Nie mam siły na pisanie podsumowania. Przed chwilą wybierając zdjęcia z całego roku (zajeło mi to dwie godziny, mam ich tyle, że mała bania, nie wiem po co mi zdjęcia ze 110 dni, czyli prawie 1/3 roku, ale mniejsza), które dzisiaj oddam do wywołania, a samo rozliczenie się z rokiem 2010 zrobiłam w swoim sercu.
Ale jedyne co mogę rzec - rok 2010 był jednym wielkim KOSMOSEM. Od początku do końca. Działo się dużo, wiele razy byłam szczęśliwa, wiele razy smutna. Nawiązałam dużo nowych znajomości, niczym Kordian zrozumiałam wartość przyjaźni. I w końcu wiem o co w tym wszystkim chodzi, wiem, co będę robić w kolejnym roku, a co ominę szerokim łukiem.
NIECH NOWY ROK 2011 BĘDZIE O WIELE LEPSZY OD ROKU STAREGO. ŻEGNAJ !
piątek, 31 grudnia 2010
czwartek, 30 grudnia 2010
środa, 29 grudnia 2010
All my friends say that of course its gonna get better
BLABLABLABLAPIERDUPIERDU
Bardzo się cieszę, że nie miałam dostępu do bloga jakiąś godzinę temu, kiedy to w głowie wszystko mi się ułożyło, znalazłam odpowiedzi na moje odwieczne pytania, które dręczyły mnie stanowczo zbyt długo czasu i kiedy zrozumiałam wiele spraw, miałam zamiar wszystko to opisać, zmaltretować innych moimi myślami i dobrze, że tego nie uczyniłam.
Nie uzewnętrzniam się, trzymam dużo przemyśleń w sobie, bo wiem, że innych i tak albo to nie interesuje, albo nie powinnam o tym wspominać, ale czasami mam ochotę powiedzieć to, to i tamto, tylko w czynach takich, prawdziwej szczerości (nie tej fałszywej, sztucznej i chamskiej (jaki oksymoron, matko - fałszywa szczerość) nie widzę żadnego sensu. Bo po co mam mówić innym - "wiem, że jesteś suką, wiem, że codziennie mnie obgadujesz i nie potrafisz mi niczego powiedzieć w twarz", skoro to zapewne nie zmieni ani niczyjego nastawienia, ani niczyjego charakteru. To oczywiście był tylko taki przykład z dupy wzięty.
Żyję w dwóch światach, nigdy nie rozumiałam dlaczego moje życie potrafi się samo od siebie tak gigantycznie różnić, nie wiedziałam, dlaczego ja czasami jestem innym człowiekiem - tutaj słodką dziewczynką, a tutaj osobą głupią? Nie wiem jak mnie postrzegacie ludzie, nie wiem dlaczego mi na tym zupełnie nie zależy. Bardzo mi smutno, ale jestem rada również z tego, że mając przed sobą tak duży kontrast (niekoniecznie dobre i złe) wiem, co bardziej docenić i co wybrać, kierując się tym razem rozumem, a nie sercem. (fuuuuj, to brzmi jak z reklamy TP). W tamtym roku postanowilam wiele rzeczy i nie ukrywam tego, że się spełniły. Teraz też zaplanowałam wiele spraw i wiem, że one również się ziszczą.
Szkoda, że jednak nie mogę być taka, jaka chcę być. Nie potarfię, czasami gubię się w swoich postanowieniach, czasami się im buntuję, bo taka moja natura. Szkoda, że nie mogę powiedzieć o sobie nic dobrego. I szkoda, że nie potrafię odciąć się na zawsze od ludzi, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego w przyszłości. Dlatego chwała panie, nie mogę się doczekać nowego miejsca zamieszkania, kiedy to w pełni sił będę oitrafiła zarobić na siebie wraz z Rudzielcem, z którym będę mieszkać w kawalerce marzeń.
Przepraszam wszystkich za to, co zrobiłam w tym roku. Jest mi niezmiernie przykro, pieprzenie takie nie ma dla was żadnego znaczenia, wiem, ale jest mi szczerze żal, niektórych rzeczy nawet żałuję. Dziękuję innym, którzy mimo wzlotów i upadków zostali przy mnie, poznałam swoich prawdziwych przyjaciół, na których zawsze mogę polegać i poznałam ludzi, ktorzy udają przyjaciół innych, żeby samemu czuć się lepiej. Dziękuję Bogu za to co mam i nie proszę o więcej, klęczę tylko stękając, żeby niczego mi już nie zabierał. Nigdy więcej. Bo odczuwam wielki brak, kiedy nie czuję wielkiego przywiązania do Rudej, a to już jest uszczerbek, więc jeszcze raz - niczego mi nie zabieraj !
Ah i wspaniale było dzisiaj poczuć przez krótką chwilę stare czasy, kiedy to młodsi o kilka miesięcy siedzieliśmy przy tym samym stole w prawie tym samym składzie, rozmawiając o podobnych sprawach. Chciałabym tak częściej. :*
Bardzo się cieszę, że nie miałam dostępu do bloga jakiąś godzinę temu, kiedy to w głowie wszystko mi się ułożyło, znalazłam odpowiedzi na moje odwieczne pytania, które dręczyły mnie stanowczo zbyt długo czasu i kiedy zrozumiałam wiele spraw, miałam zamiar wszystko to opisać, zmaltretować innych moimi myślami i dobrze, że tego nie uczyniłam.
Nie uzewnętrzniam się, trzymam dużo przemyśleń w sobie, bo wiem, że innych i tak albo to nie interesuje, albo nie powinnam o tym wspominać, ale czasami mam ochotę powiedzieć to, to i tamto, tylko w czynach takich, prawdziwej szczerości (nie tej fałszywej, sztucznej i chamskiej (jaki oksymoron, matko - fałszywa szczerość) nie widzę żadnego sensu. Bo po co mam mówić innym - "wiem, że jesteś suką, wiem, że codziennie mnie obgadujesz i nie potrafisz mi niczego powiedzieć w twarz", skoro to zapewne nie zmieni ani niczyjego nastawienia, ani niczyjego charakteru. To oczywiście był tylko taki przykład z dupy wzięty.
Żyję w dwóch światach, nigdy nie rozumiałam dlaczego moje życie potrafi się samo od siebie tak gigantycznie różnić, nie wiedziałam, dlaczego ja czasami jestem innym człowiekiem - tutaj słodką dziewczynką, a tutaj osobą głupią? Nie wiem jak mnie postrzegacie ludzie, nie wiem dlaczego mi na tym zupełnie nie zależy. Bardzo mi smutno, ale jestem rada również z tego, że mając przed sobą tak duży kontrast (niekoniecznie dobre i złe) wiem, co bardziej docenić i co wybrać, kierując się tym razem rozumem, a nie sercem. (fuuuuj, to brzmi jak z reklamy TP). W tamtym roku postanowilam wiele rzeczy i nie ukrywam tego, że się spełniły. Teraz też zaplanowałam wiele spraw i wiem, że one również się ziszczą.
Szkoda, że jednak nie mogę być taka, jaka chcę być. Nie potarfię, czasami gubię się w swoich postanowieniach, czasami się im buntuję, bo taka moja natura. Szkoda, że nie mogę powiedzieć o sobie nic dobrego. I szkoda, że nie potrafię odciąć się na zawsze od ludzi, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego w przyszłości. Dlatego chwała panie, nie mogę się doczekać nowego miejsca zamieszkania, kiedy to w pełni sił będę oitrafiła zarobić na siebie wraz z Rudzielcem, z którym będę mieszkać w kawalerce marzeń.
Przepraszam wszystkich za to, co zrobiłam w tym roku. Jest mi niezmiernie przykro, pieprzenie takie nie ma dla was żadnego znaczenia, wiem, ale jest mi szczerze żal, niektórych rzeczy nawet żałuję. Dziękuję innym, którzy mimo wzlotów i upadków zostali przy mnie, poznałam swoich prawdziwych przyjaciół, na których zawsze mogę polegać i poznałam ludzi, ktorzy udają przyjaciół innych, żeby samemu czuć się lepiej. Dziękuję Bogu za to co mam i nie proszę o więcej, klęczę tylko stękając, żeby niczego mi już nie zabierał. Nigdy więcej. Bo odczuwam wielki brak, kiedy nie czuję wielkiego przywiązania do Rudej, a to już jest uszczerbek, więc jeszcze raz - niczego mi nie zabieraj !
Ah i wspaniale było dzisiaj poczuć przez krótką chwilę stare czasy, kiedy to młodsi o kilka miesięcy siedzieliśmy przy tym samym stole w prawie tym samym składzie, rozmawiając o podobnych sprawach. Chciałabym tak częściej. :*
czwartek, 2 grudnia 2010
20 years of snow.
"But if you really hold me tight
All the way home I'll be warm."
All the way home I'll be warm."
Po poczuciu zimowego podmuchu, zobaczeniu wielu nowych i uniwersalnych płatków śniegu postanowiłam porobić zimowe zdjęcia kotom, takie o jakich zawsze marzyłam, żeby zrobić. Było naprawdę ciężko, nie wyszło zbyt dobrze, bo inaczej to sobie wyobrażałam, ale zawsze coś. Jestem niesamowicie zdenerwowana faktem dzisiejszego śpiewania na koncercie (pozdrawiam imienniczkę Osiecką), dlatego znajduję sobie jakies poszczególne zajęcia, ale najlepiej jak zwykle wychodzi mi siedzenie na fejsbuku (nowoczesnej chorobie społeczeństwa) i oglądanie szafiarskich blogów. W każdym bądź razie od tygodnia nie mogę się doczekać nocnych zajęć, aż ma się ochotę wykrzyczeć - JEST CUDOWNIE !
to dziwne, że zapomniałam to opublikować ! więc, wpis z poniedziałku?
A w sercu mam takie ciepłe, ukochane uczucie, którego niegdy nie jestem w stanie określić. To jakby skrzyżowanie,potomstwo miłości i nadziei na raz.
I właśnie takie dni kocham najbardziej. Malutkie sopelki na oszklonych latarniach, wiecznie cieknący wodospad z nosa, odbarwione palce Rudej, cztery pary skarpetek pod trampkami, odmrożone uda, długie spacery po Gdańsku, siedzenie na parapecie z ciepłą kawą rozcieńczoną mlekiem sojowym oraz kotami, układającymi się pod kapciami w góralskozimowe wzory, słuchanie przy tym niezwykle rozradowanej Reginy Spektor, która śmiało śpiewa o dwudziestu latach śniegu. Jednym słowem - ZIMA. Zima spontaniczności, wiecznej improwizacji, szaleństwa, wolności, braku granic, braku szlabanów oraz braku zakazów. Mój ulubiony okres roku. Kiedy to nie jest się głodnym prawie wcale, kiedy to wszystko pełne jest oksymoronów i ma się ochotę wiecznie siedzieć na dworzu, tańczyć i śpiewać o świętach i o bałwankach ( i tutaj moim ulubieńcem pozostaje Frank Sinatra ).
Miło jest obudzić się rano, wyjrzeć przez okno, zobaczyć to, na co dzieci czekają tak długo, bo przecież cały listopad, wyjść z domu i spędzić cudowne cztery godziny z Rudą, przy Pałacu Młodzieży chociażby, ogrzewając się w trakcie spacerów w Madisonie, wspominając, jak było cudownie dokładnie rok temu, a na deser potulnie wylądować w ogrzewanym kościele pełnym zmarzniętych eskimosków.
Za dwa dni zaczyna się grudzień i w końcu zaczyna się działanie w najczystszej formie ! W czwartek koncert, w piątek nocne teatralne, w niedzielę urodziny Eli, a następny tydzień zapierdzielanie w Sopocie, jak co roku występy i warsztaty teatralne.
I znowu to uczucie.
Ah, pełna euforii ponownie układam się w fotelu, żeby tylko skończyć czytać jakże inspirującego Kordiana. I chyba woła mnie kolejna kawa, c'ya. <3
I właśnie takie dni kocham najbardziej. Malutkie sopelki na oszklonych latarniach, wiecznie cieknący wodospad z nosa, odbarwione palce Rudej, cztery pary skarpetek pod trampkami, odmrożone uda, długie spacery po Gdańsku, siedzenie na parapecie z ciepłą kawą rozcieńczoną mlekiem sojowym oraz kotami, układającymi się pod kapciami w góralskozimowe wzory, słuchanie przy tym niezwykle rozradowanej Reginy Spektor, która śmiało śpiewa o dwudziestu latach śniegu. Jednym słowem - ZIMA. Zima spontaniczności, wiecznej improwizacji, szaleństwa, wolności, braku granic, braku szlabanów oraz braku zakazów. Mój ulubiony okres roku. Kiedy to nie jest się głodnym prawie wcale, kiedy to wszystko pełne jest oksymoronów i ma się ochotę wiecznie siedzieć na dworzu, tańczyć i śpiewać o świętach i o bałwankach ( i tutaj moim ulubieńcem pozostaje Frank Sinatra ).
Miło jest obudzić się rano, wyjrzeć przez okno, zobaczyć to, na co dzieci czekają tak długo, bo przecież cały listopad, wyjść z domu i spędzić cudowne cztery godziny z Rudą, przy Pałacu Młodzieży chociażby, ogrzewając się w trakcie spacerów w Madisonie, wspominając, jak było cudownie dokładnie rok temu, a na deser potulnie wylądować w ogrzewanym kościele pełnym zmarzniętych eskimosków.
Za dwa dni zaczyna się grudzień i w końcu zaczyna się działanie w najczystszej formie ! W czwartek koncert, w piątek nocne teatralne, w niedzielę urodziny Eli, a następny tydzień zapierdzielanie w Sopocie, jak co roku występy i warsztaty teatralne.
I znowu to uczucie.
Ah, pełna euforii ponownie układam się w fotelu, żeby tylko skończyć czytać jakże inspirującego Kordiana. I chyba woła mnie kolejna kawa, c'ya. <3
nasze zimne ryjki rządzą.
Ruda je jabłko, bo jest smaczne i zdrowe.
moje ukochane nogi ever, chcę takie.
hmm, śmierdzący i cieszący się tramwaj.
czwartek, 25 listopada 2010
We made a statue of US, z pozdrowieniami dla mojej kochanej platonicznej miłości Rudej :*
Właśnie przypomniała mi się pewna kanapa pewnego człowieka, usiadłam, wybuchnęłam śmiechem, zjadłam brokuł dwa pęczki i postanowiłam coś napisać. Lubię wspominać razem, jak wspominałyśmy kiedyś wspomnienia. A dzisiaj miałyśmy nie lada okazję, by pośmiać się przy orzeszkach, których nie można jeść sposobem, tak jak pysznej, mlecznej czekolady. Niestety. Dzisiaj miałam iść z humanistyczną klasą do kina na "Fanatyka", żeby powyginać swój kręgosłup na wiele niezliczonych sposobów na jakże niewygodnym żakowym fotelu, ale (mimo braku werwy, energii i ochoty na granie) udałam się do CKU na występ, gdzie też spotkałam członków Ephaty, było ich tak dużo, że nie mogłam policzyć na jednej ręce, prawie milion serio. Graliśmy ze trzy godziny ponad (hihi), potem wszyscy poszli zjeść niezwykle niezdrowe i kaloryczne ciasto lub ciasto z makiem, który był wszędzie i nigdzie. Gdy wszyscy już wyczyścili zęby poszliśmy do Rudej, ażeby porozmawiać na niezwykle interesujące i jakże porywające tematy, kiedy już się nam znudziły te porywające tematy, posłuchaliśmy muzyki i przykręciliśmy nieco głośniej, żeby nie przeszkadzała nam niezwykle hałaśliwa krępująca cisza, bo krępującej ciszy nikt nie lubi. Potem gubiliśmy rzeczy, biorąc to za cud, a na koniec zaczęliśmy oglądać głupie i nieśmieszne filmiki, które puściła nam Monika, lub równie nieśmieszne wyczyny kabaretów i mody na sukces, a gdy wszyscy mieli już serdecznie dość i ktokolwiek znalazł choć trochę siły, żeby się sprzeciwić, przerzuciliśmy na filmiki pari dej i czytanie mojego bloga, co też sprawiło, że znalazłam dzisiaj odrobinę weny na pisanie ( bo jest ktoś, kto się z tego śmieje ! wiem, że to tylko Ruda, a ona śmieje się ze wszystkiego :* , no ale zawsze coś! )
Podsumowywując, konkluując(?) nawet największe zmulenie, zanudzenie, znudzenie, nudzenie i zmulenie potrafi być naprawdę ciekawe. Pozdriawiam was moje.. "dzieci" :*
PS. Spadł dzisiaj pierwszy śnieg, więc wyszczerzam wyjka w uśmiechu, wznosząc wzrok ku niebiosom !
PSS. Lubię rozmawiać z siosterem, który rodzi i przyjedzie dopiero za milion lat ; <
Podsumowywując, konkluując(?) nawet największe zmulenie, zanudzenie, znudzenie, nudzenie i zmulenie potrafi być naprawdę ciekawe. Pozdriawiam was moje.. "dzieci" :*
PS. Spadł dzisiaj pierwszy śnieg, więc wyszczerzam wyjka w uśmiechu, wznosząc wzrok ku niebiosom !
PSS. Lubię rozmawiać z siosterem, który rodzi i przyjedzie dopiero za milion lat ; <
wtorek, 26 października 2010
Sympathy For The Devil
To naprawdę przyjemne uczucie - pić poranną kawę z nowej kafeterii o godzinie 10:46 zamiast 6:00, oglądać z samego rana filmy (tak, nadal kończę ten o gwałconej stupięćdziesięciokilowej murzynce), słuchać od wczoraj nieprzerwanym dechem Rolling Stonsów i jak na razie nie martwić się niczym szczególnym - o tym, że wszystko jest beznadziejne na razie zapomniałam i przypominać sobie nie chcę, bo przecież nie jestem masochistką ! Przede mną leży niedokończone wszystko i nic, oraz plany twórczości na kolejny rok, których i tak nie zrobię. Dlatego z racji tego, że dzisiaj nie siedzę w smutnych i zmulających murach mojej szkoły, mam zamiasr zabrać się za siebie, czyli jak zwykle obejrzeć kilka filmów, powtórki Pogromców Mitów, sklecić do końca jakieś zaczęte decoupage'owe pudełko i zrobić porządek w kolekcji ulotek (nie jest ułożona datami od chyba trzech miesięcy !!! :O)
Okej, idę się czillałtować dalej, napawając się pozytywną energią (prawie jak na WOK-u) i myśląc o tych wszystkich przyjemnych rzeczach, które mnie spotkają w tym tygodniu (no dobra, nie licząc zmarnowania zapewne miliona opakowań chusteczek jednorazowych). Myśląc o czekającym mnie piątku z Pasiem i Hasiem, z teatralnymi oraz z babcią wieczorem, sobocie z sauną, niedzielą z ... fak ! zapomniałam ! HIHIHI, iście szatańskie plany na weekend, weekend, który sprawi, że mój nastrój będzie jeszcze lepszy <3
Okej, idę się czillałtować dalej, napawając się pozytywną energią (prawie jak na WOK-u) i myśląc o tych wszystkich przyjemnych rzeczach, które mnie spotkają w tym tygodniu (no dobra, nie licząc zmarnowania zapewne miliona opakowań chusteczek jednorazowych). Myśląc o czekającym mnie piątku z Pasiem i Hasiem, z teatralnymi oraz z babcią wieczorem, sobocie z sauną, niedzielą z ... fak ! zapomniałam ! HIHIHI, iście szatańskie plany na weekend, weekend, który sprawi, że mój nastrój będzie jeszcze lepszy <3
czwartek, 30 września 2010
środa, 29 września 2010
Can't you see it is just rainning?
Jednak odpocznę, przystanę, żeby odsapnąć chwil kilka, ale wiem, że do pracy i tak prędzej czy póżniej zabrać się będę musiała.
Myślałam sobie nad wieloma sprawami, związanymi z różnymi aspektami mojego, jakże niedoświadczonego życia. W głowie rozliczałam te wszystkie kłamstwa, te wszystkie niepowodzenia i oczywiście wyszłam na minus. Moja podświadomość jak zwykle torturuje mnie najskrytszymi marzeniami, przypominając jak bardzo mnie to boli. Im dłużej i więcej śpię, tym więcej myślę, a im więcej myślę, tym mniej chęci do życia znajduję. Mam ochotę na zimę, która mimo iż nieprzyjemna, daje wiele przyjemności w postaci cudownych i niezwykle rodzinnych wspomnień, bo przecież było ich naprawdę wiele rok temu.
Tak w ogóle przez ostatnie ulewy przestałam wierzyć w oczyszczającą moc deszczu. Zawsze wszystko to co niechciane i wiążące się ze zużytymi już emocjami i uczuciami, rozpływało się w nieznośnym błotku i spływało kanałami poza linię horyzontu. A teraz deszcz sprawił, że człowiek ma ochotę pochłąnąć hektolitry mleka i zjeść tony milki z karmelem i jedynie myśl przed rozstępami i aktualny brak funduszy powstrzymuje przed wykonaniem tych ponurych i naprawdę przerażających myśli. Mam nadzieję, że w końcu zapomnimy, mam nadzieję, że wszystko się ustabilizuje i przy okazji zmieni. Nikt nie lubi zmian, prawda? Ale teraz przydałoby się ich chociaż kilka i oczywiście skierowanych w tym pozytywnym kierunku. I HOPE SO.
Myślałam sobie nad wieloma sprawami, związanymi z różnymi aspektami mojego, jakże niedoświadczonego życia. W głowie rozliczałam te wszystkie kłamstwa, te wszystkie niepowodzenia i oczywiście wyszłam na minus. Moja podświadomość jak zwykle torturuje mnie najskrytszymi marzeniami, przypominając jak bardzo mnie to boli. Im dłużej i więcej śpię, tym więcej myślę, a im więcej myślę, tym mniej chęci do życia znajduję. Mam ochotę na zimę, która mimo iż nieprzyjemna, daje wiele przyjemności w postaci cudownych i niezwykle rodzinnych wspomnień, bo przecież było ich naprawdę wiele rok temu.
Tak w ogóle przez ostatnie ulewy przestałam wierzyć w oczyszczającą moc deszczu. Zawsze wszystko to co niechciane i wiążące się ze zużytymi już emocjami i uczuciami, rozpływało się w nieznośnym błotku i spływało kanałami poza linię horyzontu. A teraz deszcz sprawił, że człowiek ma ochotę pochłąnąć hektolitry mleka i zjeść tony milki z karmelem i jedynie myśl przed rozstępami i aktualny brak funduszy powstrzymuje przed wykonaniem tych ponurych i naprawdę przerażających myśli. Mam nadzieję, że w końcu zapomnimy, mam nadzieję, że wszystko się ustabilizuje i przy okazji zmieni. Nikt nie lubi zmian, prawda? Ale teraz przydałoby się ich chociaż kilka i oczywiście skierowanych w tym pozytywnym kierunku. I HOPE SO.
niedziela, 12 września 2010
I'm a loser baby, so why don't you kill me?
Jest dokładnie 4:58, a ja siedzę przed komputerem oglądając 'Glee' i w przerwach między kolejnymi odcinkami uczę się nadal "I'll Stand by you", ale niestety niezbyt mi wychodzi, ponieważ jako swój cel obrałam zbyt wysoką tonację. Ale jak zwykle jestem silna i nie poddaję się nawet w tak bardzo krytycznych momentach. Zaczął się miesiąc, który miał być idealny. Na razie mi nie wychodzi, chociażby przed chwilą zjadłam śniadanie, ale małymi kroczkami zmierzam do celu. Dzisiaj skończyłam padentyczne układanie ubrań. Jutro - pedantyczne wyszczotkowanie kafelek w pokoju. Życzcie mi szczęścia. Staram się zrobić miesiączną przerwę od zajęć teatralnych, żeby poczuć się znowu wolna jak ptak, ale mi nie wychodzi, tak głęboko popadam w uzależnienia. Zaczęłam spotykać się z gejami, którzy niesamowicie podnoszą moje morale. Moja psychika, jak zresztą każdego człowieka potrafi szybko podupaść, nie wspominająć już w ogóle o pewności siebie i poczuciu atrakcyjności, więc nawet po dołujących odwiedzinach na naszej klasie i zadawaniem sobie od jakiś 32 godzin w kółko pytania " co jest ze mną nie tak? " (odpowiedzi jest zbyt dużo !) nadal się trzymam i to o dziwo całkiem nieźle. Oprócz spotkań z kolorowymi pomogło mi jeszcze dwugodzinne uprawianie mojej własnej koślawej jogi z pomocą książki z lat osiemdziesiątych. Nadal nie potrafię stanąć na rękach i wywijać ciałem, jednocześnie utrzymując idealny kwiat lotosu, ale jakoś wszystko zaczyna dobrze się ukierunkowywać. Potrzebuję teraz wielu godzin filmów i seriali, żeby myśleć jak najmniej. Praca domowa z historii równieź mile widziana. I sen, który jakoś nie przychodzi mi zbyt łatwo. Chociaż w sumie to dobrze. Im mniej moich snów związanych z podświadomym zdawaniem sobie sprawy z niektórych rzeczy, tym lepiej. Już się nie mogę doczekać kaftanika, naprawdę.
piątek, 10 września 2010
Okej, siedzę u Rudej. Ta jak zwykle wybierając się na kolejną randkę od kilku zapewne nużących godzin wymyśla w co ma się ubrać do jasnej cholery. KIedy natomkast opowiadam jej, o swoich dramatycznych przeżyciach, które niesamowicie źle działają na moją wyniszczoną już psychikę ona pyta mnie jak daleko do malborka. Dziękuję za wsparcie wszystkim moim przyjaciołom. :*
czwartek, 9 września 2010
Jedno słowo, jedno spotkanie, na którym nawet Cię nie ma, jedno nakierunkowanie znajomych i Ty znowu siedzisz na podłodze, przykryta kocem, układająca pedantycznie wszystko, co pedantycznie można ułożyć. Rajstopy ułożone zostają rodzajami i kolorami, wszystkie kredki z dzieciństwa natemperowane, posegregowane odcieniami, a filmy jak zwykle spoczną na wyjątkowo okurzonej półce alfabetycznie. Nie masz co z sobą robić, więc zaczynasz czyścić osobno każdą swoją parę butów, jest ich naprawdę wiele, a każdy ruch szczoteczki do zębów na plastikowej podeszwie sprawia, że deszcz jest większy i marnuje się coraz więcej jednorazowych chusteczek, które są niezwykle plastyczne, ale cholernie nieekologiczne. To dziwne, bo nigdy wcześniej nie płakałaś, prawda? Kłamiesz jak zwykle. Chyba musisz odstawić tę kawę i zająć się nauką chemii, ale widzę, że chyba nie wyjdzie Ci to dnia dzisiejszego. Bo przecież powtarzasz czytanie zdania pierwszego tyle razy, że powinnaś znać je już dawno na pamięć, ale to tylko pusta teoria, bo to Ty jesteś pusta i Twoja pusta skorupa udaje, że powtarza materiał na sprawdzian ze zeszytu z wcześniejszej klasy. Nie myśl już więcej. Nie myśl w ogóle. Nie patrz na tory. Idź spać. Dobranoc.
wtorek, 31 sierpnia 2010
Zmarszczyłam czoło zupełnie zapominając o mojej maseczce, którą swoją drogą nazywam czterdziestominutówką. Noszenie czterdziestominutówki generalnie sprawia mi delikatny, przyjemny ból, a po zużyciu czterdziestominutówki twarz robi się o 30% mniejsza. Zmarszczyłam czoło dlatego, bo naprawdę nie wiem co mam napisać. Napisać, że było fajnie? Brednie, słowo 'fajne/fajny/fajna' nie powinno w ogóle znaleźć się w słowniku języka polskiego. Słowo jak zwykle oznaczające wszystko i nic. Prawdę powiedziawszy bałam się, że nie powrócę do szkolnego nastroju, czekałam z tym prawie do samego końca wakacji i nagle siedząc przed telewizorem, zabierając się za jakiś delikatniejszy film (po obejrzeniu "American Psycho", który nieźle zrobił mnie w konia), czyli za "Małą Moskwę" poczułam to coś. To coś, co sprawia, że mam ochotę zostać pedantką, wysprzątać cały pokój (ale oczywiście tego nie robię), co sprawia, że o tej porze zaczynam malować swoje ukochane pudełka i zaczynam mieć ten swój melancholijny, niezbyt ciekawy nastrój. Może to nie ma żadnego związku z nowym rokiem szkolnym i po prostu nadal odczuwam najgorsze uczucie, zbyt nacechowane emocjonalnie, któro na imię ma 'zazdrość', ale szczerze w to wątpię. Tak, wiem, marudzę troszkę, ale nic na to nie poradzę, ponieważ w mojej świadomości jeszcze nie ma takiego czegoś jak 'rutyna', 'melancholia', czy też 'szkoła'. Zupełnie o tym zapomniałam. Cóż mogę powiedzieć. Moja herbata pięknie pachnie cynamonem, gruszką, pomarańczą, jabłkami, ale jest zupełnie bez smaku. I boli mnie twarz. Eh, koniec moich strasznych wywodów. Pomodlę się chwilę. Boże, daj mi siły na to wszystko. Z góry dziękuję.
czwartek, 19 sierpnia 2010
Bonjour ! Paris, je t'aime !
