Wczoraj było całkiem fajnie. Dzień w szkole na poczatku smutny i Natalia cały czas mnie rozśmieszała podnosząc kąciki ust do góry. Polepszył mi się nastroj dopiero potem (to zapewne dzięki tym 4 godzinom łaciny pod rząd XD), ale znowu zepsuł, kiedy zauważyłam jak bardzo byłam naiwna i żałosna. Aż żal mi samej siebie, a tak zazwyczaj nie mam. I zauważyłam też jak postrzegają mnie inne osoby. To było naprawdę starszne. Jestem powietrzem, jestem nikim.
Potem an teatralnych powiedziano mi to co ostatnim razem, hehe. Te zajęcia były wyjątkowe ! Zrobiliśmy etiudy w naprawdę krótkim czasie i każda z nich była równie dobra. A potem zamiast przerwy długiej i bezsensownej jak zawsze przygotowywaliśmy się w wolnym czasie do przedstawienia kabaretów. Byłam tak cholernie szczęśliwa ! Tylko niestety nie pokazywałam tego zbytnio i Pawcej z dwadzieścia razy pstrykał na mnie, a ja niegdy nie mogłam opanować swojego wielkiego uśmiechu, który zawsze w takich momentach rozrasta na całą twarz.
Hmm, a dzisiaj oglądałam Blow z Rudą u mnie, umówiłyśmy się na za tydzień po teatralnych na małe piżama party. Już się nie mogę doczekać. Tylko obawiam się , że oglądanie z Rudziskiem Requiem for a dream, może się skończyć tak jak dzisiaj przy prawie każdej scenie, niekontrolowanym wybuchem śmiechu, zwłaszcza jak zobaczyłyśmy Johnnego Deppa z brzuszkiem a Penelopę Cruz w dresiku. A zawsze płakałam przy tym filmie. I ogólnie było fajnie. Szkoda tylko, że nie mogłam wyjść z domu i iść do kina tak jak bardzo chciałam, ale chyba i tak by nie wypaliło, więc gniję sobie w domku. Niedługo ferie. Ściągam teraz miliony filmów, żeby w ferie nadrobić małe zaległości. Zaraz schodzę do pokoju z zieloną herbatą i obejrzę sobie w spokoju Bękarty wojny. Okej, to chyba tyle. Miłego weekendu. ; *
P.S. Niedługo uciekamy z Sonią, żeby iść do kina na Nostalgię Anioła. To będzie chyba szósty film w tym miesiącu. I cała sala kinowa tylko dla nas. tak jak ostatnio na Sherlocku i NINE, tylko wtedy było kilka osób. Teraz nie będzie. A Dziewięć mnie nie zachwyciło, orpócz sceny z Fergie, której osobiście nie lubię, ale dla ten piosenki można ściągnąć nawet caly film ! Okej, to chyba tyle. ; D
sobota, 30 stycznia 2010
środa, 27 stycznia 2010
When You're Good To Mama ...
Jutro znowu będzie bardzo teatralnie, nie idę do szkoły z tego powodu, chociaż żaluję trochę, że nie napiszę sprawdzianu z matematyki w terminie, ale w końcu trzeba grać Gdańszczankę sprzed wielu wielu laty w dziwnym czepku na głowie i z trzy razy większym tyłkiem, żeby porządnie uczcić 300-któreś urodziny Heweliusza. Po tym wszystkim idziemy z Soniś na "NINE". Śpiewałyśmy sobie dzisiaj piosenkę z Chicago, żeby bardziej nastawić się psychicznie. W ogóle dzisiejszy dzień był wyjątkowo zakręcony. Pojechałam Do Rudej do 15-stki, a okazało się, że jest tam też Kaś, Soniś, Łasek i że mamy akcję. A normalnie o tej porze byłabym w domu. Jak zwykle mam super ciuszki.
Wczoraj byliśmy na koncercie Elusi i Przemki, które zresztą w niewiarygodnie szybkim czasie zrobiła się ode mnie starsza o jedną cyferkę. Towarzyszył mi Kacper i poniekąd Martyna i Ruczi i można rzecz, że było całkiem miło, a koncert również bardzo mi się podobał, tylko niestety zaczęło mi się troszkę nudzić po około 40 minutach.
Właśnie do domu wszedł mój tata, oznajmił mi, że ciężko będzie mu usprawiedliwić ucieczkę po teatrze, był bardzo spokojny. Oświadczył również, że nie rozumie, dlaczego nazwałam go sklerotykiem, oraz ostrzegł, że na wycieczce do Wrocławia nie można ani pić ani palić. I dobrze. Kiedy mama dowiedziała się o ucieczce bardzo się zdenerwowała, dlatego jestem zachwycona, kiedy to mój tata chodzi na wywiadówki. Ogólnie wszyscy są zadowoleni i pełni entuzjazmu, zwłaszcza widząc moją ochotę do nauki.
Tak ogólnie rzecz biorąc ostatnio czuję się lekko osamotniona i brakuje mi miłości. Ale coś czuję, że w penym stopniu to niedługo się zmieni, biorąc pod uwagę for exempla wczorajszy dzień.
P.S. Czytam sobie o problemach nastolatków na wp.pl. to baaardzo ciekawe! ; D
""Jestem dwunastolatką i mam chłopaka. Dlaczego tak trudno mi powiedzieć mamie, że go mam, bo boję się, że mama mi będzie kazać z nim zerwać" - napisała Martyna. "
P.P.S A moja siostra też jest kochana - "tylko nie rozgrzewaj sie tam za duzo w te mrozne dni:p" OBIECUJĘ !
Wczoraj byliśmy na koncercie Elusi i Przemki, które zresztą w niewiarygodnie szybkim czasie zrobiła się ode mnie starsza o jedną cyferkę. Towarzyszył mi Kacper i poniekąd Martyna i Ruczi i można rzecz, że było całkiem miło, a koncert również bardzo mi się podobał, tylko niestety zaczęło mi się troszkę nudzić po około 40 minutach.
Właśnie do domu wszedł mój tata, oznajmił mi, że ciężko będzie mu usprawiedliwić ucieczkę po teatrze, był bardzo spokojny. Oświadczył również, że nie rozumie, dlaczego nazwałam go sklerotykiem, oraz ostrzegł, że na wycieczce do Wrocławia nie można ani pić ani palić. I dobrze. Kiedy mama dowiedziała się o ucieczce bardzo się zdenerwowała, dlatego jestem zachwycona, kiedy to mój tata chodzi na wywiadówki. Ogólnie wszyscy są zadowoleni i pełni entuzjazmu, zwłaszcza widząc moją ochotę do nauki.
Tak ogólnie rzecz biorąc ostatnio czuję się lekko osamotniona i brakuje mi miłości. Ale coś czuję, że w penym stopniu to niedługo się zmieni, biorąc pod uwagę for exempla wczorajszy dzień.
P.S. Czytam sobie o problemach nastolatków na wp.pl. to baaardzo ciekawe! ; D
""Jestem dwunastolatką i mam chłopaka. Dlaczego tak trudno mi powiedzieć mamie, że go mam, bo boję się, że mama mi będzie kazać z nim zerwać" - napisała Martyna. "
P.P.S A moja siostra też jest kochana - "tylko nie rozgrzewaj sie tam za duzo w te mrozne dni:p" OBIECUJĘ !
poniedziałek, 25 stycznia 2010
I'll break the sky !
Oi oi, dawno nie pisałam znowu. Rzuciłam rzucanie. I co najlepsze zacznę dzisiaj niebywale śmieszną opowieścią jak wkopałam Olę.
Otóż siedząc sobie na historii pisałam na Oli kartce - "CIOTA, ciota i chuj i chuj i chuj". A w jej zeszycie napisałam "ta pani ładnie pachnie, to znaczy JEBIE !". Pisaliśmy sobie kartkówkę w międzyczasie i wzięłam zeszyt brygidy, otworzyłam na wczesnym średniowieczu i wszystko przepisałam siedząc w drugiej ławce tuż przy mej śmierdzącej kochance pani Niesiołowskiej. Po skończeniu kartkówki słychałam muzyki, gadałam oraz piłam oczyszczająco-moczopędną zieloną herbatkę z ekstraktem z cytryny. Pani Niesiołoska chciała pokazać, jak to nauczyła się postępować z klasą humanistyczną, więc za karę pod koniec lekcji zabrała mi i Oli zeszyty do sprawdzenia pracy domowej. Ja jednak zeszytu nie miałam, a nawet nie wiecie jak się śmiałam z Oli, kiedy przypomniało mi się co napisałam przy dzisiejszej lekcji "ta pani ładnie pachnie, to znaczy JEBIE!". Miejmy nadzieję, że po dzisiejszej wpadce pani Niesiołowska chociaż raz się umyje. Na moje urodziny (błagam !), które są za 30 dni, czyli jak jedno doładowanie karty miejskiej za 49 złotych.
Oglądam sobie filmy. Ostatnio ZMUSIŁAM się do obejrzenia Galerianek, ale na moje nieszczęście najpierw zobaczyłam etiudę o tej samej nazwie sprzed 3 lat z dokładnie tym samym scenariuszem, tylko trzy razy krótszym. Więc zamiast 1,5 godziny męki, musiałam ich przeżyć aż dwie ! Zostanę przy ocenie 1/10.
Dobranoc ! ; *
Otóż siedząc sobie na historii pisałam na Oli kartce - "CIOTA, ciota i chuj i chuj i chuj". A w jej zeszycie napisałam "ta pani ładnie pachnie, to znaczy JEBIE !". Pisaliśmy sobie kartkówkę w międzyczasie i wzięłam zeszyt brygidy, otworzyłam na wczesnym średniowieczu i wszystko przepisałam siedząc w drugiej ławce tuż przy mej śmierdzącej kochance pani Niesiołowskiej. Po skończeniu kartkówki słychałam muzyki, gadałam oraz piłam oczyszczająco-moczopędną zieloną herbatkę z ekstraktem z cytryny. Pani Niesiołoska chciała pokazać, jak to nauczyła się postępować z klasą humanistyczną, więc za karę pod koniec lekcji zabrała mi i Oli zeszyty do sprawdzenia pracy domowej. Ja jednak zeszytu nie miałam, a nawet nie wiecie jak się śmiałam z Oli, kiedy przypomniało mi się co napisałam przy dzisiejszej lekcji "ta pani ładnie pachnie, to znaczy JEBIE!". Miejmy nadzieję, że po dzisiejszej wpadce pani Niesiołowska chociaż raz się umyje. Na moje urodziny (błagam !), które są za 30 dni, czyli jak jedno doładowanie karty miejskiej za 49 złotych.
Oglądam sobie filmy. Ostatnio ZMUSIŁAM się do obejrzenia Galerianek, ale na moje nieszczęście najpierw zobaczyłam etiudę o tej samej nazwie sprzed 3 lat z dokładnie tym samym scenariuszem, tylko trzy razy krótszym. Więc zamiast 1,5 godziny męki, musiałam ich przeżyć aż dwie ! Zostanę przy ocenie 1/10.
Dobranoc ! ; *
czwartek, 21 stycznia 2010
PAINT IT BLACK !
Zaniedbałam bloga przez kilka dni. Ale za to mój pamiętnik całkowicie odżył i w końcu pokochałam go, jak moje poprzednie dzieci. Zażartowałabym, że ostatnio mało się działo, ale nie mam ochoty na głupie "dżołki" (jak to teraz mówi mój tata, żeby popisać się swoim żałosnym kolokwializmem). Zresztą kłóciłam się z nim dobrą godzinę dlaczego do kurzej łapki nowe słowo po łacinie "komputer" nie może mieć deklinacji pierwszej. Nieważne. Dzisiejszy dzień był baaardzo zabawny. Dwa dni temu oglądałam sobie karteczki z trzeciej klasy podstawówki i natchnęło mnie na rysowanie postaci z bajek disney'a, więc narysowałam Bellę. A dzisiaj Martyna miała Arielkę ! Więc rysowałyśmy, a ja natchniona wcześniejszymi doświadczeniami zapakowałam moje ulubione mazaki, więc mogłyśmy to nawet wszystko pokolorować. (Od razu tutaj narzuca mi się piosenka "Paint it black", która zresztą nuciła mi się przez cały dzisiejszy poranek). Martyna zrobiła bardzo mroczną Arielkę. To była dosłownie żona Urszuli - mojej omackowanej traumy z dzieciństwa, kiedy to ujrzałam potwora mając lat niewiele na ogromnym ekranie. Nie paliłam i miałam ogromną wenę !
Potem był w-f, tak właśnie to na nim Martyna miała koszulkę House'a, której jak wszyscy już chyba wiedzą cholernie jej zazdroszczę. Siedziałam sobie z Olxem, ale nie było seksu, więc nudziło mi się strasznie, próbowałam czytać Holmesa, ale jedyne co, to go narysowałam. Przyszedł Krystjan, ale seksu OCZYWIŚCIE nie było, bo Czarli ma chłopaka. Eh. Potem wąchałam buty Natalji i podkradałam jej nestea.; * Uciekłam z religii jak co tydzień, żeby wcześniej zawitać na teatralne w XXLO.W łazience ni z gruchy ni z pietruchy poznałam nową koleżankę, a połączyły nas balony.
Zeszłam do podziemii i rysowałam. Przyszedł Łasek, spytał czy kwalifikuje się do grona facetów, którzy dostają po twarzy, odparłam, że raczej nie, więc porozmawialiśmy sobie o płytkości scenariusza Avatara i bollywoodzkich filmach. Oraz o facetach. Potem wszyscy poszli i zostałyśmy same z Rudą i Kaś, leżałyśmy, spałyśmy i śmiałyśmy się na podłodze pod głową mając swoje torby i zaproponowałam, żebyśmy zabawiły się w zawody. I zaczęłyśmy wyścigi pajączków. A potem naszło mnie na wyścigi 'rycerskie' w czołganiu się. Więc czołgałyśmy się z jednego końca korytarza na drugi, a wydawałyśmy przy tym starszne odgłosy, jak w orgaźmie, bo ciężko się tak czołgać. A potem wyścigi psa i kota, ale szczekałam tak śmiesznie, że aż wygrałam. Wciągałyśmy też powietrze do płuc, ale żadna z nas nie mogła wytrzymać nawet kilka sekund, bo mina Rudej rozbawiała towarzystwo. Tańczyłyśmy przy czajniko wiertarce oraz przy operze. Obgadywałyśmy sobie też pana P i Piętę i Karolinę, której nie znam i było zabawnie. Wychodząc z podziemi o później już godzinie natknęłyśmy się na dozorcę i sprzątaczki. Jedna do mnie mrugnęła wyszczerzając zęby w uśmiechu.
- Widziałyście? Ona do mnie mrugnęła !- No a co gorsza mówiła coś o dzisiejszym zachowaniu młodzieży i o tym, że za każdym razem jak tam jesteśmy to łobuziactwo się szerzy.
- Skąd ona mogła to wiedzieć co robiłyśmy?
- Nie wiem.
- Fak !
- Co?
- Tam są kamery !
Skończyłyśmy jak zwykle w Mc'Donaldzie i wróciłam z Rudą do Gdańska.
Po drodzie naprawdę nam się śmiesznie rozmawiało (zresztą jak zwykle), ale jedyne co mogę przytoczyć, to jak Ruda powiedziała:
- Musimy się streścić. - A nie streszczać?
- No streścić.
Albo:
Ruda: Miałam wtedy prawie 16 lat. Było blisko.
Ja: No ja też mam bliżej do 18, niż do 5.
Ruda: Przestań !
Wczoraj z Sonią w kinie też było cudownie. Kolejny seks w kinie, tym razem z moim byłym Sherlockiem Holmesem, który bardzo się zmienił (na lepsze!), więc nie powiem, ale było bardzo zaspokajająco. Zresztą mogłyśmy ściągnąc buty, położyć się na fotelach, wywalić syry na przednie siedzenia i niczym się nie przejmować, bo w kinie było około 6 homosapiensów, a że to największa sala, więc Sonia nawet bez przeszkód rozmawiała głośno z mamą przez telefon. Bardzo jej dziękuję, że zrezygnowała ze swojego chłopaka dla mnie, mimo iż ZAWSZE się z nim spotyka w środy.
Sonia: Ei, ale Ty wiesz, że dzisiaj idę do kina?
Jej chłopak: W środę? Z Twoją kuzynką?
Sonia: Nie. Z Agą.
Jej chłopak: Jaką Agą?
Sonia: No tą co ją całowałam, jak byliśmy już razem.
Jej chłopak: Miłej zabawy. (czy coś w tym guście) XDXD
sobota, 16 stycznia 2010
"In your dreams "
Miałam uzupełnić wczorajszy wpis o piękne życzenia i jakiś słodki obrazek dla Martyny, ale nie mogłam wejść na komputer i teraz wszyscy pomyślą, że zgapiam. XD
Piątek był dniem jak z jakiegoś kiepskiego amerykańskiego filmu lub serialu dla zbuntowanych nastolatek. Teraz mam troszkę czasu, żeby wszystko opisać, bo przecież ostatnio tylko pieprzę o przemyśleniach i nie widać u mnie żadnych faktów życia codzienniego.
Spóźniłam się 35 minut na łacinę i weszłam z Natalią i muffinką z siedemnastoma świeczkami na łacinę, pani spojrzała na mnie jak na idiotkę, przeprosiłam za spóźnienie i razem z Teą zaczęłyśmy śpiewać "Sto lat". Doskonale wiedziałam, że Martyna za tym nie przepada, ale no jak to tak bez śpiewania ! Martyna miała przepyszne czekoladki, które cały czas zajadałyśmy razem z nią i Rzuczi, grałyśmy w "chuja" jak zwykle prawie na każdej przerwie, nie ćwiczyłyśmy sobie na wuefie i na polskim kochana i zabawna pani Żuk z okazji urodzin Stasia i Martyny nie wpisała nam nieprzygotowania za pracę domową.
Po lekcjach umówiłam się z Rudą. Musiałyśmy czekać do 17, żebym mogłam wykonać plan. Bardzo się denerowałam, ale pomogła mi Soniś, która kazała się uderzyć. Powiedziała też, żebym sobie wyobraziła, że to tylko teatr. Pomogło. Wyciszyłam się, skupiłam i można wręcz rzec, że nie trafiłam. Nie spodziewałam się, że to wszystko nabierze innych kolorów i wyrazu. Z jednym panem wszystko sobie wytłumaczyliśmy, z drugim panem też wyszło inaczej jak zaplanowałam, ale przynajmniej nie muszę udawać jakiejś twardej suki.
Bardzo mnie rozbawiło mnie jakie życie szykuje mi los. Jak w Edypie, ironia ludzkego losu, wszystko zaplanowane z góry i tak się wypełni. W każdym bądź razie siedzę przy biurku, oglądam Kieślowskiego i pachnie wiosną, która jest dla mnie pierwszą rzeczą o jakiej myślę ma skojarzenie słowa "miły".
Ale najzabawniejszy był p.Robert, który w trakcie mojej rozmowy cały czas oglądał w korytarzu obrazki małych dzieci w Pałacu Młodzieży. To było naprawdę śmieszne. I dziękuję Asi i Rudej, z którymi wspaniale spędza się czas w łazience i drogiej Soniś, dzięki której mój plan chociaż częściowo się powiódł.
Ale czuję się dobrze, a ta biała, ale jednocześnie żywa i kolorowa zima napawa mnie jakimś poczuciem bezpieczeństwa oraz natchnieniem. Zrobiłam dzisiaj zdjęcia, ale nie skończyłam, więc jutro zrywam się z samego rana i wyruszam na długi spacer z kliszami nad rzekę i nie tylko,żeby w końcu porobić zdjęcia.
Piątek był dniem jak z jakiegoś kiepskiego amerykańskiego filmu lub serialu dla zbuntowanych nastolatek. Teraz mam troszkę czasu, żeby wszystko opisać, bo przecież ostatnio tylko pieprzę o przemyśleniach i nie widać u mnie żadnych faktów życia codzienniego.
Spóźniłam się 35 minut na łacinę i weszłam z Natalią i muffinką z siedemnastoma świeczkami na łacinę, pani spojrzała na mnie jak na idiotkę, przeprosiłam za spóźnienie i razem z Teą zaczęłyśmy śpiewać "Sto lat". Doskonale wiedziałam, że Martyna za tym nie przepada, ale no jak to tak bez śpiewania ! Martyna miała przepyszne czekoladki, które cały czas zajadałyśmy razem z nią i Rzuczi, grałyśmy w "chuja" jak zwykle prawie na każdej przerwie, nie ćwiczyłyśmy sobie na wuefie i na polskim kochana i zabawna pani Żuk z okazji urodzin Stasia i Martyny nie wpisała nam nieprzygotowania za pracę domową.
Po lekcjach umówiłam się z Rudą. Musiałyśmy czekać do 17, żebym mogłam wykonać plan. Bardzo się denerowałam, ale pomogła mi Soniś, która kazała się uderzyć. Powiedziała też, żebym sobie wyobraziła, że to tylko teatr. Pomogło. Wyciszyłam się, skupiłam i można wręcz rzec, że nie trafiłam. Nie spodziewałam się, że to wszystko nabierze innych kolorów i wyrazu. Z jednym panem wszystko sobie wytłumaczyliśmy, z drugim panem też wyszło inaczej jak zaplanowałam, ale przynajmniej nie muszę udawać jakiejś twardej suki.
Bardzo mnie rozbawiło mnie jakie życie szykuje mi los. Jak w Edypie, ironia ludzkego losu, wszystko zaplanowane z góry i tak się wypełni. W każdym bądź razie siedzę przy biurku, oglądam Kieślowskiego i pachnie wiosną, która jest dla mnie pierwszą rzeczą o jakiej myślę ma skojarzenie słowa "miły".
Ale najzabawniejszy był p.Robert, który w trakcie mojej rozmowy cały czas oglądał w korytarzu obrazki małych dzieci w Pałacu Młodzieży. To było naprawdę śmieszne. I dziękuję Asi i Rudej, z którymi wspaniale spędza się czas w łazience i drogiej Soniś, dzięki której mój plan chociaż częściowo się powiódł.
Ale czuję się dobrze, a ta biała, ale jednocześnie żywa i kolorowa zima napawa mnie jakimś poczuciem bezpieczeństwa oraz natchnieniem. Zrobiłam dzisiaj zdjęcia, ale nie skończyłam, więc jutro zrywam się z samego rana i wyruszam na długi spacer z kliszami nad rzekę i nie tylko,żeby w końcu porobić zdjęcia.
piątek, 15 stycznia 2010
Level Up.
Dzisiaj piątek. Jestem wykończona. Ten tydzień był nawet pracowity, uczyłam się troszeczkę, oglądałam dużo filmów. Dzisiaj piątek ! Idziemy z Rudą do Pałacu Młodzieży robić piknik w jednym z męskich zapewne toalet, wykorzystując sedes jako stolik barmana. To właśnie dzisiaj wykonam zło w czystej postaci. Denerwuję się, ale wiem, że podołam, pokażę wszystkim, że jestem silna. Jest dobrze. na dodatek naszła mnie wena i chyba mam już pomysł na zdjęcie. Dzisiaj premiera Sherlocka Holmesa, człowieka, którego podziwiałam, kochałam w piątej klasie podstawówki. Więc w weekend zapewne znowu do kina. Okej, muszę zrobić krzyżówkę w programie HotPatatoes, więc zabieram się do pracy. Do zobaczenia wieczorem. ; D
środa, 13 stycznia 2010
Unfamiliar Faces.
Lubicie zmiany? Ja nie wiem. Jeżeli są akcentem pozytywnym to owszem. Zastanawiałam się dzisiaj dłuższy czas nad zmianami. Ile energii nieraz w nie poświęcamy, a inni nie zawsze to doceniają, albo ciężką pracę przypisują komu innemu. Pomyślę nad tym jeszcze dzisiaj, mimo iż czekają mnie jutro dwa sprawdziany z geografii, ale i tak obejrzałam nowy odcinek House'a, gdzie Gregory i James udają gejów. Niestety nie mogłam w pełni rozkoszować się sceną zafascynowania Grega musicalami i obcasami laski spod mieszkania 3B, ponieważ nie zaznałam ani odrobinki prywatności, gdyż inni nie rozumieją do jasnej cholery po co mi ta frustrująca cisza i samotność.
Nie podoba mi się moje lenistwo. Poświęciłam ostatnio trochę zbyt dużo czasu na moje pierdoły. Ale chyba od nich nie odstąpię, dlatego biorę udział w konkursie angielsko-fotograficznym. Mam już tytuł i komentarz do zdjęcia, ale niestety samego obrazu brak. Dlatego już jutro gdziekolwiek nie pójdę, w futerale będzie spoczywć gotowy do misji aparat. Oczywiście nie chcę wygrać. Zrobię coś raczej pod gust pani od angielskiego. Lubię być spontaniczna i kontorolować swoją spontaniczność, ale teraz idę na całość i nie mam żadnego planu !
I ogólnie jestem zadowolona, bo wczoraj pożyczyłam od Soniś 7 filmów, zostało mi do obejrzenia 2, a na dodatek w końcu odzyskałam część filmów z Johnnym Deppem. Oby tak dalej !
P.S. Studiuję "Jak najlepiej strzelać z liścia". Oby nigdy się nie przydało, ale nie wiadomo, kiedy będzie ta wyjątkowa okazja, nieprawdaż?
Nie podoba mi się moje lenistwo. Poświęciłam ostatnio trochę zbyt dużo czasu na moje pierdoły. Ale chyba od nich nie odstąpię, dlatego biorę udział w konkursie angielsko-fotograficznym. Mam już tytuł i komentarz do zdjęcia, ale niestety samego obrazu brak. Dlatego już jutro gdziekolwiek nie pójdę, w futerale będzie spoczywć gotowy do misji aparat. Oczywiście nie chcę wygrać. Zrobię coś raczej pod gust pani od angielskiego. Lubię być spontaniczna i kontorolować swoją spontaniczność, ale teraz idę na całość i nie mam żadnego planu !
I ogólnie jestem zadowolona, bo wczoraj pożyczyłam od Soniś 7 filmów, zostało mi do obejrzenia 2, a na dodatek w końcu odzyskałam część filmów z Johnnym Deppem. Oby tak dalej !
P.S. Studiuję "Jak najlepiej strzelać z liścia". Oby nigdy się nie przydało, ale nie wiadomo, kiedy będzie ta wyjątkowa okazja, nieprawdaż?
poniedziałek, 11 stycznia 2010
You takin' to me?
Chciałam napisać jak wcześniej o mononukleozie tak i o kłamstwie, ale Martyna bardzo sprytnie mnie wyprzedziła, bardzo zdziwiłam się podobieństwem naszych myśli. Nie patrzcie tak na mnie. Wiele się wydarzyło. Co ja tam mówię ! Czasami nie wierzę w moją cudowną mieszankę szczęścia i pecha na raz. Myślałam że takie losowe sałatki są niemożliwe, powiedzieć by można , że zbyt wybuchowe. Moja losowa sałatka nie eksplodowała, ale ktoś namiętnie dodaje do niej coraz to więcej nowych składników, aby wymęczyć mnie emocjonalnie i psychicznie przede wszystkim, bo od nadmiaru myślenia o "innych" mózg mi się dosłownie zlasował. Ale jak to powiedziała Ruda, kiedy już coś się wali, to wali się wszystko. W pewnym sensie ma rację. Kiedy idę na randkę z Sonią i Johnnym Deppem do kina, nie dość, że film jest beznadziejny, to jeszcze w sali 5 rzędzie 12 miejscu 8 gubię swoją naukochańszą mp3, którą jednakże jak wiecie z wielkim fartem znajduję po trzech godzinach. Ciągle muszę gdzieś uciekać, upieka mi się, a jak nie uciekam idzie mi jeszcze lepiej. Przynajmniej ćwiczę warsztat aktorski i tak się nie pocę. A najgorzej jest, kiedy nie potrafię podjąć decyzji i jak zwykle za dużo myślę. Inni podejmują te decyzje za mnie? Czyż nie wspaniale jest mieć takich "przyjaciół"? Niech inni się jeszcze za mnie uczą, potem niech zarabiają za mnie pieniądze i wybierają kolor oczu dla moich dzieci. Bo po co ja mam decydować?
A to wszystko przez kłamstwa i oszustwa. Przez te CODZIENNE kłamstwa i oszustwa.
Oh, pociesza mnie jedynie myśl, że w tym tygodniu kupuję lustrzankę cyfrową, na którą długo zbierałam pieniążki a rok 2010 jest pełen cudownych premier filmowych. Za cztery dni - Sherlock Holmes - przystojniak, którego kochałam i podziwiałam w piątej klasie. Zbierałam pieniądze na książki z jego przygodami i potem czytałam jedno opowiadanie za drugim.
W tym tygodniu w końcu odzyskam wszystkie swoje zaporzyczone filmy z Johnnym Deppem. Uwaga-nadchodzę. Mam niezmeirną ochotę zgnić przed komputerem oglądając filmy i seriale. Nawet osiem odcinków pod rząd Przystanku Alaska nie spełniło mnie w zupełności. Na dodatek smucę się, bo Joela nie ma w najbliższych odcinkach, zalubował w samotności i dzikim łowieniu ryb jakimś chorym tasakiem. ; <
Ale i tak najnajnajnajukochańszym filmem, który zawsze poprawia mi humor jest TAXI DRIVER.
I ten nieśmiertelny cytat:
A to wszystko przez kłamstwa i oszustwa. Przez te CODZIENNE kłamstwa i oszustwa.
Oh, pociesza mnie jedynie myśl, że w tym tygodniu kupuję lustrzankę cyfrową, na którą długo zbierałam pieniążki a rok 2010 jest pełen cudownych premier filmowych. Za cztery dni - Sherlock Holmes - przystojniak, którego kochałam i podziwiałam w piątej klasie. Zbierałam pieniądze na książki z jego przygodami i potem czytałam jedno opowiadanie za drugim.
W tym tygodniu w końcu odzyskam wszystkie swoje zaporzyczone filmy z Johnnym Deppem. Uwaga-nadchodzę. Mam niezmeirną ochotę zgnić przed komputerem oglądając filmy i seriale. Nawet osiem odcinków pod rząd Przystanku Alaska nie spełniło mnie w zupełności. Na dodatek smucę się, bo Joela nie ma w najbliższych odcinkach, zalubował w samotności i dzikim łowieniu ryb jakimś chorym tasakiem. ; <
Ale i tak najnajnajnajukochańszym filmem, który zawsze poprawia mi humor jest TAXI DRIVER.
I ten nieśmiertelny cytat:
"YOU TAKIN' TO ME?"
Patrzę na te posrane sceny pif paf i napawam się krwią Travisa. Zdajecie sobie sprawę, że ten cytat jest na 10 miejscu najlepszych cytatów świata?
< 3
piątek, 8 stycznia 2010
She's a rainbow !
Okej, właśnie po raz drugi mi zamokły moje rzeczy. Najprawdopodobniej rozwaliłam sobie komórkę i aparat, ale teraz przynajmniej wiem, co z tym zrobić. Oh, moje zajebiste szczęście. Informatyka. Jak za starych dobrych czasów pozdrawiam pana Liwo. Dzisiaj piątek. Tak, tak bardzo dłuuugo na to czekałam. W końcu zajęcia teatralne. I powiem Wam, że jest dobrze. Dzisiaj "zrywam". Będzie zabawne. A więc adijos do wieczoru ; *
czwartek, 7 stycznia 2010
Mononukleoza.
Mononukleoza zakaźna (łac. Mononucleosis infectiosa, inne nazwy: gorączka gruczołowa, angina monocytowa, choroba Pfeiffera, choroba pocałunków) to zakaźna choroba wirusowa występująca najczęściej w dzieciństwie lub w okresie dojrzewania. Spowodowana jest pierwotną infekcją wirusem Epsteina-Barr (EBV). Istotą choroby jest podlegający samoczynnemu zahamowaniu proces limfoproliferacyjny. Zakażenie następuje przez ślinę (dlatego potocznie zwana jest często "chorobą pocałunków"), ale może nastąpić także innymi drogami (np. drogą kropelkową). Okres wylęgania wynosi 30-50 dni, a zaraźliwość może się utrzymać do 5 dni od pojawienia się wysokiej gorączki. Choroba pozostawia trwałą odporność.
Szkoda, że tylko tak mało powodów do dumy.
***
Zauważyłam u ludzi coś starsznego. Kompleks. Jedni mają ich więcej, inni mniej, ale smutne jest, to kiedy w kompleksach innych osób się uczestniczy i ma się jakikolwiek wpływ. Agresja, wywołana przez mężczyzn i wymierzona tylko w ich kierunku została przeze mnie jako tako opanowana, a to zapewne za cudownej rozmowie z Kropkiem : *, który bardzo mi pomógł i w pewnym sensie doradził. Dzień spędzony ephatowo w całkowitym zimnie. Martwi mnie trochę mój jutrzejszy kochany piątek, bo przemogłam się i już wiem co zrobię z dwoma pewnymi panami. Oczywiście porozmawiam. Ale już wiem w jaki sposób, bo w końcu poznałam swoje uczucia i motywy jakie mną targają. I spotkanie jutro z Rudą, jak to niektóre zazdrosne osoby myślą, moją najlepszą przyjaciółką. Jutro wychodzi "Parnassus". Idziemy z Sonią uprawiać seks do kina wraz z Johnnym Deppem, moim staruszkiem. Jestem pełna ochoty na naukę, pełna nowych obietnic i planów. I o dziwo to życie staje się coraz bardziej uporządkowane, a ja zaczynam czuć, że teraz w pełni będzie do mnie należeć, kiedy poczuję nad nim całkowitą kontrolę. A a propos całowania...uważam, że dzisiaj Ephata w całości wykorzystała ten temat. Już się nie dało nic dopowiedzieć. Tylko nadal myślę, że po monodramie Kropkovica, dotknięci prawdą robimy coraz gorsze rzeczy.
P.S.Jestem z siebie dumna, bo oglądając Dr.House'a wiedziałam jak inaczej mówi się na adrenalinę.
Szkoda, że tylko tak mało powodów do dumy.
środa, 6 stycznia 2010
Ding dong.
Ej dzisiaj w mojej mp3 losowo wybierane leciały same hity z urodzin Wampira. Gdy usłyszałam Michelle Bitelsów, to aż uśmiechnęłam się sama do siebie, mając w oczach wyobraźni Sonię i jej kochany matczyny usmiech. Napisałam dzisiaj pracę z polskiego na lekcji w godzinę na 470 słów oraz dostałam plusa z matematyki, za te wczorajsze zadania i można powiedzieć, że jestem troszeczkę z siebie dumna, bo mam ochotę nauczyć się czegoś nowego, więc po szkole siadam do ćwiczeń z angielskiego i zadań z łaciny i odrabiam wszystkie prace domowe. Nic ciekawego się nie działo. Zamarzałam w szkole, grzałam się przy kaloryferze, kupiłam masło czekoladowe do ciała, zrobiłam sobie szaloną tapetę na monitor, wypiłam trzy kawy i trzy kakałka i zmulałam. Rozmawiałam z Kaś ; * i Rudą, udawałam, że jestem chora i poszłam z mamą do Daresa, po nowe opakowanie kawy i wertelsów.
Stukam komórką w stół i czekam, aż coś wyczaruję. Ale pocieszam się, że jutro warsztaty i spotkanie z Kropkiem, a potem piątek, a słowo "piątek" wyraża wszystko co w piątki się dzieje.
