niedziela, 27 grudnia 2009

Ścieżka Mroku.

Zaczęłam nowy post, kiedy siedziałam u Rudzielca ;*. Teraz go kończę, naładowana jeszcze większą energią. Otóż spotkałam się dzisiaj z drogą Justyną przed teatrem, a jej wypadem do Republiki. Miałyśmy sakramentalnie pójść karmić gołębie. Gołębi nie było, natomiast wszędzie znajdowało się mnóstwo niepożartych, gołębich otrębów. Podszedł do mnie jakiś śliczny loczkowaty kolega i zapytał mnie o godzinę, mimo iż staliśmy pod ratuszem i jak byk przed nami u góry z trzymetrową chyba średnicą od wieki wieków przyczepiony jest, zapewne na super glue zegar. Myślałam, że jest kretynem, ale zaczął nagle opowiadać o swoim zespole rockowym, o tym jak gra na gitarze, o tym, że będą nagrywać płytę i czy przypadkiem nie mam pomysłu na nazwę jego zespołu. Potem rozmawialiśmy chwilkę o muzyce jakiej słuchamy, powiedzieliśmy sobie do widzenia i kiedy już odszedł (czemu gadał i do cholery nie wziął numeru?!), Ruda zapytała:

-Kto ty był?
Ja: Nie wiem
Ruda: Jak to?
Ja: No normalnie, nie znałam go.
Ruda: Co?! To tylko Tobie się przytrafia !
Ja: Nie, zdarzyło mi się to pierwszy raz.
Ruda : Pierwszy? Czy ja dobrze mówię ?

I jak zwykle wybuchnęłyśmy śmiechem. Kocham nasze rozprawianie o facetach. Najpierw patrzę na buty, a ja najpierw na dupę, nie, na dupę to po drugie... itd.

I siedziałyśmy jeszcze kilka zimnych, ale jakże cudownych minut pod Pałacem Młodzieży. Tego klimatu nic nie jest w stanie podrobić ! Potem byłyśmy u Rudzielca i jej mama poczęstowała mnie ziemniakami z kiełbasą i sosem chrzanowym, którego Ruda nienawidzi, ale w sumie zjadła dwie porcje naszych ziemniaków.

-Mamo, Aga jest przecież wegetarianką !
-Tak? A skąd ja mogłam to wiedzieć.
albo:
-Oooooh, jak to pięknie pachnie Mamo, powachaj jak ładnie !
- Kwestia gustu.

Kocham rozmowy Rudej z mamą. Potem okazało się, że Ruda nie idzie na żadną wixę, więc ponabijałyśmy się troszeczkę chwil kilka z ludzi na naszej-klasie i udałyśmy się na tramwaj. Co tam, że stałyśmy pięc minut koło 111 i nagle się skapnęłyśmy, że to przeciez w naszym kierunku, co tam ! W teatrze pomyliłam rząd XII z VII, więc niepotrzebnie przeciskałam się przez 20 siedzeń, bo ja zawsze miałam problemy z liczbami rzymskimi. Zmierch bogów był nudny. Po prostu umierałam ze znudzenia i błagałam o koniec. Byłam bardzo zawiedziona, kiedy po godzinie zapowiedzieli przerwę. Więc razem z Rudą, Kaś i Sonią uciekłyśmy ze spektaklu. Poszłyśmy do Mc'Donalda i było przewesoło ! A potem na Długiej z tych niepożartych gołębich otrębów zrobiłam 69, tak jak dwa lata temu na Ścieżce Mroku. I pani z gitarą zaśpiewała specjalnie dla nas aż trzy razy Hallelujah. Potem tańczyłyśmy z Rudą na latarni chwilkę i poszłyśmy sikać przy Ścieżce Mroku.

Ja z gołą dupą sikająca: A co by było, gdyby nas policja przyłapała?
Ruda z gołą dupą kończąca sikać: To jak z filmu !

I znowu pod Pałac Młodzieży napawać się tym wspaniałym klimatem.
Cudowny dzień, dziękuję Wam dziewczynki.

A jutro sprzątanie XXLO i kino z Rzuczi ;*
Wiem, rozpisałam się, ale takie chwile trzeba upamiętnić. <3






piątek, 25 grudnia 2009

JINGLE BELLS ROCK !