Wyjeżdżam. I jestem z tego bardzo rada, gdyż w końcu, może choć na chwilę zapomnę o tym wszystkim. Nawet o tych niezwykle przyjemnych rzeczach. Zapewne nikogo nie poznam, chociaż kto wie, w tym roku dogadywanie się z obcokrajowcami szło mi całkiem nieźle, ponieważ sami nagle wyłaniali się z tymi swoimi afro na głowie, albo francuską brodą nie wiadomo skąd i po prostu zaczynali rozmowę. Jeszcze przed wyjazdem muszę zrobic parę rzeczy, uporządkować sobie wszystko w mojej małej, pustej główce i przypieczętować to symbolem spowiedzi (oraz obejrzeć jeszcze dwa francuskie filmy ;). Stwierdziłam, że muszę się zakochać, mimo iż zawsze byłam przeciwna takim rzeczom. Okej, wiem, że to przychodzi samo, ale zawsze blokowałam swoje uczucia. Teraz muszę popłynąć z ich prądem, dać ponieść się fali, nie bać się spraw sercowych. Możliwe, że dojrzałam na tyle i jestem gotowa, żeby postępować zupełnie inaczej niż dotychczas. Prawie idealnie. Prawie tak jak powinnam i tak jak oczekują ode mnie tego najbliźsi. Niedługo wrzesień i nowy, męczący rok szkolny. Nie poddam się. Nie tęskniłam za szkołą, zbytnio, ale już tęsknię za tymi wakacjami. O mało, co napisałabym "wspaniałymi" wakacjami, ale "Nie chwali się dnia przed zachodem słońca, a kobiety za żywota". Z tą drugą częścią przysłowia, oczywiście się nie zgadzam, a wakacje jeszcze się nie skończyły i nie wiadomo co może się wydarzyć. Do zobaczenia ! :*
wtorek, 17 sierpnia 2010
Przeczytałam wszystkie moje stare wpisy. Postanowiłam napisać coś w starym stylu. Coś co całkowicie opisze mój cały dzień. Szkoda, że nie opsiałam tak całych wakacji, ale zanudziłabym wszystkich moi drodzy. Dzisiejszy dzień zaczął się oczywiście od nocnej rozmowy z Sonią. Hahaha, dobrze, że rozkminy życia mi się skończyły, Sonia pomogła, everything is fine, i hope so. Porozmawiałam również z Darią, z którą ostatnio zarąbiscie mi się rozmawia i mam z nią wspaniały kontakt. Przez całą Słoniową mistyfikację pt " zadzwoń do niego, namów na rozmowę i udawaj że nic nie wiem" zrąbał mi się nastrój i mimo moich wspaniałych obietnic i dobrego ostatniego postępowania w końcu po kilku miesiącach skłamałam (jest mi z tym bardzo, ale to bardzo źle). Kilkugodzinna depresja tak bardzo zrąbała mi nastrój, poszłam z bratem na spacer i znowu uciekłam z domu, żeby już o niczym nie myśleć. Szłam do Rudej, wydawało mi się, ze nieco się spieszyłam, ale spotkałam Łaska i pogadałam z nimi trochę, krzycząc lekko na Tuska, który mnie zdenerwował lekko. Kobieta zmienną jest. Zapomniałam o całym okrutnym poranku, udałam się do Rudej na rozmowę, niestety w dziwnym stanie głupawki. Rozmowa z mamą Rudej tchnęła we mnie pozytywnego ducha i Boga, którego przecież tak dawno nie widziałam. Ruda nie ma szacunku dla swojej mamy, więc ta bardzo mnie polubiła, kiedy wykazałam niezykłe zainteresowanie w aspektach religijnych. Potem pojechałam do Łaska łaskobomilem, po głupie filmy, bo ostatnie, które od niego odstałam zostały nawet nie obejrzane, a pochłonięte, mimo iż nie do końca ambitne, spodobały mi się niezwykle. Wacajac do domu, wszystkie dresy po kolei wbijały we mnie swój wzrok, którego nigdy nie zrozumiem. Porozmawiałam z Tuskiem i przyznaję, że była to chyba najbardziej pochlastana rozmowa, jaką pamiętam w przeciągu ostatnich kilkunastu godzin (to było lepsze, niż usłyszeć 52 raz pytanie "Aga, co jest?") W kazdym bądź razie omówiliśmy nasze doznania pod ciekawymi względami. Znowu postękałam Darii. Jutro spotkanie z Elą, potem Anią i Martyną i Olxem ! Stan beznadziejnosci się nie zmienił, zwłaszcza po tym co przed chwilą usłyszałam. Faceci znowu pomyśleli kutasem, nie pierwszy i niestety nie ostatni raz. To smutne. Kolejny mężczyzna, który mnie zawiódł, a ja przestałam sobie z tego robić. Nawet nobecność, tylko obecność sprawia, że jestem szczęśliwa. Nie wiem co niektórzy mają w swojej aurze. On ma zbyt wiele. Teraz ide zająć się głupimi filmami, bo niesteyu wszystkie w miarę ambitne i nieambitne, ale ambitniejsze czarne komedie już obejrzałam. Teraz czeka mnie "Kung Fu szał". Życzcie mi szczęścia we wszystkim, żeby życiowa pogoda stała się jaśniejsza, żeby świat odzyskał kolory nawet po 21. ; )
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
WHERE IS MY FUCKING MIND?
Where is my mind? To zabawne, ale do tej pory nie wiem czyja to piosenka. Nie chciałam nigdzie jechać? Co ja gadam, najchętniej bym się teraz wyprowadziła. I tak mój mózg się przepalił. Jeżeli kiedykolwiek tam był. A nie mówiłam ? (Nienawidzę tego pytania.) Moje szczęście nie mogło trwać wiecznie. Byłam szczęśliwa dzisiaj przez jakieś 20 minut jak go zobaczyłam. Wróciłam do domu, znowu wszystko zjebałam, nie potrafię rozmawiać z ludźmi. Stan beznadziejności. A czemu tu się dziwić, skoro jakiś czterdziestoletni stary pasztet (to tym razem nie jest orkeślenie niezwykle brzydkiej dziewczyny, lecz niezwykle obleśnego faceta) mówi mi, że wyglądam jakbym była w ciąży. Stan beznadziejności. Bawią mnie głupie kawały. Stan beznadziejności. Oglądam horrory w samotności i robię się dostępna na gadu. Stan beznadziejności. Jestem samolubna i przez cały dzień mówię tylko o sobie. Nienawidzę siebie za to. Stan beznadziejności. Ruda miała rację, Sonia nie zadzwoni. Idę udawać, że myślę. Idę obejrzeć kolejny horror. Dobranoc. ; <
Where is my mind? To zabawne, ale do tej pory nie wiem czyja to piosenka. Nie chciałam nigdzie jechać? Co ja gadam, najchętniej bym się teraz wyprowadziła. I tak mój mózg się przepalił. Jeżeli kiedykolwiek tam był. A nie mówiłam ? (Nienawidzę tego pytania.) Moje szczęście nie mogło trwać wiecznie. Byłam szczęśliwa dzisiaj przez jakieś 20 minut jak go zobaczyłam. Wróciłam do domu, znowu wszystko zjebałam, nie potrafię rozmawiać z ludźmi. Stan beznadziejności. A czemu tu się dziwić, skoro jakiś czterdziestoletni stary pasztet (to tym razem nie jest orkeślenie niezwykle brzydkiej dziewczyny, lecz niezwykle obleśnego faceta) mówi mi, że wyglądam jakbym była w ciąży. Stan beznadziejności. Bawią mnie głupie kawały. Stan beznadziejności. Oglądam horrory w samotności i robię się dostępna na gadu. Stan beznadziejności. Jestem samolubna i przez cały dzień mówię tylko o sobie. Nienawidzę siebie za to. Stan beznadziejności. Ruda miała rację, Sonia nie zadzwoni. Idę udawać, że myślę. Idę obejrzeć kolejny horror. Dobranoc. ; <
piątek, 13 sierpnia 2010
whatever works.
Hahaha, któż by pomyślał, że kiedykolwiek będę aż tak szczęśliwa? Nie wiem, czy mój wspaniały nastrój zależy od zmieniania dotychczasowego stylu życia, czy też zmienianie owego życia zależy od przepełniającej mnie radości, ale wiem jedno, że nie powinnam zbytnio się cieszyć, ponieważ doszłam do bardzo prostego, aczkolwiek niezywkle okrutnego wniosku - 'Szczęście nie jest nam pisane, ponieważ nie jest rzeczą naturalną'. Naturalne jest przetrwanie, czyli zachowywanie się normalnie. Ludzie szczęśliwi mają zbyt dużo pozytywu, endorfin, które sprawiają, że nie robi się całkiem normalnych rzeczy, a robienie nienormalnych rzeczy wyzwala adrenalinę, która mimo iż naturalna, powinna być użytkowana w jak najmniejszych ilościach, bo tak jest najbezpiczniej, a co bezpieczniejsze bardziej zachowane z celem przetrwania. Słowem, szczęście jest nienaturalne, a co nienaturalne powinno być jak najszybciej zniszczone, ponieważ naszym jedynym znanym celem jest przetrwanie, znane też innym osobom jako rozmnażanie. Nie wiem dokładnie co się ze mną dzieje. Niektórzy twierdzą, że się zakochałam, inni, że oszalałam, jeszcze inni, że spożywam zbyt dużo kofeiny, dlatego moim mottem stało się zdanie 'ZRÓBMY COŚ !'. Inni twierdzą, że zaraziłam się ADHD, jeszcze inni, że ćpam (co jest kompletną nieprawdą, bo ostatnio robię same dobre rzeczy, które nie prowadzą mnie do żadnej samozagłady, bo samozaglada również jest nienaturalna!), jeszcze inni, że się nawróciłam (to chyba najzabawniejsza wersja, zważając na to, że nadal pozostałam jakotako katoliczką, tylko teraz bardziej interesują mnie aspekty związane z ezoteryką i buddyzmem). Chcę segregować śmieci, być dobrą dla ludzi, nie czuć zazdrości, nie kłamać, spędzać wiecej czasu z przyjaciółmi i na łonie natury, W KOŃCU przestać jeść ryby, przejść na idealny, zdrowy i niezwykle naturalny, pozytywny tryb życia,. Czy mi się uda? Mam nadzieję, mam nadzieję też, że nikt nie zapsuje moich wspaniałych planów. Dziękuję Wam wszystkim, te wakacje są chyba jednymi z najwspanialszych wakacji w moim życiu. Działo się tak dużo, że nawet nie potrafię opisać dokładnie ostatnich dwóch dni. Spotykanie się z ludźmi sprawia, że żyję, że jest mi dobrze, że mam niezliczoną ilość tej pozytywnej energii. Dzisiaj cały dzień spędziłam w domu, oczywiscie oglądając filmy. Myślałam że umrę. A teraz zaczynam cudowną noc, pijąc nową kawę i kończąc oglądać czarne komedie, w które chyba zbyt bardzo się wkręciłam. Dobranoc ! ; *
sobota, 10 lipca 2010
WAKACJEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE ! FETA ! WHATEVER !
Wróciłam do domu na trzy godzinki dosłownie, żeby odpocząć i znowu ruszyć do cieżkiej i nasłonecznionej pracy połączonej z teatralną przyjemnością. Zdziwiłam się niezwykle, gdyż ponieważ mój dom jest całkowicie pusty, więc po wyczerpującej próbie i warsztatach, kąpieli w śmierdzącej rzece, wbieganiu, zbieganiu, bieganiu, machaniu, krzyczeniu, śpiewaniu, mamroleniu, spaniu, lunatykowaniu, etc, etc mogę spokojnie sobie odpocząć na chwilkę. Ostatni tydzień był niezwykle aktywny, ale dał mi dużo siły, energii i sprawił, że moje ciało nigdy nie było tak rozciągnięte i nawet po tej całej masie ćwiczeń przestało czuć zakwasy. Zakochałam się w naszej instruktorce, nie oczywiście w tak bardzo dosłownym sensie, ale naprawdę, gdybym była facetem, była by to kobieta moich marzeń, idealna. Dzisiaj mała parada piracka, jutro jeden wolny dzień, a potem wolne poranki. Kotek rośnie jak na drożdżach i przeczuwam, że będzie z niej jeszcze większe ziółko niż dotychczas. U babci jest naprawdę fajnie, mimo braku internetu (a dzięki Bogu, że go nie ma !), który i tak zastąpiłam kablówką, odpoczywam sobie, dojeżdżam bardzo szybciutko, cieszę się słońcem i cieniem jednocześnie, wychodzę na ogródek, rozmawiam wieczorami przez telefon na leżaczku, a potem do w pół do piątej oglądam po kolei wszystkie w miarę ambitne filmy. Kocham takie życie, ale nie bd zapeszać moich jak na razie bardzobardzobardzo fajnych wakacji.
baj de łej, występujemy w CZWARTEK I PIĄTEK z grupą Grotest Maru o 20.30 (zaczyna się przy kajakarni "Żabi Kruk"
oraz w NIEDZIELĘ o 18.00, jako Ephata z "Tożsamością" co nadzwyczajnespektaklem zrobionym w bardzo krótkim przedziale czasowym. XD
PS. Matko czytam teraz ten durny wpis, zaczynam zmiękczać słowa, a tak robią ludzie z małym iQ. Za dużo słońca, za dużo slońca *pociesza się*.
baj de łej, występujemy w CZWARTEK I PIĄTEK z grupą Grotest Maru o 20.30 (zaczyna się przy kajakarni "Żabi Kruk"
oraz w NIEDZIELĘ o 18.00, jako Ephata z "Tożsamością" co nadzwyczajnespektaklem zrobionym w bardzo krótkim przedziale czasowym. XD
PS. Matko czytam teraz ten durny wpis, zaczynam zmiękczać słowa, a tak robią ludzie z małym iQ. Za dużo słońca, za dużo slońca *pociesza się*.
poniedziałek, 5 lipca 2010
Open'er !
Krótko, ale przeprzeprzezarąbiście. Reginka jak zwykle słodziasta , pogo i latanie na Kasabian porywające, tłumy wszystkich spoconych ludzi, znajomi, coś wspaniałego. Wracanie o świcie z Sonią i przełażenie przez płot, żeby dostać się do właśnego domu, w ogóle, ah ! Dzisiaj jeszcze jeden dzień "odpoczywania", od jutra ciężka praca (próby, chodzenie na plażę i do kina, itd, itp.), a potem FETA i wooolne. Pozdrawiam Was wszystkich ze słonecznego Pruszcza, gdzie kartonowe palmy rosną nawet w łazienkach, a dżakuzi przekracza powierzchnię 10 cm², hihi, czeeeść.
poniedziałek, 28 czerwca 2010
wakacjowo.
Okej, mam minikotka-Benię, wakacje już mi się nużą, niedługo Opener, zaraz gramy Izajasza, potem warsztaty teatralne z jakimiś dziadami, zapewne z Miniatury, zaczynają się słodkie spotkania z ludziami, wypady na lumpeksy, i wszystko, żeby nie umrzeć z nudów i jak najlepiej wykorzystać nowe wakacje, które i tak szybko się skończą. Ostatnio kompletnie oszalałam, wczoraj nie poszłam z psem na spacer, żeby tylko nie przegapić debaty Kaczyński-Komorowski. Debata była beznadziejna, bo i tak w ogóle nie odpowiadali na zadawane pytania, no ale co tam. Okej, lecę, bo nie lubię być spóźniona, papa ; *
wtorek, 15 czerwca 2010
ZAPRASZAMY !
ZAPRASZAMY WSZYSTKIE LUDY NA WYSTĘP (I JEDNOCZEŚNIE PREMIERĘ NOWEGO SPEKTAKLU "TOŻSAMOŚĆ") TEATRU EPHATA I INNYCH TEATRÓW PONADGIMNAZJALNYCH (PRZEGLĄD TEATRALNY "BURSZTYNOWA MASKA") JUTRO, CZYLI 16 CZERWCA 2010r, W TEATRZE MINIATURA, WPADAJCIE ! ; )
15 czerwca
Gratuluję Martynie, która zmienia ścieżkę swojego życia i jest dobrym człowiekiem, oraz że dostała czwórkę z łaciny, a ja zrezygnowałam i jestem gorsza, oraz że i mnie zmienia w dobrego człowieka. Nie lubię bardzobardzobardzo koła z informatyki, na którym ślęczę już trzecią godzinę lekcyjną, ponieważ pan Liwo jest zboczony, podniecają go odwrócone do góry nogami serduszka, ponieważ przypominają mu zgrabne szesnastoletnie tyłeczki. Jestem spóźniona na próbę *supcio*, pozdrawiam wszystkich bardzo, także Annę Welenc, która chamsko zagląda mi przez ramię *cmok*.
poniedziałek, 14 czerwca 2010
14 czerwca.
Spokojnie, to tylko wiatr zmienia kierunek. Tylko szkoda, że tak bardzo napierdala mi w oczy i nie pozwala spokojnie oddychać. Napawam się więc smakiem koktajlu truskawkowego, bo cukier jest mi dzisiaj jak najbardziej potrzebny i marzę o dobrym jutrze. Albo o wakacjach. Mam tylko takie małe pragnienie - żeby wracać o godzinie 22.00 z własnej woli, a nie po próbach do spektaklu, którego jeszcze nie do końca rozumiem. Premiera w środę. Muszę się nauczyć bardzo interesujących sentencji, żeby nie zawieść pani F., mamy, taty, babci, dziadka, kota, psa, chomika, prochów innego chomika, kotów babci, siostry i jej męża, kolejnego dziadka, ktorego nawet nie znam imienia i innych mieszkańców kuli ziemskiej. Mi przestało zależeć dawno. Chyba mam to w dupie. Ostatnio miałam taki sen, w którym nawet do obcych osób podchodziłam i mówiłam "pieprz się" lub "mam to/cię/was w dupie" i życie było bardzo łatwe. Poszłabym już spać, żeby dzisiejszy dzień mieć za sobą, ale niestety, moja ambicja odzywa się dopiero po mjakmiłość, więc dopiero teraz idę się uczyć. A równie dobrze mogłam sobie olać próbę. Ale przyszedł Tomkief z łysym Pawcejem i nas żegnali. Smutno. Ale Tomkief zagra ostatni raz w środę i przyprowadzi swoje sławne lesbijki. Super !
wtorek, 8 czerwca 2010
8 czerwca.
Chciałabym sprostować wpis Martyny, mianowicie u Maksa wcale nie mówiłam, że jego pies to kot, bo wiedziałam że to pies, tylko on twierdził, że to kot, dlatego sie z nim zgodziłam, bo jego KIWI się łasiło. Coca-cola była smaczna, polubiłam dzisiaj Megadeth, bo spodobała mi się jedna piosenka, dawno też nie słuchałam Nirvany. Lubię wkręcać ludzi, że na Jarosława napadli z nożem, że Korwin Mikke ma 60% poparcia i wybory są jutro, a zamiast demokracji będziemy mieć monarchię despotyczną.Kocham obiegać dookoła fontannę i być mokra i niesamowicie przepraszam Natalię i Olę. W ogóle jestem z siebie megamega zadowolona i dumna jakby ! jejk !
niedziela, 6 czerwca 2010
ah, czterodniowe wakacje.
Dzień dobry, nie było tu mnie kilka lat. Ognisko było ciekawe, spacer z Martyną jeszcze ciekawszy, samotne wieczory z babcią, dziadkiem, czterema kotami, psem, telewizorem, czarną magią, jagodami, lasem, świeżym żółtym serem, tarasem, leżakiem, nowelkami sienkiewicza jednak najciekawsze.
Kiedy wracam do domu, od razu wszystko jest inne, bardzo wkurwiające, obce. Pociesza mnie myśl o zakupie mojego mikrofonu oraz o tym, że takie czasy nie będą wieczne. Niedługo wakacje i nie trzeba będzie zaprzątać sobie główki PO i panem z brzydkim ośrodkiem zła na nosie. Życie, jest kurczę piękne, NIEPRAWDAŻ?!
Kiedy wracam do domu, od razu wszystko jest inne, bardzo wkurwiające, obce. Pociesza mnie myśl o zakupie mojego mikrofonu oraz o tym, że takie czasy nie będą wieczne. Niedługo wakacje i nie trzeba będzie zaprzątać sobie główki PO i panem z brzydkim ośrodkiem zła na nosie. Życie, jest kurczę piękne, NIEPRAWDAŻ?!
środa, 19 maja 2010
Where is my mind? ... and the best day ever !
Kurczę, dawno nie przeżyłam takich paradoksalnych, wręcz niemożliwych do osiągnięcia uczuć ! Ten dzień był szybki, ale wolny, wolny ale szybki, wesoły, ale jednocześnie zmulony.
Dziękuję, bardzobardzobardzo Martynie (i Pawłowi także), dawno się tak dobrze nie bawiłam w szkole. Dziękuję też Rudej, hihihi, jesteśmy warjatami. Ostatnio nie mam czasu, weny, chęci, pomysłu, potrzeby, koncepcji na pisanie na blogu, soł nie chce mi się nawet opowiadać jak wspaniale było na Maratonie House'a, czy na Nocy Muzeów . Ten tydzień generalnie jest intensywny. Dzisiejszy wieczór chociażby miałam spędzić w kinie (w końcu kurczę !), ale zmarnowałam kilka dobrych godzin na czekanie na próbę, potem na samą próbę, a potem na okropny powrót do domu, więc kino oczywiście nie wypaliło. A propo przymierzania strojów mam jak zwyklę beznadziejną, brzoskwiniową, średniowieczną szmatę, ale i tak zapraszam wszystkich na paradę w piątek o godzinie czternastej na Długą, gdzie będę jakąś wiejską mieszczką, machającą nieznajomym przybyszom. O dziesiątej rano (zawsze nie lubiłam pani dyrektor PM) wystawiamy kabarety + grosteskę, więc jak nie lubicie szkoły to wpadajcie.
To tyle chybka. ARIWEDERCZI !
Dziękuję, bardzobardzobardzo Martynie (i Pawłowi także), dawno się tak dobrze nie bawiłam w szkole. Dziękuję też Rudej, hihihi, jesteśmy warjatami. Ostatnio nie mam czasu, weny, chęci, pomysłu, potrzeby, koncepcji na pisanie na blogu, soł nie chce mi się nawet opowiadać jak wspaniale było na Maratonie House'a
To tyle chybka. ARIWEDERCZI !
poniedziałek, 3 maja 2010
pyszny dzień, kiedy to trzeba robić rzeczy, których nie robiło się wcześniej, 1 maja.
O matko, dawno się tak nie uśmiałam. I dawno nie byłam tak szczęśliwa ! Z powodu pomagania tacie nie umawiałam się zbytnio ze znajomymi, ale wieczorem, o godzinie około osiemnastej znudziło mi się oglądanie filmów z przerwami i postanowiłam wyjść na rower (w końcu<3). Miałam też wielki problem, bo nie miałam bladego pojęcia, kto mieszka blisko i posiada rower. Ola nie mogła, więc oczywiście padło na Rudzielca. Pojechałyśmy na Zaspę, a trwało to dokładnie pół godziny, czyli tyle, ile jedzie tramwaj ! Posiedziałyśmy dość długi czas przy Plamie i przepięknym drzewku z tysiącem białych kwiatków, rozmawiając o facetach jak zwykle i zastanawiając się nad wieloma dotychczas nieprzemyślanymi sprawami. Ogólnie wyglądałyśmy jak małe dzieci i wszyscy myśleli, że mamy 13 latek i naprawdę dawno nie czułam się tak bachorowato. Postanowiłyśmy, że Ruda u mnie zanocuje i że pojedziemy od niej na przystanek rowerami, żeby zdąrzyć. Kiedy weszłyśmy do autobusu usłyszałyśmy prze mikrofon kierowcy - "Tylko jeden rower". Hahahahaha, mina Pauliny P, która również była w tym autobusie - bezcenna. Ruda wynegocjonowała ugodę i spokojnie mogłyśmy wrócić do domu. Przynajmniej przez całą drogę poryczałyśmy sobie ze śmiechu. Potem postanowiłyśmy robić wiele rzeczy, których wcześniej nei robiłyśmy. Naliczyłam ich około 21, ale myślę, że było ich więcej i śmiało można doliczyć jeszcze kilka, tak rzeczy było 23. ; P
To było naprawdę wspaniałe ! No i w końcu oglądałyśmy filmy, których ja sama nie widziałam ! (natomiast widziała je Ruda). XD
I generalnie było nieziemsko, bosko, idealnie. Hahahahaha, mam nadzieję tylko, że jednak nie było nas widać na kamerach w mojej szkole i placu zabaw. ^^ XD
To było naprawdę wspaniałe ! No i w końcu oglądałyśmy filmy, których ja sama nie widziałam ! (natomiast widziała je Ruda). XD
I generalnie było nieziemsko, bosko, idealnie. Hahahahaha, mam nadzieję tylko, że jednak nie było nas widać na kamerach w mojej szkole i placu zabaw. ^^ XD
sobota, 1 maja 2010
Kocham połączenie świeżej sałaty, rzodkiewki i pomidorów.
Wczoraj było naprawdę super. W szkole jak zwykle nic ciekawego, oprócz chyba zbawczej zmiany planu, dzięki której w końcu się wyśpię. Szkoda jednak, że codziennie kończymy o 14. Eh. ; <
Zaczęła się cudowna majówka. Wczoraj poszliśmy z Olx, Anią, Pauliną, Kasią i jej chłopakiem (tak, tak, moja cudowna pamięć do imion) oraz Kacprem do Rock-a i na kawę (hihi) i na czipsy, żeby nie być głodnym. Biedny Kacu musiał jechać z Gdańska przez cholerny przedmajówkowy korek i haha, nikt z nas nie wiedział jak nazywa się przystanek przy Jakubie. I ogólnie świetnie się bawiłam. Nawet byłam na plakacie na ścianie. Ogólnie w Rock-u byłam po raz pierwszy i bardzo się zdziwiłam, że chodzi tam tyle osób, a na dodatek tyle znajomych osób, że po prostu ŁAŁ.
Wieczorem nie czulam nic innego od zmęczenia i myślałam, że polegnę, ale nie, udało mi się wziąć niezbyt ciepłą kąpiel (bo przecież od tego ciepła, bym się ugotowała !) przy otwartym oknie. POtem niespodziewanie zrobiła się 24, ale przypiliło mnie na oglądanie filmów. Więc puściłam sobie dwuipółgodzinny Prestiż i nie zasnęłam w trakcie oglądania ! I pierwszy raz w życiu spałam do 12 godziny ! Nie wierzę !
I zjadłam pradziwe, wiosenne śniadanie (Też nie wierzę !) I generalnie nie polecam Wam szmaponu Johnsons Baby, o tym obrzydliwym, moczowatym kolorze, który niesamowicie przesusza włosy.
Okej, to na tyle. Idę oglądać kolejny film i na przemian pomagać tatcie przybijać panele. : )
P.S. Jejk, czuję się jak w wakacje ! Wykorzystam to na maxa, nie zachoruję i pójdę dzisiaj nocować do Rudej. ^^
Zaczęła się cudowna majówka. Wczoraj poszliśmy z Olx, Anią, Pauliną, Kasią i jej chłopakiem (tak, tak, moja cudowna pamięć do imion) oraz Kacprem do Rock-a i na kawę (hihi) i na czipsy, żeby nie być głodnym. Biedny Kacu musiał jechać z Gdańska przez cholerny przedmajówkowy korek i haha, nikt z nas nie wiedział jak nazywa się przystanek przy Jakubie. I ogólnie świetnie się bawiłam. Nawet byłam na plakacie na ścianie. Ogólnie w Rock-u byłam po raz pierwszy i bardzo się zdziwiłam, że chodzi tam tyle osób, a na dodatek tyle znajomych osób, że po prostu ŁAŁ.
Wieczorem nie czulam nic innego od zmęczenia i myślałam, że polegnę, ale nie, udało mi się wziąć niezbyt ciepłą kąpiel (bo przecież od tego ciepła, bym się ugotowała !) przy otwartym oknie. POtem niespodziewanie zrobiła się 24, ale przypiliło mnie na oglądanie filmów. Więc puściłam sobie dwuipółgodzinny Prestiż i nie zasnęłam w trakcie oglądania ! I pierwszy raz w życiu spałam do 12 godziny ! Nie wierzę !
I zjadłam pradziwe, wiosenne śniadanie (Też nie wierzę !) I generalnie nie polecam Wam szmaponu Johnsons Baby, o tym obrzydliwym, moczowatym kolorze, który niesamowicie przesusza włosy.
Okej, to na tyle. Idę oglądać kolejny film i na przemian pomagać tatcie przybijać panele. : )
P.S. Jejk, czuję się jak w wakacje ! Wykorzystam to na maxa, nie zachoruję i pójdę dzisiaj nocować do Rudej. ^^
piątek, 30 kwietnia 2010
Jedna z najlepszych randek ever, 29 kwietnia.
O kurczę, nie mogę uwierzyć, że czwartek był dniem prawie idealnym. Prawie, ponieważ od rana dręczyły mnie niesamowite bóle głowy i zatok. Ale to wszystko przez zmiany temperatury (w końcu!), więc w sumie małą migrenę można znieść, zwłaszcza jeżeli dzięki temu jest cieplej na dworze. W szkole, jak to w szkole, na W-F-ie pani wyładowywała na nas swoją całą dotychczasową frustrację, lub niepowodzenie w małżeństwie (albo za dużo, albo z mało), a religia jak zawsze bardzo ssała (ksiądz zarzucił temat -sekty, ale nic nie wiedział na ten temat). Ale jedna rzecz, z której mogę byc niesamowicie dumna, to moja ocena z fizyki ze sprawdzianu (4+!). Oh tak, wiem jestem coraz lepsza w ściąganiu. Po szkole poszłam z Natalią do GB i nie uwierzycie ! W Mc'Donaldzie znowu są normalne McFlurry z różnymi polewami oraz posypkami, tylko niestety o całe 40gr groższe ! Potem czekałam na Soniś robiąc mini-piknik pod Galerią, ale okazało się, że ona na mnie czeka w lodziarni (nie cierpię tego słowa !). Tam była jeszcze Kaś i Żaba (oraz Ela, Basia i Olx) i razem pojechałyśmy do centrum. Kupiłyśmy z Soniś bilety (na "Shutter Island") i z powodu kilku wolnych chwil przed seansem udałyśmy się do sklepu po sok jabłkowy i malinowy (obydwa chyba lekko sfermentowane z ciepła, bo ten jabłkowy (nie lubię jabłkowych soków) miał dziwny posmak). Po drodze spotkałyśmy Jasia, z jedną ze swoich koleżanek, który na dodatek miał urodziny ! Uściskałam go bardzo mocno kilka raz, porozmawialiśmy sobie, był w miarę normalny i niesamowicie miły (ŁAŁ !), jedyne co to ostrzegł mnie przed Wojtkiem. To było niesamowicie zabawne. Poszłyśmy do kina lekko spóźnione, ale zdąrzyłyśmy an zapowiedzi, które przecież tak kochamy oglądać. Bylyśmy w małej sali kinowej jak zwykle tylko z kilkoma osobami (w sumie była nas piątka). W pewnym momencie inni wyszli (nie wiem dlaczego, bo wtedy zaczęło się wszystko wyjaśniać, a film był interesujący mimo wartkiej akcji) i zostałyśmy całkowicie same wnaszym kochanym, ostatnim rzędzie. Kiedy film się skończył i skończyły się napisy, pobawiłyśmy się chwilę w zajączki, a dla naszego relaksu sama włączyła się muzyka(soundtracki), najpierw z "Finding Neverland", a później z "Listy Schindlera", albo jak kto woli, z "Genomu"! <3 Byłyśmy zachwycone. No i patrzymy, a tu zaczyna się kolejny film ("Kick-ass"-FUJ!), ale niestety przyszła paniz obsługi i spytała, czy mamy bilety na kolejny seans. Już miałam powiedzieć - "Tak, oczywście", kiedy Soniś mi się wtrąciła i powiedziała - "Niestety nie, ale.. mozemy tu zostać?".Odpowiedź pani z obsługi nie mogła być inna i szybko ubrałyśmy buty i wyszłyśmy z sali. Ale to i tak było cudowne, najcudowniejsze uczucie, siedzieć samemu w kinie z nogami wyłożonymi przed siebie, oglądać a następnie sluchać muzyki.
Potem udałyśmy się na plac zabaw, pijąc i rozmawiając o filmie i o tym, co by było gdyby... nasz mąż gwałcił nasze dzieci. Jakie byłyby nasze reakcje i co byłybyśmy w stanie mu zrobić. Nastrój zrobił się lekko melancholijny, ale ja tak kocham gadać z Sonią ! Żałowałam bardzo, ze nie wzięłam aparatu, bo przecież każde ważne wydarzenie lubię udokumentowywać. Kiedy wróciłam do domu, obejrzałam jeden odcinek serialu i ze zmęczenia położyłam się spać. ;)
Potem udałyśmy się na plac zabaw, pijąc i rozmawiając o filmie i o tym, co by było gdyby... nasz mąż gwałcił nasze dzieci. Jakie byłyby nasze reakcje i co byłybyśmy w stanie mu zrobić. Nastrój zrobił się lekko melancholijny, ale ja tak kocham gadać z Sonią ! Żałowałam bardzo, ze nie wzięłam aparatu, bo przecież każde ważne wydarzenie lubię udokumentowywać. Kiedy wróciłam do domu, obejrzałam jeden odcinek serialu i ze zmęczenia położyłam się spać. ;)
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
SUSHI day, niedziela.
Oh tak cieszmy się i weselmy ! Tak a propos robienia nowych, dziwnych, nieprzewidywalnych lub zbyt odważnych rzeczy, których oczywiscie się wcześniej nie wykonywało. No nie wiem, czy jedzenie surowego, rybiego miejsca jest ekscytujące, bo mnie raczej wydawało się niehumanitarne (bo to w końcu tak jakby jeść żywe, cnie?), ale podołaliśmy (no dobra,Ruda nie podołała) i powiem Wam, było pysznie !
Ogólnie dzień spędziłam z Kacprem, ale cholera, dawno nie byłam tak zdechłym dzieckiem, któremu się nic nie chciało, więc jakoś nastrój mi nie dopisywał. Na dodatek kiedy zadzwoniłam do Rudej i okazało się, że ona nigdzie nie idzie, maksymalnie się wkurzyłam, ale się nie poddałam i udaliśmy się do jej mieszkania, przemówić jej do rozsądku. Niezmiernie lubię kłótnie Rudej z Fredem, dziewczyny są naprawdę niezwykłe, a teksty o cyckach, ich długości w przyszłości i wielkości po prostu wymiatają. Kiedy w końcu udało nam się zebrać, poszliśmy do Sushi Baru na Ogarnej. Tam czekaliśmy godzinę na stolik, kiedy się w końcu doczekaliśmy i usiedliśmy na swoich miejscach, pani kelnerka, bardzo niegzrecznie zresztą wygoniła nas z tekstem, że już nic nie zdąrzymy zjeść. Ale ja chciałam Sushi ! Kurdę mole ! Poszliśmy zatem do restauracji chińskiej, ale w niej było mało ludzi i już nie -50%, ale moja desperacja sięgała już zenitu, więc wylądowaliśmy z kolejnym Sushi Barze na Heweliusza.
- Jest może rezerwacja?
- Yyy, nie?
- O, mają państwo szczęście, właśnie zwolniły się miejsca przy barze.
Więc nie dość, że w końcu przyszło nam spóbować sushi (każdego z nas był to pierwszy raz!), to jeszcze mieliśmy wgląd, na to co robią kucharze i w jaki sposób. Wzieliśmy "wielki" zestaw (szkoda, że nie było nas stać, na ten za 400 zł. ; o) za 60 złotych, co wyszło -50% i po dychę na łebka. JEAH ! I tak minął mi mój dzień pierwszego razu. ^^ Było zabawnie, zwłaszcza jak Ruda zjadła za dużo ostrego sosu, lub kiedy wszystko wypadało mi z talerza.
Ogólnie dzień spędziłam z Kacprem, ale cholera, dawno nie byłam tak zdechłym dzieckiem, któremu się nic nie chciało, więc jakoś nastrój mi nie dopisywał. Na dodatek kiedy zadzwoniłam do Rudej i okazało się, że ona nigdzie nie idzie, maksymalnie się wkurzyłam, ale się nie poddałam i udaliśmy się do jej mieszkania, przemówić jej do rozsądku. Niezmiernie lubię kłótnie Rudej z Fredem, dziewczyny są naprawdę niezwykłe, a teksty o cyckach, ich długości w przyszłości i wielkości po prostu wymiatają. Kiedy w końcu udało nam się zebrać, poszliśmy do Sushi Baru na Ogarnej. Tam czekaliśmy godzinę na stolik, kiedy się w końcu doczekaliśmy i usiedliśmy na swoich miejscach, pani kelnerka, bardzo niegzrecznie zresztą wygoniła nas z tekstem, że już nic nie zdąrzymy zjeść. Ale ja chciałam Sushi ! Kurdę mole ! Poszliśmy zatem do restauracji chińskiej, ale w niej było mało ludzi i już nie -50%, ale moja desperacja sięgała już zenitu, więc wylądowaliśmy z kolejnym Sushi Barze na Heweliusza.
- Jest może rezerwacja?
- Yyy, nie?
- O, mają państwo szczęście, właśnie zwolniły się miejsca przy barze.
Więc nie dość, że w końcu przyszło nam spóbować sushi (każdego z nas był to pierwszy raz!), to jeszcze mieliśmy wgląd, na to co robią kucharze i w jaki sposób. Wzieliśmy "wielki" zestaw (szkoda, że nie było nas stać, na ten za 400 zł. ; o) za 60 złotych, co wyszło -50% i po dychę na łebka. JEAH ! I tak minął mi mój dzień pierwszego razu. ^^ Było zabawnie, zwłaszcza jak Ruda zjadła za dużo ostrego sosu, lub kiedy wszystko wypadało mi z talerza
"-Aga, nie rób mi zdjęć, bo je potem gdzieś wstawiasz !
-Nie, to nieprawda, wstawiam je tylko na bloga, facebooka i naszą-klasę ; D
- No właśnie !"
moja kochana książka ever <3
"Dziubasku, w tej bluzeczce widać Ci małe bąbelki" - Fred vel siostra Rudej
(hahaha, tekst roku !)
mraaaaał ^^
Najlepsze były te zielone kupki, cnie? XD
Kocham Sopot, a weekendy są nudne, czyli piątek i sobota.
No chyba że wpadają Ola i Kamila. ; P Okej, od całego dnia duma mnie rozpiera, ponieważ posprzątałam w pokoju ! Ale to nie jest takie "sprzątanie" jak zwykle - wszystko do szafy i wypsikanie całego Air Wick, żby rodzice nie odczuli smrodu dobiegającego ich z różnych kątów mojego pokoju. Nie, tym razem było inaczej i po 24 godzinach pokój nadal lśni czystością. Wczoraj wpadły Kamila i Ola i poszłyśmy na spacer, krótki zresztą, ale przydało mi się trochę świeżego powietrza. Kiedy Ola poszła, ja z Kamilą zabrałyśmy się za dokańczanie herbaty przy "Requiem for a dream". Następnie pojechaliśmy całą rodzinną gromadką do babci, mojej kochanej oazy spokoju, miejsca, gdzie nawet robienie mięsnych zakupów sprawia wielką przyjemność.
W piątek natomiast, jako jedyna osoba z całej Ephaty (pozdro dla Szymona, który jest mały i został ; /) musiałam bardzo szybko się uwinąć z OKR-u. Ale przynajmniej zobaczyłam gościa, któremu pierwsze miejsce, kawałek serca i wspomnienie oddałam już na początku jego monodramu. Facet był niesamowity, on chyba jedyny sprawił, że śmiałam się na czyimś występie. Normalnie tylko rozumiem poszczególne żarty i jakoś wszystko w głowie sobie porządkuję, ale zazwyczaj moja twarz nie zmienia swojej postaci (tak jak u Adama ; p), ale tym razem sikałam, tak owszem sikałam ze śmiechu. No i szybko wróciłam do domu. A szkoda, bo uwielbiam siedzieć na tych of de biczowych sofach, patrzeć na unoszący się dym, lekko tańczący i zakręcający przy suficie. Uwielbiam również zapach deszczu, który czuć tuż przed jego spadnięciem. Uwielbiam wracać sama do domu i napawać się prawdziwym wiosennym wieczorem, który nie zapada od razu po zakończeniu szkolnych lekcji.
To tyle. ; D
W piątek natomiast, jako jedyna osoba z całej Ephaty (pozdro dla Szymona, który jest mały i został ; /) musiałam bardzo szybko się uwinąć z OKR-u. Ale przynajmniej zobaczyłam gościa, któremu pierwsze miejsce, kawałek serca i wspomnienie oddałam już na początku jego monodramu. Facet był niesamowity, on chyba jedyny sprawił, że śmiałam się na czyimś występie. Normalnie tylko rozumiem poszczególne żarty i jakoś wszystko w głowie sobie porządkuję, ale zazwyczaj moja twarz nie zmienia swojej postaci (tak jak u Adama ; p), ale tym razem sikałam, tak owszem sikałam ze śmiechu. No i szybko wróciłam do domu. A szkoda, bo uwielbiam siedzieć na tych of de biczowych sofach, patrzeć na unoszący się dym, lekko tańczący i zakręcający przy suficie. Uwielbiam również zapach deszczu, który czuć tuż przed jego spadnięciem. Uwielbiam wracać sama do domu i napawać się prawdziwym wiosennym wieczorem, który nie zapada od razu po zakończeniu szkolnych lekcji.
To tyle. ; D
środa, 21 kwietnia 2010
And it's contagious.
Okej, dzisiaj mała fazka na Reginę Spektor, z powodu tajemniczego utworu na konkursie Piosenki Angielskiej I w naszej szkole, a na którym zresztą wraz z Elą i Basią zdobyłyśmy nagrodę bardzo zachwyconej naszym show publiczności (prezentując bardzo patetyczną, poważną piosenkę z niesamowicie głębokim, intelektualnie przewyższającym inne pisoenki tekstem pt. "Explosion") Dostałyśmy nawet książki (no raczej książeczki) po angielsku, a ja namówiłam Panią Żuk, żeby bardzo ładnie wpisała nam uwagi pozytywne. Pani Kornelia (zawsze zapominam jej magicznego nazwiska) namówiła nas nawet na BIS. Więc w szkole generalnie było nawet ciekawie. Grzecznie poprawiłam moją jedyną nieciekawą ocenę z matematyki i nawet nie pisałam sprawdzianu, mając jednocześnie obecność na tejże lekcji - mistrzostwo. Potem poszliśmy do KFC z naszymi kubkami wielorazowego użytku (niedługo zalęgnie się z nim syfek ;*) i poprawiliśmy wyniki naszej przyszłej cukrzycy . Potem spotkałam się z Kacprem i omówiliśmy jego naprawdę niesamowity występ radiowy z Safkiem. Postarali się bardzo i choć nie pobili rekordu radia jak ostatnio odwalili kawał dobrej roboty puszczając "normalną" muzykę. Byłam z nich dumna. <3 (Tak poza tym, słuchajcie ich w czwartek o godzinie 19 w internetowym radiu Escape). Szybko wróciłam do domu, bo moja mama gotowa była mnie z rana wykastrować, bo jestem bardzo bad ; < i o mało co nie zniszczyłam jej nowej patelni, matko.
Teraz nawet wieczorami, gdy siadam na parapecie w patrzę w Moją Noc nie jest już tak smutno. Przynajmniej tak mi się wydaje. Możliwe zresztą, że rozmowy samego z sobą pomagają na zmartwienia i inne choroby psychiczne. Nie chcę się w to zagłębiać. Na razie nic mnie nie obchodzi. Liczy się tylko, żeby obejrzeć choć jeden film lub kilka odcinków House'a oraz nie spać za długo, żeby nie mieć z rana tych uporczywych bólów kręgów i stawów.
Owszem, idę jak zwykle poudawać, że spędzam czas na wnikliwej analizie podręcznika od fizyki.
Teraz nawet wieczorami, gdy siadam na parapecie w patrzę w Moją Noc nie jest już tak smutno. Przynajmniej tak mi się wydaje. Możliwe zresztą, że rozmowy samego z sobą pomagają na zmartwienia i inne choroby psychiczne. Nie chcę się w to zagłębiać. Na razie nic mnie nie obchodzi. Liczy się tylko, żeby obejrzeć choć jeden film lub kilka odcinków House'a oraz nie spać za długo, żeby nie mieć z rana tych uporczywych bólów kręgów i stawów.
Owszem, idę jak zwykle poudawać, że spędzam czas na wnikliwej analizie podręcznika od fizyki.
sobota, 17 kwietnia 2010
O matko, miałam napisać na początek jakieś mądre zdanie, ale wszystkie w miarę sensowne sentencje uciekły mi z głowy. W tym momencie na myśli mam miliony pytań, które zadałam sobie przed kilkoma sekundami, jak tylko otworzyło się moje nowe okno explorera, które jak zwykle pokazało mi na raz aż 7 stron głównych. Po pierwsze - cholera, jaki dzień Opener'a wybrać? Dzień 1- Pearl Jam i Ben Harper, Dzień 2 - Massive Atack, Klaxons i Empire of the Sun !, Dzień 3- Kasabian, Hot Chip i Regina Spektor - ŁAŁ, a Dnia 4 - The Hives. I teraz co? Chyba zrobię losowanie, albo pójdę na wszystkie dni. Przeogromny dylemat prawie moralny. Bo kiedy wybiorę dzień 4, czy Regina Spektor nie obrazi się na mnie do końca życia? Jednak przeogromny dylemat moralny. Już bez prawie.
A tak poza tym odbyły się dni otwarte XIXLO. Było naprawdę wspaniale. Byłam Vitem Corleonem, któremu uslugiwał jego własny syn, Krystjan zarazem. Miałam kilka żon, kilkanaście kochanek i kilkadziesiąt trupów. Oglądaliśmy Ojca Chrzestnego (niestety kiedy był Robert de Niro (tylko w drugiej częsci) nie skupiłam uwagi na ekranie)(Naprawdę nie rozumiem jak można nie kochać i nie podziwiać mistrza Roberta, Martyno !)(Kochany Robercie, składam Ci hołd, klękając na łokciach, dotykając jednocześnie podłogi węzłami chłonnymi, AVE !(cholera, własnie zdałam sobie sprawę,że to praktycznie zupełnie niemożliwe, chyba, że jestem mutantem i nie mam kolan ; O)) Yyy, na czym to ja skończyłam? Nieważne. W każdym bądź razie w tym tygodniu obejrzałam dużo odcinków House'a. Jestem teraz przy trzecim sezonie i przy motywie Trittera, którego tak z Sonią nienawidzimy ! Mam niezmierną ochotę iść do kina. Nawet sama. Miałam to zrobić dzisiaj, ale niestety odgłosy dochodzące z telewizora (OH NARESZCIE ! przez dwa tygodnie byłam prawdziwej żałobie, w powodu tragicznej śmierci mojego starego telewizora(wybychł) (i tak go nie lubiłam, ale fe, nie wolno niekorzystnie mówić o zmarłych!)), czyli anielskie chóry krzywych mordek i głos księdza natrąciły mnie na zmianę decyzji. Do kina pójdę w poniedziałek. I w końcu, po wielu latach wyczekiwania, męki i cierpienia oraz bólu po stracie bliskiej osoby do naszego domu powróci... kablówka ! Tylko dlaczego tata myśli, że teraz już w ogóle nie będę spać? Czy on naprawdę uważa, że będę do godziny czwartej oglądać filmy ? * To karygodne tak myśleć.
* Odpowiedź na to pytanie: (czytaj od tyłu, odpowiedź zakodowana - ! KAT) XD
Okej, zmywam się, dopóki mam świeży musk i odrobinę siły. Papa słodziaczki !
iiiiiii kilka foci. ; D
A tak poza tym odbyły się dni otwarte XIXLO. Było naprawdę wspaniale. Byłam Vitem Corleonem, któremu uslugiwał jego własny syn, Krystjan zarazem. Miałam kilka żon, kilkanaście kochanek i kilkadziesiąt trupów. Oglądaliśmy Ojca Chrzestnego (niestety kiedy był Robert de Niro (tylko w drugiej częsci) nie skupiłam uwagi na ekranie)(Naprawdę nie rozumiem jak można nie kochać i nie podziwiać mistrza Roberta, Martyno !)(Kochany Robercie, składam Ci hołd, klękając na łokciach, dotykając jednocześnie podłogi węzłami chłonnymi, AVE !(cholera, własnie zdałam sobie sprawę,że to praktycznie zupełnie niemożliwe, chyba, że jestem mutantem i nie mam kolan ; O)) Yyy, na czym to ja skończyłam? Nieważne. W każdym bądź razie w tym tygodniu obejrzałam dużo odcinków House'a. Jestem teraz przy trzecim sezonie i przy motywie Trittera, którego tak z Sonią nienawidzimy ! Mam niezmierną ochotę iść do kina. Nawet sama. Miałam to zrobić dzisiaj, ale niestety odgłosy dochodzące z telewizora (OH NARESZCIE ! przez dwa tygodnie byłam prawdziwej żałobie, w powodu tragicznej śmierci mojego starego telewizora(wybychł
* Odpowiedź na to pytanie: (czytaj od tyłu, odpowiedź zakodowana - ! KAT) XD
Okej, zmywam się, dopóki mam świeży musk i odrobinę siły. Papa słodziaczki !
iiiiiii kilka foci. ; D
środa, 14 kwietnia 2010
i feel really, really bad.
Nie, nie chciałam tego zrobić. Ale cóż, stało się. Nie chcę, żeby moje popołudnie wyglądało tak samo jak wczorajsze (czytaj: rzucam kurtkę na ziemię, włączam komputer, kładę nogi prawie na sufit i oglądam od 15 do 24 doktora House'a, po czym udaję się do łóżka zapominając ściągnąć stanik). Nie wychodzi mi bardzo. Wróciłam do domu i znowu włączyłam House'a. Trzeba coś z tym zrobić, bo wczoraj oglądałam odcinek, w którym dziewczynie amputowano nogę z powodu depresji. Ja chcę mieć swoją nogę. Na dodatek nie mam dwóstu złotych na przepiękne różowoamarantowe conversy.
Ale tak z zupełnie innej beczki (swoją drogą ten film Monty Phytona jest ostro pokręcony-o-niczym) jutro dni otwarte w XIXLO (niekomu nie polecam tej szkoły !)(chociaż w sumie, kocham swoją klasę i możliwość nicnierobienia). Będę mężem Martyny, czyli Vito Corleone, bez piersi (będą szczelnie zabandażowane) z cygarem w zębach i chomikiem na rękach, butami na obcasach (Vito Corleone w rzeczywistości był tranwestytą) i Jackiem/bourbonem w kieszeni męskiej marynarki. Mieliśmy "małe" problemy, gdyż pani dyrektor and pani jakaśtamniewymawiajciejejchoregonazwiska powiedziała, że czasy prohibicji są złe, alkohol jest zły, a my lekko pojebani. Zabroniła nam dobrze się bawić, bo XIXLO to nudna szkoła ! (Chrystjan napisał na tabliy XIXLO SSIE i weszła pani derektor po raz drugi) Bardzo się zestresowałam i z zadzwoniłam do pani Żuk z pretensjami (rozmawiałam z nią jakieś 20 minut, ale co tam. za wszystko zapłacił Krystjan Nosorożec) Pani Żuk nasza kochana kobieta była lekko oburzona zmiennością znań dyrektorki, powiedziała również :"Bez butelek nie będzie takiej atmosfery!" (kocham ją naprawdęXD) Biedna pani Żuk zwlekła się z łóżka i zadzwoniła do odgórnych. Ogólnie pani Żuk jest chora bardzo bardzo-"wstanę z łóżka i zadzwonię, ale zaraz mam masaże", "Nie mogę chodzić do szkoły i się wam pokazać, bo byście się śmiali, że mi w kościach strzyka".
Więc jutro każdy gimnazjalisto/licealisto/studencie (rodzicom wstęp wzbroniony!) wpadaj do XIXLO. Pokażemy prawdziwą, buntowniczą prohibicję i będą butelki, a jak !
Mam nadzieję, że tylko mnie nie wywalą ze szkoły.I tak najlepszy był tekst - "to zamiast alkoholu ugotujcie spaghetti"
P.S. Dzisiaj w ogóle w końcu oglądaliśmy Dr.House'a. Odcinek wszystkim się podobał, bo Ksawery cały czas mi się śmiał do ucha.
P.S.S. I o mało co nie ukradłam picia w Carrefurze ! ; O Martyna i Natalia kupiły ciasto one!
Ale tak z zupełnie innej beczki (swoją drogą ten film Monty Phytona jest ostro pokręcony-o-niczym) jutro dni otwarte w XIXLO (niekomu nie polecam tej szkoły !)(chociaż w sumie, kocham swoją klasę i możliwość nicnierobienia). Będę mężem Martyny, czyli Vito Corleone, bez piersi (będą szczelnie zabandażowane) z cygarem w zębach i chomikiem na rękach, butami na obcasach (Vito Corleone w rzeczywistości był tranwestytą) i Jackiem/bourbonem w kieszeni męskiej marynarki. Mieliśmy "małe" problemy, gdyż pani dyrektor and pani jakaśtamniewymawiajciejejchoregonazwiska powiedziała, że czasy prohibicji są złe, alkohol jest zły, a my lekko pojebani. Zabroniła nam dobrze się bawić, bo XIXLO to nudna szkoła ! (Chrystjan napisał na tabliy XIXLO SSIE i weszła pani derektor po raz drugi) Bardzo się zestresowałam i z zadzwoniłam do pani Żuk z pretensjami (rozmawiałam z nią jakieś 20 minut, ale co tam. za wszystko zapłacił Krystjan Nosorożec) Pani Żuk nasza kochana kobieta była lekko oburzona zmiennością znań dyrektorki, powiedziała również :"Bez butelek nie będzie takiej atmosfery!" (kocham ją naprawdęXD) Biedna pani Żuk zwlekła się z łóżka i zadzwoniła do odgórnych. Ogólnie pani Żuk jest chora bardzo bardzo-"wstanę z łóżka i zadzwonię, ale zaraz mam masaże", "Nie mogę chodzić do szkoły i się wam pokazać, bo byście się śmiali, że mi w kościach strzyka".
Więc jutro każdy gimnazjalisto/licealisto/studencie (rodzicom wstęp wzbroniony!) wpadaj do XIXLO. Pokażemy prawdziwą, buntowniczą prohibicję i będą butelki, a jak !
Mam nadzieję, że tylko mnie nie wywalą ze szkoły.
P.S. Dzisiaj w ogóle w końcu oglądaliśmy Dr.House'a. Odcinek wszystkim się podobał, bo Ksawery cały czas mi się śmiał do ucha.
P.S.S. I o mało co nie ukradłam picia w Carrefurze ! ; O Martyna i Natalia kupiły ciasto one!
środa, 7 kwietnia 2010
Otwórzcie te pieprzone drzwi !
Oglądanie Dr.House'a zaczęło mnie troszeczkę dołować. W trakcie swojego domowego więzienia obejrzałam około 70 odcinków i już naprawdę nie mogę więcej. Dlatego teraz od razu włączyłam Bit Torrent, żeby w końcu ściagnąć i obejrzeć jakiś film. Byłam wczoraj u przemiłego pana doktora od uszu (gdyby nie to, że jego wizyta kosztuje tyle co połowa conversów, to pewnie zaglądałabym do niego częściej XD). Nazwał mnie nienormalną, ponieważ błagałam go, żeby zgodził się, żebym poszła do szkoły. Niestety mi nie pozwolił, bo moja mama bardzo wyolbrzymiła godziny mojego pobytu w szkole. A ja już naprawdę nie wytrzymuję psychicznie ! Czuję się taka wyżuta, niechciana, zdesperowana i nic mi się nie chce ! Ale wracając do pana doktora. Sprawdzał mi słuch, pobawił się kamertonem i okazało się, że jestem głucha na prawe ucho *cholerka*, ale podobno za dwa dni powinno mi się poprawić. Rano tez odwiedziła mnie Ruda, rozmawiałyśmy chwilę (znaczy się dwie godziny) i musiałam już iść, więc dupka. Teraz zapewne więszkość mojej klasy siedzi sobie w ławkach na historii , a ja dostaję apopleksji, bo zaczynam miewać bardzo dziwne sny, w których nie mogę sobie przypomnieć przecież tak bardzo znanych mi twarzy.
niedziela, 4 kwietnia 2010
Chorwackie wspomnienia jak najbardziej.
O matko, dzisiaj kolejny raz kiedy wspominam wakacje, lato, upał, i to idealne uczucia, kiedy zanurzasz rękę w piasku, który na początku jest ciepły, a im głębiej sięgasz, tym robi się chłodniejszy. Właśnie uświadomiłam sobie, że praktycznie w ogóle nie oglądałam zdjęć z Chorwacji. Zostało mi jeszcze wiele do wywołania (dlatego nie polecam fotografii analogowej plebsom, czyli mi, bo jest bardzo kosztowna), ale mam nadzieję, że uda mi się je zobaczyć jeszcze w tym roku kalendarzowym. Marzę o jakiejś prawdziwej podróży, chociaż na jeden dzień, żebym mogła popatrzeć na nowe twarze, bo wyraz tutejszych naprawdę mi się znudził. Patrząc na Was, widzę depresję, zimę i robi mi się naprawdę chłodno. (Nie odbierajcie tego personalnie oczywiście !)
Zamieszczam więc kilka cieplutkich i słonecznych zdjęć, bo ja już zapomniałam jak to jest, kiedy nie trzeba zamarzać w tych cholernych tramwajach i można cieszyć się TYM zapachem - wtedy ten aparat, powszechnie niedbale zwany nosem wyczuwa nawet drobne, ale niezwykle szybkie wędrówki mrówek, tak bardzo stęskniony jest za rozkwitem życia. Ten jeden dzień (bodajże półtora tygodnia temu) stanowczo mi nie wystarczył.
A w tym momencie jestem stęskniona nie tylko za latem (za którym zresztą nie przepadam), ale takze za tym, żeby w końcu stąd wyjść, bo siedząc w domu rodzi się we mnie jakaś niespotykanie agresywna siła.
sobota, 3 kwietnia 2010
Oh, jak tu szaro.
Oj dawno, dawno nie pisałam. To zapewne dlatego, że wszystko mnie bolało, zwłaszcza moje prawe ucho, z którego do dzisiaj (i daj Boże, żebym nie zapeszyła) sączyła się krew pomieszana z dziwną, przezroczysto-żółto wydzieliną. JAMI ! Nie mogę myć głowy (mój tata sugeruje, żebym robiła to do końca życia tylko raz w tygodniu), słuchać muzyki w słuchawkach, chodzić na koncerty i jak na razie wychodzić z domu. Wczoraj obejrzałam 14 odcinków Dr.House'a, a przez ostatnie kilka dni także wszystkie odcinki The Vampire Diaries, dzisiaj natomiast Amelię i Charliego i Fabrykę Czekolady - idealne lekkie filmy na poprawę nastroju. Trzeci rok Misterium i oczywiście nie brałam w tym udziału. Nie mam się czym chwalić, nie zarobiłam ukochanych pieniędzy (ukochanych, bo pieniądze zarabiane aktorstwem są naprawdę wspaniałe3). Bardzo zazdroszczę Oli i Martynie, że były dzisiaj na rowerze, bo o czym ja marzę przez ostatnie równe pięć miesięcy?
Dzisiaj malowałam pisanki, kłóciłam się z bratem, kolorowałam kolorowanki, ozdabiałam decoupagem i robiłam zdjęcia. Bardzo zapragnęłam także wakacji. Ostatnio poczułam się jak w wakacje, kiedy to nie mogłam zasnąć, bo bardzo mnie bolało i włączyłam moje cholerne bezduszne szare pudło, które emitowało jakieś nieciekawe i nic nie warte programy typu telejedzenie czy chujCiwcyce o godzinie dokładnie 4:45. Wcześniej miałam okazję obejrzeć Smallville, ale i tak największą frajdę sprawia mi oglądanie i słuchanie przy okazji tego, co od tygodnia słyszę w moim prawym uchu, czyli powszechnie znanego zakonczenia programu (ostatnio najwcześniej na TVP2). Ale muszę Was zmartwić. Wydaje mi się, że zminił się obrazek. Kiedyś to było ciekawsze (wiem, bo jak byłam mała godzinami potrafiłam na to patrzeć i myśleć), teraz zwykłe gejowskie paseczki.
Wiem, nudna jestem i brzmię jak stary zmęczony życiem dziad (kto powiedział, że nastolatka nie może być zmęczona życiem?), na dodatek dawno nie widziałam ludzi i nie rozmawiałam z nikim poza okropnym gadu-gadu i równie złą komórką. Przyznam, że owszem - myślenie mnie zadręcza, a niemyślenie jeszcze bardziej.
Ale, stęskniłam się za Wami-ludzie i za świeżym powietrzem.
P.S.Widziałam wzoraj Buraka w DDTVN ! Cholera, nie mogłam wymyśleć, skąd go znam, dopóki się nie odezwał, a głosu tego pana po prostu nie da się zapomnieć. Od razu napisałam do Kaś.
Po skończonym skończeniu - Nie mogę nawet zrobić listy dziesięciu ulubionych filmów, które zrobiły na mnie wrażenie, które zapamietałam i które zmieniły moje życie, bo nawet nie jestem w stanie wybrać pozycji numer jeden, a tych filmów nie jest dziesieć, tylko trzydzieści dziewięć. Co teraz? Fight Club, czy Taxi Driver? ; < To tak jak wybrać, między mamą a babcią. ; <
Dzisiaj malowałam pisanki, kłóciłam się z bratem, kolorowałam kolorowanki, ozdabiałam decoupagem i robiłam zdjęcia. Bardzo zapragnęłam także wakacji. Ostatnio poczułam się jak w wakacje, kiedy to nie mogłam zasnąć, bo bardzo mnie bolało i włączyłam moje cholerne bezduszne szare pudło, które emitowało jakieś nieciekawe i nic nie warte programy typu telejedzenie czy chujCiwcyce o godzinie dokładnie 4:45. Wcześniej miałam okazję obejrzeć Smallville, ale i tak największą frajdę sprawia mi oglądanie i słuchanie przy okazji tego, co od tygodnia słyszę w moim prawym uchu, czyli powszechnie znanego zakonczenia programu (ostatnio najwcześniej na TVP2). Ale muszę Was zmartwić. Wydaje mi się, że zminił się obrazek. Kiedyś to było ciekawsze (wiem, bo jak byłam mała godzinami potrafiłam na to patrzeć i myśleć), teraz zwykłe gejowskie paseczki.
Wiem, nudna jestem i brzmię jak stary zmęczony życiem dziad (kto powiedział, że nastolatka nie może być zmęczona życiem?), na dodatek dawno nie widziałam ludzi i nie rozmawiałam z nikim poza okropnym gadu-gadu i równie złą komórką. Przyznam, że owszem - myślenie mnie zadręcza, a niemyślenie jeszcze bardziej.
Ale, stęskniłam się za Wami-ludzie i za świeżym powietrzem.
P.S.Widziałam wzoraj Buraka w DDTVN ! Cholera, nie mogłam wymyśleć, skąd go znam, dopóki się nie odezwał, a głosu tego pana po prostu nie da się zapomnieć. Od razu napisałam do Kaś.
Po skończonym skończeniu - Nie mogę nawet zrobić listy dziesięciu ulubionych filmów, które zrobiły na mnie wrażenie, które zapamietałam i które zmieniły moje życie, bo nawet nie jestem w stanie wybrać pozycji numer jeden, a tych filmów nie jest dziesieć, tylko trzydzieści dziewięć. Co teraz? Fight Club, czy Taxi Driver? ; < To tak jak wybrać, między mamą a babcią. ; <
czwartek, 25 marca 2010
Zaraz wixa u Martyny !
Oh, wczoraj była wywiadowka. Na początku trochę się zesrałam, bo w końcu nie zasługuję na jakąkolwiek pochwałę, ale wyszło bardzo w porządku. W końcu jest wolne, czekałam na to bardzo długo (od ferii, tak szczerze powiedziawszy) i chcę to w pełni wykorzystać (dobra, to tylko cztery dni). Zrezygnowałam z udziału w OKR-ze. Tak, zdaję sobie sprawę z czym to może się wiązać, ale niestety, mój brak zdrowego rozsądku podpowiada mi, żebym zachowała zdrowy rozsądek. Poza tym, chyba nadal mam uraz monosceniczny (tak, sama wymyśliłam tą nazwę, taka choroba psychiczna zapewne nie istnieje), kiedy to pani Chojnacka powiedziała, że zbeszcześciłam pamięć Zbigniewa Herberta + nazwała moje wiersze wywiedzone ze słowa "recytacją aktorską" (poloniści powinni wiedzieć, bo skoro uważają się za takich bardzo mądrych, że takie gówno jak recytacja aktorska jest ośmieszeniem teatru, polonistów i wszystkiego w okół, a na dodatek nie istnieje, więc czasem wspominamy z p. Robertem te bardzo zabawne słowa i wybuchamy gromkim śmiechem.). Od tamtej pory, jak na razie przynajmniej, nie widzi mi się piękna recytacja na scenie. Zwłaszcza, że pani Chojnacka może być jutro w Plamie. XD
W sumie nic ciekawego się nie działo. Tylko dzisiaj muszę pamiętać, żeby nie zapomnieć aparatu. A na spotkanie z Lubem nie idę, ponieważ jest o 11.00.
Ariwederczi.
Czy to na pewno na pożegnanie?
W sumie nic ciekawego się nie działo. Tylko dzisiaj muszę pamiętać, żeby nie zapomnieć aparatu. A na spotkanie z Lubem nie idę, ponieważ jest o 11.00.
Ariwederczi.
Czy to na pewno na pożegnanie?
niedziela, 21 marca 2010
Crying Blood
Jestem z siebie niesamowicie dumna ! Zrobiłam to, czego się bałam od ponad pół roku, a mianowicie wyrzuciłam wszstkie za duże na mnie ubrania. Sprawiło mi to ogromną ulgę i dręczący ból jednocześnie, ale uważam, że już dawno to powinnam zrobić. W mojej szafie jest pedantyczny porządek - każdą koszulę prasowałam i składałam za pomocą zeszytu w identyczną szerokość. Moje plecy bolą od wczoraj od jedenastej, ale kurczę, było warto !
Teraz bardzo chcę stąd wyjść i pójść do Ikei z dziewczynami, ale kurczę nikt nic nie wie, a Ola mi nie odpisuje.
W każdym bądź razie idę się odprężyć i obejrzeć Bonnie i Clyde'a, bo potem będę musiała sprzątać i się uczyć.
Teraz bardzo chcę stąd wyjść i pójść do Ikei z dziewczynami, ale kurczę nikt nic nie wie, a Ola mi nie odpisuje.
W każdym bądź razie idę się odprężyć i obejrzeć Bonnie i Clyde'a, bo potem będę musiała sprzątać i się uczyć.
sobota, 20 marca 2010
WIOSNA !
Kurczę czuję ją w stawach. Widzę ją na wyimaginowanej trawie - zobaczyłam siedmiokropkową biedronkę. Przez całe popołudnie chodziłam bez kurtki i kiedy niefortunnie czekałam na autobus usiadłam na trawie i było mi bardzo cieplutko. I cały czas "grałam w karty".