Stukam komórką w stół i czekam, aż coś wyczaruję. Ale pocieszam się, że jutro warsztaty i spotkanie z Kropkiem, a potem piątek, a słowo "piątek" wyraża wszystko co w piątki się dzieje.
wtorek, 5 stycznia 2010
american cowboy
Jesteście śmieszni. Każdy bez wyjątku. Raz piszesz Ty, a raz Ty, a ja kiedy próbuję wychodzić na idiotkę, nie udaje mi się, a kiedy próbuję być mądra, również mi nie wychodzi. Biorę chyba za dużo gorących i relaksujących kąpieli, piję za dużo kawy, nic nie wychodzi na dobre. I oczywiście za dużo myślę. Jestem z siebie zadowolona tylko pod jednym względem - nudziło mi się i zrobiłam wszystkie zadania z matematyki, mimo iż mieliśmy wybrać tylko jedno. Ale ja nie potrafię wybierać. Jest was za dużo.
jada - american cowboy. i mam przed oczami wieczór kawalerski stworzony przez House'a, który bardzo kocham.
jada - american cowboy. i mam przed oczami wieczór kawalerski stworzony przez House'a, który bardzo kocham.
poniedziałek, 4 stycznia 2010
2010.
Jeszcze dwa lata i wszyscy umrzemy. I tak wszyscy umierają. Memento mori. Ars mori. Mimo wszystko, to piękne.
Postanowienia? Są naprawdę zabawne, ale "jeżeli sama bym je znała, w pół godziny umarlibyśmy z nudów". (Co mnie tak wzięło na filmowe cytaty? ) Można wręcz powiedzieć, że żałosne. Nie chcę się nad tym rozdrabniać. Wiem jedynie, że muszę porozmawiać z wieloma osobami i w wiekszości są to osoby płci przeciwnej. Ale obiecałam sobie, że (więcej nie będę zaczynać zdania od 'ale') pójdę na wszystkie premiery do kina, które całkiem nieźle się zapowiadają, więc znając przemysł filmowy, wszystkie bedą się "dobrze" zapowiadać, jednakże to ja wybiorę moje seanse. Conajmniej trzy w miesiącu. Już się na to cieszę.
Pieprzę głupoty, wiem. Dziękuję Rudej, z którą tak świetnie pochłania mi się w trzy minuty shake'a z mc'donalda, z którą mogę sobie chodzić na randki, całować się przed randkami z innymi, podniecać się murzynami, robić zdjęcia komu tylko zechcę i po prostu żyć.
Piątek. Już nie mogę się doczekać. Już po premierze Parnassusa, pierwsze teatralne Ephatowe w Nowym Roku, wypad z Rudziskiem i umówione mycie głowy w naszym domowym zaciszu Pałacu Młodzieży.
Pozdrawiam teraz wszystkie osoby piszące do mnie na gadu: Krzysztofa ściskam cieplutko, Kropka, który pisze o porąbanym firmville też, Ruda zapewnie zapyta mnie o randkę, Olce, której nie porafię się wysłowić o uczuciach od pół godziny i Kasi, z którą dawno nie rozmawiałam, a nasze sylwestry, wg niej, były udane. Dominkę też pozdrawiam, bo też pisze. Martyna też. O kurczę kocham Was. wiecie, że nienawidzę gadu-gadu, a mimo wszystko piszecie. To słodkie, bo normalnie tak nie mam :*
zdjęcia będą potem ;*
Postanowienia? Są naprawdę zabawne, ale "jeżeli sama bym je znała, w pół godziny umarlibyśmy z nudów". (Co mnie tak wzięło na filmowe cytaty? ) Można wręcz powiedzieć, że żałosne. Nie chcę się nad tym rozdrabniać. Wiem jedynie, że muszę porozmawiać z wieloma osobami i w wiekszości są to osoby płci przeciwnej. Ale obiecałam sobie, że (więcej nie będę zaczynać zdania od 'ale') pójdę na wszystkie premiery do kina, które całkiem nieźle się zapowiadają, więc znając przemysł filmowy, wszystkie bedą się "dobrze" zapowiadać, jednakże to ja wybiorę moje seanse. Conajmniej trzy w miesiącu. Już się na to cieszę.
Pieprzę głupoty, wiem. Dziękuję Rudej, z którą tak świetnie pochłania mi się w trzy minuty shake'a z mc'donalda, z którą mogę sobie chodzić na randki, całować się przed randkami z innymi, podniecać się murzynami, robić zdjęcia komu tylko zechcę i po prostu żyć.
Piątek. Już nie mogę się doczekać. Już po premierze Parnassusa, pierwsze teatralne Ephatowe w Nowym Roku, wypad z Rudziskiem i umówione mycie głowy w naszym domowym zaciszu Pałacu Młodzieży.
Pozdrawiam teraz wszystkie osoby piszące do mnie na gadu: Krzysztofa ściskam cieplutko, Kropka, który pisze o porąbanym firmville też, Ruda zapewnie zapyta mnie o randkę, Olce, której nie porafię się wysłowić o uczuciach od pół godziny i Kasi, z którą dawno nie rozmawiałam, a nasze sylwestry, wg niej, były udane. Dominkę też pozdrawiam, bo też pisze. Martyna też. O kurczę kocham Was. wiecie, że nienawidzę gadu-gadu, a mimo wszystko piszecie. To słodkie, bo normalnie tak nie mam :*
zdjęcia będą potem ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)