Rzeczy zmieniają się z dnia na dzień, z biegiem każdej chwili ludzie stają się zupełnie inni. Zadziwiające, ale po tych wszystkich namysłach i przemyśleniach, czuję się znowu wolna jak ptak !
 ***

Kolacja wigilijna była naprawdę udana. Spędziliśmy ją w naszym największym jakim tylko udało się osiągnąć gronie, czyli siedem osób, kot i chomik. Dużo jedzonka, dużo szczęścia, dużo śpiewu, miłości, udanych prezentów, coca-coli i wypieków na twarzy. I żeby tylko kolejna Wigilia była jeszcze lepsza od tej poprzedniej.



Mój nastrój szybko się zmienia, wiem, ale niektóre rzeczy trzeba wypisać sobie na kartkę i zrobić coś w stylu rachunku sumienia. I nawet jak jest źle, to nie można o tym myśleć 24h/dobę, bo to naprawdę przyprawia nie tylko o migrenę. Święta ! Czekałam na nie cały rok ! Skaczemy do góry ludzie ! Dziękuję wszystkim ; *

A teraz czas skończyć Love Actually ! Hihi, bardzo świątecznie
A Jingle Bells Rock naprawdę poprawiają humor ! Moni to wymyśliła bodajże. ;*

czwartek, 24 grudnia 2009

Santa Claus is coming to town !

Nie zasiądę już nigdy w jednodrzwiowej szafie i nie zapłaczę już nigdy na swoim losem.


Czuję smutek. Powinnam się cieszyć na święta, na dzisiejszą kolację. Miałam moralnego kaca, przeszło mi po spotkaniu z Martyną, ale humor i tak pozostał ten sam. Wigilia klasowa, była najlepszą Wigilią klasową w całym moim życiu. Wigilia Ephatowa była najgorszą Wigilią Ephatową w moim życiu. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że płakałam, może dlatego że powoli uświadamiałam sobie, że jestem złym człowiekiem, może dlatego, że nie potrafię otwarcie mówić o żadnym ze swoich żałosnych problemów. Na dodatek nie wiem, czy one istnieją, bo naprawdę żadnego z nich nie znam. Czuję, że powoli tracę świadomość, a wszystko co robię, jest jak wymyślona bajka, nie do końca ze szczęśliwym zakończeniem. Tylko kiedy p.Robert podszedł i spytał "co się dzieje", bo przecież ostatnio nie cieszę się tak jak zawsze, nic nie odpowiedziałam, tylko to żałosne "wszystko okej", ale kiedy kazał mi usiąść na kolanach, przytuliłam go mocno, nie wytrzymałam i wybuchnęłam płaczem. Kiedy już się uspokoiłam, miałam nadzieję, że już będzie tylko lepiej. Ale uświadomiłam sobie, że niektórzy ludzie naprawdę mnie nie znają i praktycznie nic o mnie nie wiedzą, co zdołowało mnie jeszcze bardziej.

Teraz muszę odpocząć, pomyśleć i porozmawiać z tą Agnieszką sprzed roku. Może ona coś mi podpowie i doradzi. Ale niestety już nie wróci.

Dziękuję Soni, która ratowała mnie z opresji i której mogłam śmiało osmarkać ramię, Rudej, z którą poszłam do spowiedzi i potem symbolicznie spaliłam grzechy siedmioma zapałkami, Martynie, z którą wychodzę rankiem, ale niedługo to się skończy, bo ja przyłączam się do niej ! Rzuczi, która jest wspaniała i tyle i wszystkim, którzy choć trochę mnie znają.
i dosyć tych cholernych dołów, są święta ! kochani :



WESOŁYCH ŚWIĄT ! MERRY CHRISTMAS EVERYBODY !




p.s.dla poprawienia nastroju obejrzę dzisiaj love actually a jutro świąteczne odcinki dr.house'a.
damy radę !
p.p.s ale jak zobaczyłam Włodka ; * na Wigilii, to myślałam że nie wyrobię ze szczęścia.

sobota, 19 grudnia 2009

Pierwsze śniegi.

Wiem, wiem, że ostatnio nic nie napisałam, ale naprawdę w ogóle nie byłam na komputerze ! Nawet na naszej-klasie, przez co przegapiłam urodziny Wampira i chamsko nie złożyłam mu życzeń.

A propo pierwszego śniegu, w środę było cudownie. Na naszą etiudę napisałam scenariusz, zrobiłam jeden utwór, poprzerabiałam inne, wrzuciłam wszystko na płytkę i nie będę tego ukrywać, troszeczkę rozpierała mnie duma, bo w końcu zrobiliśmy coś sami, bez nakazów, próśb Roberta i przy okazji naszego niezdyscyplinowania. Więc w środę po lekcjach poszliśmy z Rzuczi na próbę, której nie było, ale postanowiłyśmy z Kaś odsłuchać soundtrack w domu Soni. Tam przebrałyśmy się za swoje dziecięce role i robiłyśmy dużo słodkich i niesłodkich zdjęć. ;* Piłyśmy sobie kawę z pyszną przyprawą imbirowo-cynamonową, kakałko, jadłyśmy tosty i dzwoniłyśmy po różnych ludziach, między innymi po Damianie, mamie Damiana, Tusku, Mikim, Ryśce oraz Rudej i Wiki.

"Ruda - Ja muszę kończyć, bo widzę murzyna!
Ja - Zajebiście.
Ruda - Co?
Ja - Zajebiście !
Ruda - COOOO?!!
JA- ZAJEBIŚCIE !!!"

Haha, kocham Rudą naprawdę. Potem musiałam uciekać, żeby zdąrzyć na autobus o 19.15, więc wyszłyśmy na dwór i okazało się, że spadło jeszcze więcej śniegu, a co lepsze wciąż jeszcze sypało z nieba !
Zaczęłyśmy rzucać się śnieżkami, mi było BARDZO zimno, ponieważ miałam trampki z dziurami na podeszwach, ale mimo wszystko rzuciłam się na ośnieżony beton i zrobiłam "orła". Potem śpiewałyśmy "Jingle Bells Rock" i "Have Yourself For Marry Little Christmas", tańcząc przy tym w śniegu. Potem były jeszcze wyścigi na śniegu (ja zawsze wygrywałam, moje trampki są nie do zdarcia!) oraz wielkie śnieżne bitwy. Czekałyśmy na autobus długo, ale jak przyjechał jęknęłyśmy ze zrezygnowaniem "JUŻ ?".
Jednak pierwsze co zrobiłam po przyjściu do domu to była KAWA i gorąca kąpiel !







Dziękuję Soni, Kaś za przemiły wieczór ; *

niedziela, 13 grudnia 2009

A święta tuż tuż. . .

Nie ma nic piękniejszego, niż obudzić się wcześnie z rana, puścić sobie od razu Robbiego Williamsa oraz Richarda Berry'ego, zrobić kawę z mlekiem i ogólnie zacząć dzień tak wesoło, z życiem, werwą, cały czas podskakując, śpiewając, tańcząc i pstrykając palcami. Poza tym zapowiadają się naprawdę ciekawe, wręcz ekscytujące dni. Takie, jakie lubię najbardziej. Nie przejmują mnie w sumie te wszystkie szkolne poprawy, jak zwykle jestem troszkę zbyt pewna siebie. Najbardziej chyba jednak cieszę się na naszą etiudę o świętach, oraz te wszystkie wigilie jakie mnie czekają. Kocham święta ! I te zdjęcia na Długiej. Cofam moje poprzednie słowa ! O dziwo, niebieskie ozdoby to całkiem miła odmiana, która cudownie wychodzi na zdjeciach ! Zresztą, sami zobaczcie, kocham robić zdjęcia i bawić się światłem, ej !

Dzisiaj do teatru ! <3


sobota, 12 grudnia 2009

ŁAŁ !

W końcu to zrobiłam. Słowo przepraszam nie może tak po prostu wyjść z gardła, ale czasem nadarza się idealna okazja, żeby się przemóc. Udało się ! Owszem borykałam się z tym troszeczkę, ale otrzymałam wsparcie. Dziękuję.

***
Na teatralnych poznaliśmy nowego kolegę, który już jest z nami w zespole. Potem aż dwie godziny omawialiśmy warsztaty i przeglądy, dowiedzieliśmy się, że wygraliśmy mp3 ! JUHUŁ !
Każdy za "ciężką pracę" otrzymał jedno życzenie, więc każdy wykorzystał to życzenie na nasze ulubione zabawy. Wampir z głównym bohaterem dnia Łaskiem; 21, w którym doszliśmy do 30; moje ulubione 69(szybko wykosiłam p.Roberta, potem musiał udawać, że gra na fujarce, z czego oczywiście my lałyśmy w trakcie gry);upadanie na 12; pierwsza wrona bez ogona; morderca; i dmuchanie balonika !
Heh, normalnie przypomniały mi się te wszystkie stare czasy, ogladałam zdjęcia z pierwszych zajęć, z pierwszych premier, patrzałam, jak wyglądaliśmy (zwłaszcza dziewczyny ; O), i poczułam od środka rozpierające ciepło, którego nie czułam naprawdę długi okres czasu. Teraz jeszcze powinnam przeczytać pamiętnik na epulsiczku, kiedy to każda z nas zawsze opisywała zajęcia, wypady, dosłownie wszystko !



eh, ja zawsze piątku mam dobry nastrój.
 jutro na proces do teatru ! < 3

środa, 9 grudnia 2009

FUCK YOU I'M DRUNK !

Hihi, dawno sobie nie słuchałam Dead Kennedys. Teraz mam na to niewyobrażalną ochotę. Dzisiaj wywiadówka. Zaczyna się wszechobecne poprawianie tych beznadziejnych ocen, ja sama dopiero teraz zaczęłam się uczyć. Hmm, nie wiem czym was zaskoczyć, ale generalnie stwierdzam, że jedyne czego mi teraz potrzeba to pobzdonić sobie na kibordzie, a jutro swoje cudowne umiejętności jak zwykle zaprezentować panu od pianina , którego imienia nie pamiętam, ale jest mega super.

Dodałabym na chcejliście - zaśpiewać piosenkę Too drunk to fuck będąc pijana, ale jeszcze rodzice pomyślą, że piję, albo policja mnie namierzy. Nie jesteśmy sami !

Do jutra !

wtorek, 8 grudnia 2009

TEATRZE ! Teraz już wiesz jak bardzo kocham Cię !

Ostatnie cztery dni były cudowne. Spędziłam je praktycznie w całości z Ephatą. (z przykrością stwierdzam, że ominęła mnie imreza u Wampira, no ale cóż, nie można mieć wszystkiego ; <)


Ale tak poza tym było wspaniale ! Nawet nie wiecie jak wiele frajdy sprawiają mi warsztaty teatralne, a zwłaszcza po tyle godzin dziennie ! Jeżeli masz zły humor, po prostu zajmij się czymś, co naprawdę, ale to naprawdę kochasz. Pomaga w ok.69% ! Nie prowadził nic Fąfą, ale nie odczułam jakiejś pustki. Po prostu niektóre rzeczy przemijają same z siebie gdy dorastamy.



Zajęcia taneczne uwolniły nasze ciała, zwłaszcza te ephatowe, jak np. Soni, która szalejąc na parkiecie zabierała ze sobą inne nierozgrzane jeszcze ciałka. Jak zwykle w Sopocie, jak zwykle z rana na molo, na zdjęciach, na kawie z makdonalda, to wszystko stało się już nieodłączną tradycją, tylko z każdym rokiem bardziej ją pogłębioną. No i występy - dużo się nauczyliśmy. Drugie miejsce w wojewódzkim, kicha z warszawą i występ, w którym nie znałam ponad połowy osób, nie odnaleźliśmy się zupełnie. Ale groteska wyszła wspaniale ! (znaczy, wyszła czy nie wyszła, w nowej obsadzie, ale widowni się podobało, i pokochali sekretarza ! <3)



I jeszcze krejzolenie się z nerdami cały piątowy wieczór, potem sobotę (w końcu usłyszałam,że jestem emo! to również tradycja sopocka!) , wszyscy w oksach, potem te wszystkie głupie dzieci z soboty, no i MIKOŁAJE NA MOTORACH ! Jedni nawet chcieli nas ze sobą porwać ! I machaliśy, kibicowaliśy, darliśmy mordeczki przez ponad pół godziny ! Dostaliśmy miliony przesłanych buziaków, nawet mikołaje robiły nam zdjęcia (zamiast my im), oraz cukierki ! OH I AH !



Jeszcze więcej się działo, jak np ciekawa pani, która łapiąc za stanik uraczyła mnie komplementem miękkości, rzygolce szymona (siedząc w tym samochodzie i ja miałam zamiar puścić pawia, ale mimo wszystko kombinowałam co on jadł na śniadanie. wyliczyłam kilka opcji. tylko nie wiem skąd się wziął makaronopodobne na mojej torbie, ale to nie jest istotne ^^)



I wgle wspaniałe dni, warte wszystkiego.

ephato i wiki i wszyscy <3
 
 
 






PARI DEJ ! <3

To był udany, pełen miłych wrażeń dzień. Wstałam bardzo wcześnie, o piątej już siedziałam z kawą i obczajałam, czy nowy odcinek House'a był już zamiszczony w internecie. Potem pojechałam na francuskie śniadanie do Wiktorię z duuuuużą ilością kawy, tostami, ciasteczkami i mlekiem ! (To było moje najcudowniejsze śniadanie w całym moim życiu ! Serio !) Nazwałyśmy je śniadaniem u Tiffany'ego. Cały czas przygrywała nam Edith Piaf ze swoją nieśmiertelną piosenką "Milord"! Włączyłyśmy "Śniadanie u Tiffany'ego" (w końcu go nie obejrzałyśmy, ale liczą się chęci ^^) Nawet zrobiłyśmy sobie francuski makijaż, mi wyszło a'la M.Monore, Wiki bardziej stylizowana na Audrey Hepburn i razem ze swoją francuską rolą pojechałyśmy na próbę. Myślę, że wszystko zaczęło się od kierowcy 184 i że to dzięki niemu weszłyśmy tak dobrze w rolę ! Każdego przechodnia na Długiej (i nie tylko) witałyśmy słodkim "Bonżur !". Potem ułożyłyśmy piosenkę - "Bonżur Pari !". Tańczyłyśmy jak szalone, podśpiewywując językiem ni to zbliżonym do polskiego ni francuskiego. Zrobiłyśmy dużo, dużo zdjęć ! Potem panie z Sycylii podeszły i razem z nimi karmiłam gołebie, kilka usiadło mi nawet na głowie ! I w ogóle szaleństw nie było końca ! podobały mi się jak zwykle reakcje ludzi - w zależności od wieku i płci. Najfajniejsi byli młodzi faceci, nasi lub zagraniczni, którzy podrywali nas swoimi słodkimi uśmiechami <3 Niektórzy skiniem kapelusza lub dłoni odpowiadali nam "Bonżur !".




Cudownie ;*



W Pałacu Młodzieży wszystkim się podobało. I nagrałyśmy cztery dzikie filmiki ! Przed wystepem już w Dworze Artusa ciężko było wyjść z kilkugodzinnej roli. W każdym bądź razie nawet Robert odpowiadał mi po francusku ! Za pierwsze miejsce w przeglądzie jak zwykle dostaliśmy długopisy, tylko teraz lepszej jakości i w najbardziej superanckim opakowaniu !



Dziękuję wszystkim ;*

słit Ephacie, panu od pianina, który widząc mnie przestraszył się, podejrzewając jak zwykle o nadużycie alkoholu, Kropkowi, który ma w głowie cały scenariusz naszego pornola, i tym krejzolom, którzy sprawdzali, czy aby na peno jesteśmy trzeźwe oraz paniom z Sycyli, które nie były francuzkami i porobiły sobie z nami miliony zdjęć i Martusi Mołmon, która sprawia dobro w korytarzyku i przede wszystkim moje małej Wiktorię, którą kocham bardzo bardzo bardzo !
 
 
 













i filmiki < 3

sobota, 5 grudnia 2009

Czas smutku i żałości, przerwami będąc jeszcze bardziej szczęśliwszymi..

PISANE DNIA 4 GRUDNIA, KILKA GODZIN PRZED HOUSOWYM WPISEM.

Wczorajszy wpis:
"Dzisiaj przydarzyło mi się coś wyjątkowego. Usiadłam w całkowitej ciemności i mrożącej posadzce schodów przez dwudziestką i zrozumiałam jak potrzebna jest mi chwilowa samotność. Towarzyszyły mi tylko odległe szumy przejeżdżających i jakby przez poduszkę, stłumione ujadanie psów. Przede mną cała Morena, cały świat, ja jako obserwator tego co się dzieje i pewnie i tego co było. Poczułam się sama, nie do końca zrozumiana, niezbyt a nawet nieszczęśliwa, jednak z poczuciem chwilowego zadowolenia oraz wewnętrznego pokoju. W końcu odnalazłam swój pamiętnik, nie mogłam założyć nowego, gdyż nie czułabym się z tym najlepiej, a więc skumulowałam w sobie wszystkie moje myśli, które nie wydostawały się ze mnie przez ten cały czas..." (wpis się urywa, gdyż autobus z numerem 184, w którym właśnie przesiaduję, dociera na oczekiwany przeze mnie przystanek. wysiadam)


Dzisiaj bałam się wszystkiego. Może nie do końca to rozumiałam. Ale poczułam się lepiej, gdy zobaczyłam że Ola, ma podobny nastrój. Zjednoczenie. Poszłam na teatralne ze złym przeczuciem, negatywnymi, wewnętrznymi emocjami, które tak doskonale nauczyłam się maskować. Ale kiedy siedziałam tam z Rudą miałam ochotę się popłakać. W okół tylko ciemność i "ciemność spowiła ludy" i my na jej tle oraz w centrum. Przykro mi, ale nie mogę spełnić do końca waszej prośby a mojej obietnicy. Przepraszam, jestem samolubna, ale po prostu nie potrafię.
Potem dzięki wariackim pomysłom/uzależnieniom Wiki jakoś mi przeszło, po prostu wubuchnęłam gromkim śmiechem, że jak zwykle jestem żałosna. I pan Robert, dzięki któremu w ogóle z wami jestem. To jakiś chodzący anioł. Dziękuję ! ; *
Kocham Was wiecie? Tak wiem, jak bardzo potrzebni są przyjaciele.
Dziękuję za słodkie pocałunki Rudej, Wiki, (szkoda, że nie ma tu Martusi ; < ) < 3


P.S. Kto widział niebieskie ozdoby na Długiej? ; O
P.P.S. To kolejny rok, kiedy jako jedna z pierwszch osób powąchałam gdańską choinkę.
P.P.P.S. Jutro będzie mega WIELKI WPIS bo jutro OSIEM GODZIN W SOPOCIE na corocznych WARSZTATACH < 3(Fąfą<3)

Wiem, że jestem zła, ale tego już nie zmienię.

piątek, 4 grudnia 2009

DR.HOUSE

Ten cały szalony post dedykuję Dr.Housowi. Na razie skromnie doktorku, ale wiedz, że jesteś moim małym bogiem. I gdy tylko jest mi gorzej lub aż źle, siadam przed zimnym, szarym, bez namiastki duszy ekranem tv, zanurzam się w tym mroźnym urządzeniu i od razu jest mi cieplej, a nawet i gorąco. Nie wiem od czego to zależy, pieprzę głupoty teraz po prostu, ale, czymś trzeba się zająć. A książka o Tobie jest bardzo, bardzo fajna, wiesz? No tak, Ty wszystko wiesz ! Całusy. Hihihi, teraz mam dobry humorek, więc piszę to dla Ciebie < 3






rycina 1 - jak nie ma House'a na ekranie po prostu piję z jego kubka.
rycina 2 - HOUSE W TV : O

I wszystko jasne. ; D

wtorek, 1 grudnia 2009

Niespodzianka !

Nie napiszę nic z dzisiejszego dnia, bo same słowa nie wystarczą !
Czekam na film nasz!

Are you there?

Witam. Nie muszę się dzisiaj pod żadnym względem spieszyć. Nie muszę iść do szkoły, nie muszę szybciej szczotkować zębów, nie muszę pędzić na autobus o 6.12, który zazwyczaj nieodpowiedzialnie ucieka mi kilka sekund przed moim dotarciem na przystanek. Dzisiaj czeka mnie konferencja - doktor habilitowany md z kliniki chorób zakaźnych przedstawi problemy związane z aids z punktu konsultacyjno-diagnostycznego. I wszystko jasne ! (Teraz wiem, dlaczego Dr.House nie chodzi na konferencje medyczne za rączkę z Wilsonem. On tam umiera z nudów tak samo ja i my! ; >) Jeszcze dzisiaj wielki obrządek śniadania - u Wiktorii i Tifany'ego - nieziemsko ;*

Myślę, że skoro mam tak niebywale dużo czasu zanużę się wzrokiem i duszą w ekran zimnego tv.


P.S.Wczoraj wyszedł odcinek cały o Wilsonie ! <3 I dzisiaj o godzinie piątej był już w internecie - gotowy do ściągnięcia.
P.P.S. Dzisiaj film z Hugh Laurie !