czwartek, 30 września 2010

kalendarz, obczajcie sobie dziewczynki. ; )

i oczywiście jest to normalnie w mega wielkim formacie bo aż ma 6,01 mb

środa, 29 września 2010

Can't you see it is just rainning?

Jednak odpocznę, przystanę, żeby odsapnąć chwil kilka, ale wiem, że do pracy i tak prędzej czy póżniej zabrać się będę musiała.

Myślałam sobie nad wieloma sprawami, związanymi z różnymi aspektami mojego, jakże niedoświadczonego życia. W głowie rozliczałam te wszystkie kłamstwa, te wszystkie niepowodzenia i oczywiście wyszłam na minus. Moja podświadomość jak zwykle torturuje mnie najskrytszymi marzeniami, przypominając jak bardzo mnie to boli. Im dłużej i więcej śpię, tym więcej myślę, a im więcej myślę, tym mniej chęci do życia znajduję. Mam ochotę na zimę, która mimo iż nieprzyjemna, daje wiele przyjemności w postaci cudownych i niezwykle rodzinnych wspomnień, bo przecież było ich naprawdę wiele rok temu.

Tak w ogóle przez ostatnie ulewy przestałam wierzyć w oczyszczającą moc deszczu. Zawsze wszystko to co niechciane i wiążące się ze zużytymi już emocjami i uczuciami, rozpływało się w nieznośnym błotku i spływało kanałami poza linię horyzontu. A teraz deszcz sprawił, że człowiek ma ochotę pochłąnąć hektolitry mleka i zjeść tony milki z karmelem i jedynie myśl przed rozstępami i aktualny brak funduszy powstrzymuje przed wykonaniem tych ponurych i naprawdę przerażających myśli. Mam nadzieję, że w końcu zapomnimy, mam nadzieję, że wszystko się ustabilizuje i przy okazji zmieni. Nikt nie lubi zmian, prawda? Ale teraz przydałoby się ich chociaż kilka i oczywiście skierowanych w tym pozytywnym kierunku. I HOPE SO.

niedziela, 12 września 2010

I'm a loser baby, so why don't you kill me?

Jest dokładnie 4:58, a ja siedzę przed komputerem oglądając 'Glee' i w przerwach między kolejnymi odcinkami uczę się nadal "I'll Stand by you", ale niestety niezbyt mi wychodzi, ponieważ jako swój cel obrałam zbyt wysoką tonację. Ale jak zwykle jestem silna i nie poddaję się nawet w tak bardzo krytycznych momentach. Zaczął się miesiąc, który miał być idealny. Na razie mi nie wychodzi, chociażby przed chwilą zjadłam śniadanie, ale małymi kroczkami zmierzam do celu. Dzisiaj skończyłam padentyczne układanie ubrań. Jutro - pedantyczne wyszczotkowanie kafelek w pokoju. Życzcie mi szczęścia. Staram się zrobić miesiączną przerwę od zajęć teatralnych, żeby poczuć się znowu wolna jak ptak, ale mi nie wychodzi, tak głęboko popadam w uzależnienia. Zaczęłam spotykać się z gejami, którzy niesamowicie podnoszą moje morale. Moja psychika, jak zresztą każdego człowieka potrafi szybko podupaść, nie wspominająć już w ogóle o pewności siebie i poczuciu atrakcyjności, więc nawet po dołujących odwiedzinach na naszej klasie i zadawaniem sobie od jakiś 32 godzin w kółko pytania " co jest ze mną nie tak? " (odpowiedzi jest zbyt dużo !) nadal się trzymam i to o dziwo całkiem nieźle. Oprócz spotkań z kolorowymi pomogło mi jeszcze dwugodzinne uprawianie mojej własnej koślawej jogi z pomocą książki z lat osiemdziesiątych. Nadal nie potrafię stanąć na rękach i wywijać ciałem, jednocześnie utrzymując idealny kwiat lotosu, ale jakoś wszystko zaczyna dobrze się ukierunkowywać. Potrzebuję teraz wielu godzin filmów i seriali, żeby myśleć jak najmniej. Praca domowa z historii równieź mile widziana. I sen, który jakoś nie przychodzi mi zbyt łatwo. Chociaż w sumie to dobrze. Im mniej moich snów związanych z podświadomym zdawaniem sobie sprawy z niektórych rzeczy, tym lepiej. Już się nie mogę doczekać kaftanika, naprawdę.

piątek, 10 września 2010

Okej, siedzę u Rudej. Ta jak zwykle wybierając się na kolejną randkę od kilku zapewne nużących godzin wymyśla w co ma się ubrać do jasnej cholery. KIedy natomkast opowiadam jej, o swoich dramatycznych przeżyciach, które niesamowicie źle działają na moją wyniszczoną już psychikę ona pyta mnie jak daleko do malborka. Dziękuję za wsparcie wszystkim moim przyjaciołom. :*

czwartek, 9 września 2010

Jedno słowo, jedno spotkanie, na którym nawet Cię nie ma, jedno nakierunkowanie znajomych i Ty znowu siedzisz na podłodze, przykryta kocem, układająca pedantycznie wszystko, co pedantycznie można ułożyć. Rajstopy ułożone zostają rodzajami i kolorami, wszystkie kredki z dzieciństwa natemperowane, posegregowane odcieniami, a filmy jak zwykle spoczną na wyjątkowo okurzonej półce alfabetycznie. Nie masz co z sobą robić, więc zaczynasz czyścić osobno każdą swoją parę butów, jest ich naprawdę wiele, a każdy ruch szczoteczki do zębów na plastikowej podeszwie sprawia, że deszcz jest większy i marnuje się coraz więcej jednorazowych chusteczek, które są niezwykle plastyczne, ale cholernie nieekologiczne. To dziwne, bo nigdy wcześniej nie płakałaś, prawda? Kłamiesz jak zwykle. Chyba musisz odstawić tę kawę i zająć się nauką chemii, ale widzę, że chyba nie wyjdzie Ci to dnia dzisiejszego. Bo przecież powtarzasz czytanie zdania pierwszego tyle razy, że powinnaś znać je już dawno na pamięć, ale to tylko pusta teoria, bo to Ty jesteś pusta i Twoja pusta skorupa udaje, że powtarza materiał na sprawdzian ze zeszytu z wcześniejszej klasy. Nie myśl już więcej. Nie myśl w ogóle. Nie patrz na tory. Idź spać. Dobranoc.