Chciałam napisać jak wcześniej o mononukleozie tak i o kłamstwie, ale Martyna bardzo sprytnie mnie wyprzedziła, bardzo zdziwiłam się podobieństwem naszych myśli. Nie patrzcie tak na mnie. Wiele się wydarzyło. Co ja tam mówię ! Czasami nie wierzę w moją cudowną mieszankę szczęścia i pecha na raz. Myślałam że takie losowe sałatki są niemożliwe, powiedzieć by można , że zbyt wybuchowe. Moja losowa sałatka nie eksplodowała, ale ktoś namiętnie dodaje do niej coraz to więcej nowych składników, aby wymęczyć mnie emocjonalnie i psychicznie przede wszystkim, bo od nadmiaru myślenia o "innych" mózg mi się dosłownie zlasował. Ale jak to powiedziała Ruda, kiedy już coś się wali, to wali się wszystko. W pewnym sensie ma rację. Kiedy idę na randkę z Sonią i Johnnym Deppem do kina, nie dość, że film jest beznadziejny, to jeszcze w sali 5 rzędzie 12 miejscu 8 gubię swoją naukochańszą mp3, którą jednakże jak wiecie z wielkim fartem znajduję po trzech godzinach. Ciągle muszę gdzieś uciekać, upieka mi się, a jak nie uciekam idzie mi jeszcze lepiej. Przynajmniej ćwiczę warsztat aktorski i tak się nie pocę. A najgorzej jest, kiedy nie potrafię podjąć decyzji i jak zwykle za dużo myślę. Inni podejmują te decyzje za mnie? Czyż nie wspaniale jest mieć takich "przyjaciół"? Niech inni się jeszcze za mnie uczą, potem niech zarabiają za mnie pieniądze i wybierają kolor oczu dla moich dzieci. Bo po co ja mam decydować?
A to wszystko przez kłamstwa i oszustwa. Przez te CODZIENNE kłamstwa i oszustwa.
Oh, pociesza mnie jedynie myśl, że w tym tygodniu kupuję lustrzankę cyfrową, na którą długo zbierałam pieniążki a rok 2010 jest pełen cudownych premier filmowych. Za cztery dni - Sherlock Holmes - przystojniak, którego kochałam i podziwiałam w piątej klasie. Zbierałam pieniądze na książki z jego przygodami i potem czytałam jedno opowiadanie za drugim.
W tym tygodniu w końcu odzyskam wszystkie swoje zaporzyczone filmy z Johnnym Deppem. Uwaga-nadchodzę. Mam niezmeirną ochotę zgnić przed komputerem oglądając filmy i seriale. Nawet osiem odcinków pod rząd Przystanku Alaska nie spełniło mnie w zupełności. Na dodatek smucę się, bo Joela nie ma w najbliższych odcinkach, zalubował w samotności i dzikim łowieniu ryb jakimś chorym tasakiem. ; <
Ale i tak najnajnajnajukochańszym filmem, który zawsze poprawia mi humor jest TAXI DRIVER.
I ten nieśmiertelny cytat:
"YOU TAKIN' TO ME?"
Patrzę na te posrane sceny pif paf i napawam się krwią Travisa. Zdajecie sobie sprawę, że ten cytat jest na 10 miejscu najlepszych cytatów świata?
< 3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz