niedziela, 27 grudnia 2009

Ścieżka Mroku.

Zaczęłam nowy post, kiedy siedziałam u Rudzielca ;*. Teraz go kończę, naładowana jeszcze większą energią. Otóż spotkałam się dzisiaj z drogą Justyną przed teatrem, a jej wypadem do Republiki. Miałyśmy sakramentalnie pójść karmić gołębie. Gołębi nie było, natomiast wszędzie znajdowało się mnóstwo niepożartych, gołębich otrębów. Podszedł do mnie jakiś śliczny loczkowaty kolega i zapytał mnie o godzinę, mimo iż staliśmy pod ratuszem i jak byk przed nami u góry z trzymetrową chyba średnicą od wieki wieków przyczepiony jest, zapewne na super glue zegar. Myślałam, że jest kretynem, ale zaczął nagle opowiadać o swoim zespole rockowym, o tym jak gra na gitarze, o tym, że będą nagrywać płytę i czy przypadkiem nie mam pomysłu na nazwę jego zespołu. Potem rozmawialiśmy chwilkę o muzyce jakiej słuchamy, powiedzieliśmy sobie do widzenia i kiedy już odszedł (czemu gadał i do cholery nie wziął numeru?!), Ruda zapytała:

-Kto ty był?
Ja: Nie wiem
Ruda: Jak to?
Ja: No normalnie, nie znałam go.
Ruda: Co?! To tylko Tobie się przytrafia !
Ja: Nie, zdarzyło mi się to pierwszy raz.
Ruda : Pierwszy? Czy ja dobrze mówię ?

I jak zwykle wybuchnęłyśmy śmiechem. Kocham nasze rozprawianie o facetach. Najpierw patrzę na buty, a ja najpierw na dupę, nie, na dupę to po drugie... itd.

I siedziałyśmy jeszcze kilka zimnych, ale jakże cudownych minut pod Pałacem Młodzieży. Tego klimatu nic nie jest w stanie podrobić ! Potem byłyśmy u Rudzielca i jej mama poczęstowała mnie ziemniakami z kiełbasą i sosem chrzanowym, którego Ruda nienawidzi, ale w sumie zjadła dwie porcje naszych ziemniaków.

-Mamo, Aga jest przecież wegetarianką !
-Tak? A skąd ja mogłam to wiedzieć.
albo:
-Oooooh, jak to pięknie pachnie Mamo, powachaj jak ładnie !
- Kwestia gustu.

Kocham rozmowy Rudej z mamą. Potem okazało się, że Ruda nie idzie na żadną wixę, więc ponabijałyśmy się troszeczkę chwil kilka z ludzi na naszej-klasie i udałyśmy się na tramwaj. Co tam, że stałyśmy pięc minut koło 111 i nagle się skapnęłyśmy, że to przeciez w naszym kierunku, co tam ! W teatrze pomyliłam rząd XII z VII, więc niepotrzebnie przeciskałam się przez 20 siedzeń, bo ja zawsze miałam problemy z liczbami rzymskimi. Zmierch bogów był nudny. Po prostu umierałam ze znudzenia i błagałam o koniec. Byłam bardzo zawiedziona, kiedy po godzinie zapowiedzieli przerwę. Więc razem z Rudą, Kaś i Sonią uciekłyśmy ze spektaklu. Poszłyśmy do Mc'Donalda i było przewesoło ! A potem na Długiej z tych niepożartych gołębich otrębów zrobiłam 69, tak jak dwa lata temu na Ścieżce Mroku. I pani z gitarą zaśpiewała specjalnie dla nas aż trzy razy Hallelujah. Potem tańczyłyśmy z Rudą na latarni chwilkę i poszłyśmy sikać przy Ścieżce Mroku.

Ja z gołą dupą sikająca: A co by było, gdyby nas policja przyłapała?
Ruda z gołą dupą kończąca sikać: To jak z filmu !

I znowu pod Pałac Młodzieży napawać się tym wspaniałym klimatem.
Cudowny dzień, dziękuję Wam dziewczynki.

A jutro sprzątanie XXLO i kino z Rzuczi ;*
Wiem, rozpisałam się, ale takie chwile trzeba upamiętnić. <3






Brak komentarzy: