Zaniedbałam bloga przez kilka dni. Ale za to mój pamiętnik całkowicie odżył i w końcu pokochałam go, jak moje poprzednie dzieci. Zażartowałabym, że ostatnio mało się działo, ale nie mam ochoty na głupie "dżołki" (jak to teraz mówi mój tata, żeby popisać się swoim żałosnym kolokwializmem). Zresztą kłóciłam się z nim dobrą godzinę dlaczego do kurzej łapki nowe słowo po łacinie "komputer" nie może mieć deklinacji pierwszej. Nieważne. Dzisiejszy dzień był baaardzo zabawny. Dwa dni temu oglądałam sobie karteczki z trzeciej klasy podstawówki i natchnęło mnie na rysowanie postaci z bajek disney'a, więc narysowałam Bellę. A dzisiaj Martyna miała Arielkę ! Więc rysowałyśmy, a ja natchniona wcześniejszymi doświadczeniami zapakowałam moje ulubione mazaki, więc mogłyśmy to nawet wszystko pokolorować. (Od razu tutaj narzuca mi się piosenka "Paint it black", która zresztą nuciła mi się przez cały dzisiejszy poranek). Martyna zrobiła bardzo mroczną Arielkę. To była dosłownie żona Urszuli - mojej omackowanej traumy z dzieciństwa, kiedy to ujrzałam potwora mając lat niewiele na ogromnym ekranie. Nie paliłam i miałam ogromną wenę !
Potem był w-f, tak właśnie to na nim Martyna miała koszulkę House'a, której jak wszyscy już chyba wiedzą cholernie jej zazdroszczę. Siedziałam sobie z Olxem, ale nie było seksu, więc nudziło mi się strasznie, próbowałam czytać Holmesa, ale jedyne co, to go narysowałam. Przyszedł Krystjan, ale seksu OCZYWIŚCIE nie było, bo Czarli ma chłopaka. Eh. Potem wąchałam buty Natalji i podkradałam jej nestea.; * Uciekłam z religii jak co tydzień, żeby wcześniej zawitać na teatralne w XXLO.W łazience ni z gruchy ni z pietruchy poznałam nową koleżankę, a połączyły nas balony.
Zeszłam do podziemii i rysowałam. Przyszedł Łasek, spytał czy kwalifikuje się do grona facetów, którzy dostają po twarzy, odparłam, że raczej nie, więc porozmawialiśmy sobie o płytkości scenariusza Avatara i bollywoodzkich filmach. Oraz o facetach. Potem wszyscy poszli i zostałyśmy same z Rudą i Kaś, leżałyśmy, spałyśmy i śmiałyśmy się na podłodze pod głową mając swoje torby i zaproponowałam, żebyśmy zabawiły się w zawody. I zaczęłyśmy wyścigi pajączków. A potem naszło mnie na wyścigi 'rycerskie' w czołganiu się. Więc czołgałyśmy się z jednego końca korytarza na drugi, a wydawałyśmy przy tym starszne odgłosy, jak w orgaźmie, bo ciężko się tak czołgać. A potem wyścigi psa i kota, ale szczekałam tak śmiesznie, że aż wygrałam. Wciągałyśmy też powietrze do płuc, ale żadna z nas nie mogła wytrzymać nawet kilka sekund, bo mina Rudej rozbawiała towarzystwo. Tańczyłyśmy przy czajniko wiertarce oraz przy operze. Obgadywałyśmy sobie też pana P i Piętę i Karolinę, której nie znam i było zabawnie. Wychodząc z podziemi o później już godzinie natknęłyśmy się na dozorcę i sprzątaczki. Jedna do mnie mrugnęła wyszczerzając zęby w uśmiechu.
- Widziałyście? Ona do mnie mrugnęła !- No a co gorsza mówiła coś o dzisiejszym zachowaniu młodzieży i o tym, że za każdym razem jak tam jesteśmy to łobuziactwo się szerzy.
- Skąd ona mogła to wiedzieć co robiłyśmy?
- Nie wiem.
- Fak !
- Co?
- Tam są kamery !
Skończyłyśmy jak zwykle w Mc'Donaldzie i wróciłam z Rudą do Gdańska.
Po drodzie naprawdę nam się śmiesznie rozmawiało (zresztą jak zwykle), ale jedyne co mogę przytoczyć, to jak Ruda powiedziała:
- Musimy się streścić. - A nie streszczać?
- No streścić.
Albo:
Ruda: Miałam wtedy prawie 16 lat. Było blisko.
Ja: No ja też mam bliżej do 18, niż do 5.
Ruda: Przestań !
Wczoraj z Sonią w kinie też było cudownie. Kolejny seks w kinie, tym razem z moim byłym Sherlockiem Holmesem, który bardzo się zmienił (na lepsze!), więc nie powiem, ale było bardzo zaspokajająco. Zresztą mogłyśmy ściągnąc buty, położyć się na fotelach, wywalić syry na przednie siedzenia i niczym się nie przejmować, bo w kinie było około 6 homosapiensów, a że to największa sala, więc Sonia nawet bez przeszkód rozmawiała głośno z mamą przez telefon. Bardzo jej dziękuję, że zrezygnowała ze swojego chłopaka dla mnie, mimo iż ZAWSZE się z nim spotyka w środy.
Sonia: Ei, ale Ty wiesz, że dzisiaj idę do kina?
Jej chłopak: W środę? Z Twoją kuzynką?
Sonia: Nie. Z Agą.
Jej chłopak: Jaką Agą?
Sonia: No tą co ją całowałam, jak byliśmy już razem.
Jej chłopak: Miłej zabawy. (czy coś w tym guście) XDXD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz