było cudowne, najcudowniejsze uczucie, siedzieć samemu w kinie z nogami wyłożonymi przed siebie, oglądać a następnie sluchać muzyki.
Potem udałyśmy się na plac zabaw, pijąc i rozmawiając o filmie i o tym, co by było gdyby... nasz mąż gwałcił nasze dzieci. Jakie byłyby nasze reakcje i co byłybyśmy w stanie mu zrobić. Nastrój zrobił się lekko melancholijny, ale ja tak kocham gadać z Sonią ! Żałowałam bardzo, ze nie wzięłam aparatu, bo przecież każde ważne wydarzenie lubię udokumentowywać. Kiedy wróciłam do domu, obejrzałam jeden odcinek serialu i ze zmęczenia położyłam się spać. ;)

hihi.

KLIK !
Hahaha, już nawet kopiować mi się nie chciało, ale to był MEGA dzień ! <3

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

SUSHI day, niedziela.

Oh tak cieszmy się i weselmy ! Tak a propos robienia nowych, dziwnych, nieprzewidywalnych lub zbyt odważnych rzeczy, których oczywiscie się wcześniej nie wykonywało. No nie wiem, czy jedzenie surowego, rybiego miejsca jest ekscytujące, bo mnie raczej wydawało się niehumanitarne (bo to w końcu tak jakby jeść żywe, cnie?), ale podołaliśmy (no dobra,Ruda nie podołała) i powiem Wam, było pysznie !
Ogólnie dzień spędziłam z Kacprem, ale cholera, dawno nie byłam tak zdechłym dzieckiem, któremu się nic nie chciało, więc jakoś nastrój mi nie dopisywał. Na dodatek kiedy zadzwoniłam do Rudej i okazało się, że ona nigdzie nie idzie, maksymalnie się wkurzyłam, ale się nie poddałam i udaliśmy się do jej mieszkania, przemówić jej do rozsądku. Niezmiernie lubię kłótnie Rudej z Fredem, dziewczyny są naprawdę niezwykłe, a teksty o cyckach, ich długości w przyszłości i wielkości po prostu wymiatają. Kiedy w końcu udało nam się zebrać, poszliśmy do Sushi Baru na Ogarnej. Tam czekaliśmy godzinę na stolik, kiedy się w końcu doczekaliśmy i usiedliśmy na swoich miejscach, pani kelnerka, bardzo niegzrecznie zresztą wygoniła nas z tekstem, że już nic nie zdąrzymy zjeść. Ale ja chciałam Sushi ! Kurdę mole ! Poszliśmy zatem do restauracji chińskiej, ale w niej było mało ludzi i już nie -50%, ale moja desperacja sięgała już zenitu, więc wylądowaliśmy z kolejnym Sushi Barze na Heweliusza.
- Jest może rezerwacja?
- Yyy, nie?
- O, mają państwo szczęście, właśnie zwolniły się miejsca przy barze.
Więc nie dość, że w końcu przyszło nam spóbować sushi (każdego z nas był to pierwszy raz!), to jeszcze mieliśmy wgląd, na to co robią kucharze i w jaki sposób. Wzieliśmy "wielki" zestaw (szkoda, że nie było nas stać, na ten za 400 zł. ; o) za 60 złotych, co wyszło -50% i po dychę na łebka. JEAH ! I tak minął mi mój dzień pierwszego razu. ^^ Było zabawnie, zwłaszcza jak Ruda zjadła za dużo ostrego sosu, lub kiedy wszystko wypadało mi z talerza .



"-Aga, nie rób mi zdjęć, bo je potem gdzieś wstawiasz !
-Nie, to nieprawda, wstawiam je tylko na bloga, facebooka i naszą-klasę ; D
- No właśnie !"

moja kochana książka ever <3


"Dziubasku, w tej bluzeczce widać Ci małe bąbelki" - Fred vel siostra Rudej
(hahaha, tekst roku !)

mraaaaał ^^

Najlepsze były te zielone kupki, cnie? XD

Kocham Sopot, a weekendy są nudne, czyli piątek i sobota.

No chyba że wpadają Ola i Kamila. ; P Okej, od całego dnia duma mnie rozpiera, ponieważ posprzątałam w pokoju ! Ale to nie jest takie "sprzątanie" jak zwykle - wszystko do szafy i wypsikanie całego Air Wick, żby rodzice nie odczuli smrodu dobiegającego ich z różnych kątów mojego pokoju. Nie, tym razem było inaczej i po 24 godzinach pokój nadal lśni czystością. Wczoraj wpadły Kamila i Ola i poszłyśmy na spacer, krótki zresztą, ale przydało mi się trochę świeżego powietrza. Kiedy Ola poszła, ja z Kamilą zabrałyśmy się za dokańczanie herbaty przy "Requiem for a dream". Następnie pojechaliśmy całą rodzinną gromadką do babci, mojej kochanej oazy spokoju, miejsca, gdzie nawet robienie mięsnych zakupów sprawia wielką przyjemność.

W piątek natomiast, jako jedyna osoba z całej Ephaty (pozdro dla Szymona, który jest mały i został ; /) musiałam bardzo szybko się uwinąć z OKR-u. Ale przynajmniej zobaczyłam gościa, któremu pierwsze miejsce, kawałek serca i wspomnienie oddałam już na początku jego monodramu. Facet był niesamowity, on chyba jedyny sprawił, że śmiałam się na czyimś występie. Normalnie tylko rozumiem poszczególne żarty i jakoś wszystko w głowie sobie porządkuję, ale zazwyczaj moja twarz nie zmienia swojej postaci (tak jak u Adama ; p), ale tym razem sikałam, tak owszem sikałam ze śmiechu. No i szybko wróciłam do domu. A szkoda, bo uwielbiam siedzieć na tych of de biczowych sofach, patrzeć na unoszący się dym, lekko tańczący i zakręcający przy suficie. Uwielbiam również zapach deszczu, który czuć tuż przed jego spadnięciem. Uwielbiam wracać sama do domu i napawać się prawdziwym wiosennym wieczorem, który nie zapada od razu po zakończeniu szkolnych lekcji.

To tyle. ; D

środa, 21 kwietnia 2010

And it's contagious.

Okej, dzisiaj mała fazka na Reginę Spektor, z powodu tajemniczego utworu na konkursie Piosenki Angielskiej I w naszej szkole, a na którym zresztą wraz z Elą i Basią zdobyłyśmy nagrodę bardzo zachwyconej naszym show publiczności (prezentując bardzo patetyczną, poważną piosenkę z niesamowicie głębokim, intelektualnie przewyższającym inne pisoenki tekstem pt. "Explosion") Dostałyśmy nawet książki (no raczej książeczki) po angielsku, a ja namówiłam Panią Żuk, żeby bardzo ładnie wpisała nam uwagi pozytywne. Pani Kornelia (zawsze zapominam jej magicznego nazwiska) namówiła nas nawet na BIS. Więc w szkole generalnie było nawet ciekawie. Grzecznie poprawiłam moją jedyną nieciekawą ocenę z matematyki i nawet nie pisałam sprawdzianu, mając jednocześnie obecność na tejże lekcji - mistrzostwo. Potem poszliśmy do KFC z naszymi kubkami wielorazowego użytku (niedługo zalęgnie się z nim syfek ;*) i poprawiliśmy wyniki naszej przyszłej cukrzycy . Potem spotkałam się z Kacprem i omówiliśmy jego naprawdę niesamowity występ radiowy z Safkiem. Postarali się bardzo i choć nie pobili rekordu radia jak ostatnio odwalili kawał dobrej roboty puszczając "normalną" muzykę. Byłam z nich dumna. <3 (Tak poza tym, słuchajcie ich w czwartek o godzinie 19 w internetowym radiu Escape). Szybko wróciłam do domu, bo moja mama gotowa była mnie z rana wykastrować, bo jestem bardzo bad ; < i o mało co nie zniszczyłam jej nowej patelni, matko.

Teraz nawet wieczorami, gdy siadam na parapecie w patrzę w Moją Noc nie jest już tak smutno. Przynajmniej tak mi się wydaje. Możliwe zresztą, że rozmowy samego z sobą pomagają na zmartwienia i inne choroby psychiczne. Nie chcę się w to zagłębiać. Na razie nic mnie nie obchodzi. Liczy się tylko, żeby obejrzeć choć jeden film lub kilka odcinków House'a oraz nie spać za długo, żeby nie mieć z rana tych uporczywych bólów kręgów i stawów.

Owszem, idę jak zwykle poudawać, że spędzam czas na wnikliwej analizie podręcznika od fizyki.

sobota, 17 kwietnia 2010

O matko, miałam napisać na początek jakieś mądre zdanie, ale wszystkie w miarę sensowne sentencje uciekły mi z głowy. W tym momencie na myśli mam miliony pytań, które zadałam sobie przed kilkoma sekundami, jak tylko otworzyło się moje nowe okno explorera, które jak zwykle pokazało mi na raz aż 7 stron głównych. Po pierwsze - cholera, jaki dzień Opener'a wybrać? Dzień 1- Pearl Jam i Ben Harper, Dzień 2 - Massive Atack, Klaxons i Empire of the Sun !, Dzień 3- Kasabian, Hot Chip i Regina Spektor - ŁAŁ, a Dnia 4 - The Hives. I teraz co? Chyba zrobię losowanie, albo pójdę na wszystkie dni. Przeogromny dylemat prawie moralny. Bo kiedy wybiorę dzień 4, czy Regina Spektor nie obrazi się na mnie do końca życia? Jednak przeogromny dylemat moralny. Już bez prawie.


A tak poza tym odbyły się dni otwarte XIXLO. Było naprawdę wspaniale. Byłam Vitem Corleonem, któremu uslugiwał jego własny syn, Krystjan zarazem. Miałam kilka żon, kilkanaście kochanek i kilkadziesiąt trupów. Oglądaliśmy Ojca Chrzestnego (niestety kiedy był Robert de Niro (tylko w drugiej częsci) nie skupiłam uwagi na ekranie)(Naprawdę nie rozumiem jak można nie kochać i nie podziwiać mistrza Roberta, Martyno !)(Kochany Robercie, składam Ci hołd, klękając na łokciach, dotykając jednocześnie podłogi węzłami chłonnymi, AVE !(cholera, własnie zdałam sobie sprawę,że to praktycznie zupełnie niemożliwe, chyba, że jestem mutantem i nie mam kolan ; O)) Yyy, na czym to ja skończyłam? Nieważne. W każdym bądź razie w tym tygodniu obejrzałam dużo odcinków House'a. Jestem teraz przy trzecim sezonie i przy motywie Trittera, którego tak z Sonią nienawidzimy ! Mam niezmierną ochotę iść do kina. Nawet sama. Miałam to zrobić dzisiaj, ale niestety odgłosy dochodzące z telewizora (OH NARESZCIE ! przez dwa tygodnie byłam prawdziwej żałobie, w powodu tragicznej śmierci mojego starego telewizora(wybychł ) (i tak go nie lubiłam, ale fe, nie wolno niekorzystnie mówić o zmarłych!)), czyli anielskie chóry krzywych mordek i głos księdza natrąciły mnie na zmianę decyzji. Do kina pójdę w poniedziałek. I w końcu, po wielu latach wyczekiwania, męki i cierpienia oraz bólu po stracie bliskiej osoby do naszego domu powróci... kablówka ! Tylko dlaczego tata myśli, że teraz już w ogóle nie będę spać? Czy on naprawdę uważa, że będę do godziny czwartej oglądać filmy ? * To karygodne tak myśleć.


* Odpowiedź na to pytanie: (czytaj od tyłu, odpowiedź zakodowana - ! KAT) XD

Okej, zmywam się, dopóki mam świeży musk i odrobinę siły. Papa słodziaczki !


iiiiiii kilka foci. ; D




środa, 14 kwietnia 2010

i feel really, really bad.

Nie, nie chciałam tego zrobić. Ale cóż, stało się. Nie chcę, żeby moje popołudnie wyglądało tak samo jak wczorajsze (czytaj: rzucam kurtkę na ziemię, włączam komputer, kładę nogi prawie na sufit i oglądam od 15 do 24 doktora House'a, po czym udaję się do łóżka zapominając ściągnąć stanik). Nie wychodzi mi bardzo. Wróciłam do domu i znowu włączyłam House'a. Trzeba coś z tym zrobić, bo wczoraj oglądałam odcinek, w którym dziewczynie amputowano nogę z powodu depresji. Ja chcę mieć swoją nogę. Na dodatek nie mam dwóstu złotych na przepiękne różowoamarantowe conversy.

Ale tak z zupełnie innej beczki (swoją drogą ten film Monty Phytona jest ostro pokręcony-o-niczym) jutro dni otwarte w XIXLO (niekomu nie polecam tej szkoły !)(chociaż w sumie, kocham swoją klasę i możliwość nicnierobienia). Będę mężem Martyny, czyli Vito Corleone, bez piersi (będą szczelnie zabandażowane) z cygarem w zębach i chomikiem na rękach, butami na obcasach (Vito Corleone w rzeczywistości był tranwestytą) i Jackiem/bourbonem w kieszeni męskiej marynarki. Mieliśmy "małe" problemy, gdyż pani dyrektor and pani jakaśtamniewymawiajciejejchoregonazwiska powiedziała, że czasy prohibicji są złe, alkohol jest zły, a my lekko pojebani. Zabroniła nam dobrze się bawić, bo XIXLO to nudna szkoła ! (Chrystjan napisał na tabliy XIXLO SSIE i weszła pani derektor po raz drugi) Bardzo się zestresowałam i z zadzwoniłam do pani Żuk z pretensjami (rozmawiałam z nią jakieś 20 minut, ale co tam. za wszystko zapłacił Krystjan Nosorożec) Pani Żuk nasza kochana kobieta była lekko oburzona zmiennością znań dyrektorki, powiedziała również :"Bez butelek nie będzie takiej atmosfery!" (kocham ją naprawdęXD) Biedna pani Żuk zwlekła się z łóżka i zadzwoniła do odgórnych. Ogólnie pani Żuk jest chora bardzo bardzo-"wstanę z łóżka i zadzwonię, ale zaraz mam masaże", "Nie mogę chodzić do szkoły i się wam pokazać, bo byście się śmiali, że mi w kościach strzyka".

Więc jutro każdy gimnazjalisto/licealisto/studencie (rodzicom wstęp wzbroniony!) wpadaj do XIXLO. Pokażemy prawdziwą, buntowniczą prohibicję i będą butelki, a jak !
Mam nadzieję, że tylko mnie nie wywalą ze szkoły. I tak najlepszy był tekst - "to zamiast alkoholu ugotujcie spaghetti"


P.S. Dzisiaj w ogóle w końcu oglądaliśmy Dr.House'a. Odcinek wszystkim się podobał, bo Ksawery cały czas mi się śmiał do ucha.
P.S.S. I o mało co nie ukradłam picia w Carrefurze ! ; O Martyna i Natalia kupiły ciasto one!

środa, 7 kwietnia 2010

Otwórzcie te pieprzone drzwi !

Oglądanie Dr.House'a zaczęło mnie troszeczkę dołować. W trakcie swojego domowego więzienia obejrzałam około 70 odcinków i już naprawdę nie mogę więcej. Dlatego teraz od razu włączyłam Bit Torrent, żeby w końcu ściagnąć i obejrzeć jakiś film. Byłam wczoraj u przemiłego pana doktora od uszu (gdyby nie to, że jego wizyta kosztuje tyle co połowa conversów, to pewnie zaglądałabym do niego częściej XD). Nazwał mnie nienormalną, ponieważ błagałam go, żeby zgodził się, żebym poszła do szkoły. Niestety mi nie pozwolił, bo moja mama bardzo wyolbrzymiła godziny mojego pobytu w szkole. A ja już naprawdę nie wytrzymuję psychicznie ! Czuję się taka wyżuta, niechciana, zdesperowana i nic mi się nie chce ! Ale wracając do pana doktora. Sprawdzał mi słuch, pobawił się kamertonem i okazało się, że jestem głucha na prawe ucho *cholerka*, ale podobno za dwa dni powinno mi się poprawić. Rano tez odwiedziła mnie Ruda, rozmawiałyśmy chwilę (znaczy się dwie godziny) i musiałam już iść, więc dupka. Teraz zapewne więszkość mojej klasy siedzi sobie w ławkach na historii , a ja dostaję apopleksji, bo zaczynam miewać bardzo dziwne sny, w których nie mogę sobie przypomnieć przecież tak bardzo znanych mi twarzy.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Chorwackie wspomnienia jak najbardziej.




O matko, dzisiaj kolejny raz kiedy wspominam wakacje, lato, upał, i to idealne uczucia, kiedy zanurzasz rękę w piasku, który na początku jest ciepły, a im głębiej sięgasz, tym robi się chłodniejszy. Właśnie uświadomiłam sobie, że praktycznie w ogóle nie oglądałam zdjęć z Chorwacji. Zostało mi jeszcze wiele do wywołania (dlatego nie polecam fotografii analogowej plebsom, czyli mi, bo jest bardzo kosztowna), ale mam nadzieję, że uda mi się je zobaczyć jeszcze w tym roku kalendarzowym. Marzę o jakiejś prawdziwej podróży, chociaż na jeden dzień, żebym mogła popatrzeć na nowe twarze, bo wyraz tutejszych naprawdę mi się znudził. Patrząc na Was, widzę depresję, zimę i robi mi się naprawdę chłodno. (Nie odbierajcie tego personalnie oczywiście !)

Zamieszczam więc kilka cieplutkich i słonecznych zdjęć, bo ja już zapomniałam jak to jest, kiedy nie trzeba zamarzać w tych cholernych tramwajach i można cieszyć się TYM zapachem - wtedy ten aparat, powszechnie niedbale zwany nosem wyczuwa nawet drobne, ale niezwykle szybkie wędrówki mrówek, tak bardzo stęskniony jest za rozkwitem życia. Ten jeden dzień (bodajże półtora tygodnia temu) stanowczo mi nie wystarczył.
A w tym momencie jestem stęskniona nie tylko za latem (za którym zresztą nie przepadam), ale takze za tym, żeby w końcu stąd wyjść, bo siedząc w domu rodzi się we mnie jakaś niespotykanie agresywna siła.







sobota, 3 kwietnia 2010

Oh, jak tu szaro.

Oj dawno, dawno nie pisałam. To zapewne dlatego, że wszystko mnie bolało, zwłaszcza moje prawe ucho, z którego do dzisiaj (i daj Boże, żebym nie zapeszyła) sączyła się krew pomieszana z dziwną, przezroczysto-żółto wydzieliną. JAMI ! Nie mogę myć głowy (mój tata sugeruje, żebym robiła to do końca życia tylko raz w tygodniu), słuchać muzyki w słuchawkach, chodzić na koncerty i jak na razie wychodzić z domu. Wczoraj obejrzałam 14 odcinków Dr.House'a, a przez ostatnie kilka dni także wszystkie odcinki The Vampire Diaries, dzisiaj natomiast Amelię i Charliego i Fabrykę Czekolady - idealne lekkie filmy na poprawę nastroju. Trzeci rok Misterium i oczywiście nie brałam w tym udziału. Nie mam się czym chwalić, nie zarobiłam ukochanych pieniędzy (ukochanych, bo pieniądze zarabiane aktorstwem są naprawdę wspaniałe3). Bardzo zazdroszczę Oli i Martynie, że były dzisiaj na rowerze, bo o czym ja marzę przez ostatnie równe pięć miesięcy?

Dzisiaj malowałam pisanki, kłóciłam się z bratem, kolorowałam kolorowanki, ozdabiałam decoupagem i robiłam zdjęcia. Bardzo zapragnęłam także wakacji. Ostatnio poczułam się jak w wakacje, kiedy to nie mogłam zasnąć, bo bardzo mnie bolało i włączyłam moje cholerne bezduszne szare pudło, które emitowało jakieś nieciekawe i nic nie warte programy typu telejedzenie czy chujCiwcyce o godzinie dokładnie 4:45. Wcześniej miałam okazję obejrzeć Smallville, ale i tak największą frajdę sprawia mi oglądanie i słuchanie przy okazji tego, co od tygodnia słyszę w moim prawym uchu, czyli powszechnie znanego zakonczenia programu (ostatnio najwcześniej na TVP2). Ale muszę Was zmartwić. Wydaje mi się, że zminił się obrazek. Kiedyś to było ciekawsze (wiem, bo jak byłam mała godzinami potrafiłam na to patrzeć i myśleć), teraz zwykłe gejowskie paseczki.



Wiem, nudna jestem i brzmię jak stary zmęczony życiem dziad (kto powiedział, że nastolatka nie może być zmęczona życiem?), na dodatek dawno nie widziałam ludzi i nie rozmawiałam z nikim poza okropnym gadu-gadu i równie złą komórką. Przyznam, że owszem - myślenie mnie zadręcza, a niemyślenie jeszcze bardziej.
Ale, stęskniłam się za Wami-ludzie i za świeżym powietrzem.

P.S.Widziałam wzoraj Buraka w DDTVN ! Cholera, nie mogłam wymyśleć, skąd go znam, dopóki się nie odezwał, a głosu tego pana po prostu nie da się zapomnieć. Od razu napisałam do Kaś.
Po skończonym skończeniu - Nie mogę nawet zrobić listy dziesięciu ulubionych filmów, które zrobiły na mnie wrażenie, które zapamietałam i które zmieniły moje życie, bo nawet nie jestem w stanie wybrać pozycji numer jeden, a tych filmów nie jest dziesieć, tylko trzydzieści dziewięć. Co teraz? Fight Club, czy Taxi Driver? ; < To tak jak wybrać, między mamą a babcią. ; <