Generalnie po tym moim wczorajszym wpisie, kiedy zrezygnowałyśmy z Elką z występu poszłyśmy wraz z Martyną na dni otwarte IIILO. Wszędzie oporowadzała nas Soniś. Spotkałyśmy też Żabę i Sali (nigdzie nie było Maxa ; <) Sonia Pokazała nam swoją salę, gdzie był ołtarzyk Dr.House'a (ułożyłyśmy mu ze świeczek serduszko i podpisałyśmy się woskiem), pigułki vel. Vicodin, prawdziwe mózgi, wątroby i nerki, a nawet serce. Kiedy dziewczyny gdzieś wywiało odezwał się we mnie instynkt zwierzęcy (spokojnie nadal jestem wegetarianką) i bawiłam się świńskim mózgiem, miętosiłam go, aż w końcu pomieszał się z nerką. Klasa humanistyczna przebrana była za lata 20 - ŁAŁ, a w klasie fizyczno-matematycznej zastrzeliłam Sonię pistoletem zrobionym z ziemniaka i dlugopisu. Pootem an auli spotkałam Przemkę, której znowu bardzo długo nie widziałam. Następnie naszła mnie ochota na ciepłe pączki z najlepszej pączkarni best ever. Dostałam od Michała (jejku, mam nadzieję, że nie pomyliłam imienia, zawsze, ale to zawsze mylę Michałów z Mateuszami oraz Marcinami itd.) aż 20 złotych - chłopak Soni jest bardzo hojny i pozdrawiam go bardzo serdecznie z tego miejsca. Poszłyśmy na pączki, nieźle nam odwalało, a ja wszędzie chodziła z kiltem na sobie (ludzie się dziwnie patrzyli) i w końcu zaczęłyśmy udawać, że uciekłam z wariatkowa. Spotkałyśmy po drodze Basię i Martyna sobie poszła, a ja z Elką pojechałyśmy do Plamy. Potem wróciłam do IIILO już sama, ale okazało się, że jest tam Ruda, więc spakowałyśmy się i poszłyśmy do nowego mieszkania Soniś . Jest wspaniałe. Najbardziej podoba mi się sufit (Sonia wiedziała, że będę nim oczarowana), kuchnia oraz łazienka z wanną dwuosobową. Grałyśmy chwilkę w życie, Ruda jadła mleko z płatkami (Ruda teraz pakuje, hihihi ; *) a potem szybko wyszłam, a Sonia trzymala mi windę (kurczę, mówię Wam, tam jest jakaś extraklasa) i pobiegłam na autobus. Byłam kilka minut wcześniej i czekałam, czekałam, czekałam. Czekałam 20 minut i spóźniłam się pół godziny ; O. Nienawidzę się spóźniać. Kurczę, mam nadzieję, że Kacper nie był mocno zły. Znaczy oczywiście, że był kurczę. ; <<<
Potem były teatralne. Byłam wykończona, a na dodatek nie pojadę na SOFFT, jeżeli nie pójdę na OKR, więc muszę znaleść dzisiaj jakąś poezję. Robiliśmy całkiem trudne rzeczy - jak znajdywanie tekstu agresywnego, pełnego złości i gniewu, pod którym kryje się strach i jednocześnie obojętność, a ja nienawidzę pracy nad teksem i stwierdziłam, że człowiek ma tyle emocji, kiedy nie ma wody na pustyni. Więc wymyśliłam, że moja postać jest żoną milionera i zrodziła mu osiem córek, kiedy on chciał syna dziedzica, więc lekko się wkurzył i zostawił mnie na pustyni. Do tej pory utrzymałam się w konwencji w miarę poważnej. Niestety jak zwykle nie było wey i zrobiłyśmy z Rudą gównianą etiudę o kotletach, fatamorganie, tacie-Jacku i konaniu. Na razie nie mamy spektaklu. Świetnie. Co tam, że mamy go wymyśleć do marca. A ja już nie chcę odgrzewać starych koltletów, naprawdę.
Dzisiaj wielkie sprzątanie. ;// FAK ! W sumie mam na to ochotę, ale kurdę, jak nie posprzątam, to nie pójdę dzisiaj do Soni oglądać filmu !. Wczoraj wieczorem już nawet nie przymeirzałam się do Czasu Apokalipsy. Zasnęłam, obudziłam się, obejrzałam jakiś mega gowniany horror, zasnęłam, obudziłam się, oglądałam nowe zakońzcenie programu (no chyba, że rano około godziny piątek to wszystko się zmienia)
P.S. Właśnie leciała reklama tv z filmikiem związanym z AC/DC. Szkoda, że były tam jakieś bachory. ; D
P.S.S Jestem teraz maksymalnie zajarana. Śpiewamy z Olą Something stupid, zadzwoniłam już do P.Mielewskiej i nam pomoże troszku. I szyjemy sobie spódnice ala Saint Tropez, czy coś takiego. Ah < 3
P.S.S.S Właśnie muszę się dowiedzieć, kiedy trzeba składać zgłoszenia do szkoły muzycznej. W tamtym roku byłam za młoda, ale teraz już nie. I zwiększyła mi si lekko górna i lekko dolna oktawa ! JEAH !
Generalnie po tym moim wczorajszym wpisie, kiedy zrezygnowałyśmy z Elką z występu poszłyśmy wraz z Martyną na dni otwarte IIILO. Wszędzie oporowadzała nas Soniś. Spotkałyśmy też Żabę i Sali (nigdzie nie było Maxa ; <) Sonia Pokazała nam swoją salę
Potem były teatralne. Byłam wykończona, a na dodatek nie pojadę na SOFFT, jeżeli nie pójdę na OKR, więc muszę znaleść dzisiaj jakąś poezję
Dzisiaj wielkie sprzątanie. ;// FAK ! W sumie mam na to ochotę, ale kurdę, jak nie posprzątam, to nie pójdę dzisiaj do Soni oglądać filmu !. Wczoraj wieczorem już nawet nie przymeirzałam się do Czasu Apokalipsy. Zasnęłam, obudziłam się, obejrzałam jakiś mega gowniany horror, zasnęłam, obudziłam się, oglądałam nowe zakońzcenie programu (no chyba, że rano około godziny piątek to wszystko się zmienia)
P.S. Właśnie leciała reklama tv z filmikiem związanym z AC/DC. Szkoda, że były tam jakieś bachory. ; D
P.S.S Jestem teraz maksymalnie zajarana. Śpiewamy z Olą Something stupid, zadzwoniłam już do P.Mielewskiej i nam pomoże troszku. I szyjemy sobie spódnice ala Saint Tropez, czy coś takiego. Ah < 3
P.S.S.S Właśnie muszę się dowiedzieć, kiedy trzeba składać zgłoszenia do szkoły muzycznej. W tamtym roku byłam za młoda, ale teraz już nie. I zwiększyła mi si lekko górna i lekko dolna oktawa ! JEAH !
piątek, 19 marca 2010
SIEMA HENIU !
Dobra, nie pisałam aż kilka dni, cholera ! Teraz mam nadzwyczajnie zły humor, bo zdaję sobie sprawę, że już we wtorek nasza kochana pani Fijas, nauczycielka języka łacińskiego oberwie nam (czyli mnie i Eli) jaja, czyli słowem jednym - wykastruje, za to że nie zaśpiewałyśmy dzisiaj piosenki. Ale co tam. Przecież ja nie mam jaj. ; D
Wczoraj byliśmy kurczę na rozdaniu nagród konkursu czytelniczego, pani Żuk myślała, że mam kamikaze w butelce, ale i tak ją kocham. Z Martyną i Natalią miałyśmy wieczną bekę. Najzabawniejszy był pan, który wcale, ale to wcale nie zwracał na siebie uwagi (czyt. chodził z wielkim ekranem, a potem zrzucił obraz tyłkiem i zbił szybkę). Uwadałyśmy że pijemy wódkę, w rzeczywistości pijąc wodę i klasa 2D dziwnie an nas patrzyła. A Natalia była straszną pijaczką, bo po każdym łyku wyszczerzała zęby w uśmiechu. Potem razem z Pawłem i Olą, która dołączyła do nas po jakimś czasie udaliśmy się do Rock'n'rolla (lubię to). Martyna uczyła grać mnie na perkusji "Seven Nation Army". Kurczę, wiem że nie mam poczucia rytmu, ale sprawiało mi to wielką frajdę. W tramwaju też miałyśmy wyśmienity humor - rozmawialiśmy o różnych przedmiotach zdatnych do spożycia z papieru - papierowa woda, papierowe spagetti, wyciąg z papieru itd.Natomiast w drodze powrotnej do wszystkich mówiłam "siema Heniu". Natalia udawała, że mnie nie zna, a Ola założyła okulary. Z czasem potowarzyszyła mi Martyna, udawałyśmy że jej tata jest posągiem, albo na odwrót, że posąg jest jej tatą i żebrze na cośtam. XD
Gdy wróciłam byłam maksymalnie zmęczona. Próbowałam obejzreć "Czas Apokalipsy" (podejście numer cztery) ale się zmęczyła i zasnęłam. O godzinie 17 ! W sumie spałam 12 godzin i pierwsze co poczułam rano to zmęczenie. Boże, teraz też jestem zmęczona. Mam nadzieję, że jedynie na teatralnych jak zwykle teatr wetchnie we mnie siłę i ducha, bo nie chcę być taka nieżywa.
Na dodatek śnią mi się lody. Ale kurczę, dobrze, że nic innego. Muszę się pochwalić-moje koszmary się skończyły. Przynajmniej jak na razie. Kurczę, wezmę sie dzisiaj za siebie, bo od Deszczowej Piosenki nic nie widziałam, i skończę ten film ! i Napiszę do niego recenzję tak samo jak do Deszczowej Piosenki, żeby choć raz móc być z siebie dumnym !
Wczoraj byliśmy kurczę na rozdaniu nagród konkursu czytelniczego, pani Żuk myślała, że mam kamikaze w butelce, ale i tak ją kocham. Z Martyną i Natalią miałyśmy wieczną bekę. Najzabawniejszy był pan, który wcale, ale to wcale nie zwracał na siebie uwagi (czyt. chodził z wielkim ekranem, a potem zrzucił obraz tyłkiem i zbił szybkę). Uwadałyśmy że pijemy wódkę, w rzeczywistości pijąc wodę i klasa 2D dziwnie an nas patrzyła. A Natalia była straszną pijaczką, bo po każdym łyku wyszczerzała zęby w uśmiechu. Potem razem z Pawłem i Olą, która dołączyła do nas po jakimś czasie udaliśmy się do Rock'n'rolla (lubię to). Martyna uczyła grać mnie na perkusji "Seven Nation Army". Kurczę, wiem że nie mam poczucia rytmu, ale sprawiało mi to wielką frajdę. W tramwaju też miałyśmy wyśmienity humor - rozmawialiśmy o różnych przedmiotach zdatnych do spożycia z papieru - papierowa woda, papierowe spagetti, wyciąg z papieru itd.Natomiast w drodze powrotnej do wszystkich mówiłam "siema Heniu". Natalia udawała, że mnie nie zna, a Ola założyła okulary. Z czasem potowarzyszyła mi Martyna, udawałyśmy że jej tata jest posągiem, albo na odwrót, że posąg jest jej tatą i żebrze na cośtam. XD
Gdy wróciłam byłam maksymalnie zmęczona. Próbowałam obejzreć "Czas Apokalipsy" (podejście numer cztery) ale się zmęczyła i zasnęłam. O godzinie 17 ! W sumie spałam 12 godzin i pierwsze co poczułam rano to zmęczenie. Boże, teraz też jestem zmęczona. Mam nadzieję, że jedynie na teatralnych jak zwykle teatr wetchnie we mnie siłę i ducha, bo nie chcę być taka nieżywa.
Na dodatek śnią mi się lody. Ale kurczę, dobrze, że nic innego. Muszę się pochwalić-moje koszmary się skończyły. Przynajmniej jak na razie. Kurczę, wezmę sie dzisiaj za siebie, bo od Deszczowej Piosenki nic nie widziałam, i skończę ten film ! i Napiszę do niego recenzję tak samo jak do Deszczowej Piosenki, żeby choć raz móc być z siebie dumnym !
niedziela, 14 marca 2010
Częstochowa !
Jestem wykończona, ale powiem Wam, że dawno nie byłam w tak cudownym i inspirującym mieście jak Częstochowa ! Było bardzo zimniutko, miałam wiosenny płaszczyk i nie posiadałam czapki, a tam wichury i zamiecie śnieżne, - 10 stopni, ale jakoś przetrwałam. Tylko bardzo denerwował mnie pan kierowca, który o trzecioej w nocy otwierał autokar na oścież, że mieliśmy taką samą temperaturę jak na zewnątrz i wszyscy szczękali zębami tworząc cudowną orkiestrę. W tamtą stronę cały czas śpiewałyśmy, słuchałyśmy moich ukochanyh soundtracków filmowych oraz serialowych (jak zwykle przeważył soundtrack Dr.House'a ;D)
Na miejscu poczułam się bajecznie, mimo iż nie mogłam już ruszać rączkami z zimna.
Występ był naprawdę wspaniały ! Graliśmy prawie od razu po przyjeździe i dzięki temu mieliśmy dużo czasu dla siebie. Kiedy zobaczyliśmy scenę, która nie była sceną, ogarnął nas przestrach, bo nie dość, że nie ćwiczone na zwykłej scenie, to co dopiero ogarnąć ten kawałek podłogi, który sceną nie jest. Ale udało się, nie było z pewnością idealnie, ale Ja z Sonią byłyśmy bardzo zadowolone - dawno nic nie sprawiło mi takiej frajdy jak bieganie na spektaklu z jednej strony na drugą. Normalnie rześmy truchtali, teraz to był dziki, szaleńczy i piękny bieg, z okrzykami, dzięki którym poczułam się wolna i zamarzyłam o wakacjach. ;P
Hmm, potem działo się jeszcze więcej. Wyczerpaliśmy zapasy z mieszkania Soni. I miałyśmy ze wszystkiego bekę. Najfajniej było pod prysznicem. I te namolne błagania - chodźmy się umyć i pozbyć tego smrodu ! To było cudowne. Potem poszliśmy do KFC i dostałam 10 złotych (niby na jedzenie, ale ja już jakoś nie miałam pieniędzy, więc się wzbogaciłam XD) i ja razem z Rudą zasnęłyśmy. Ona skulona na siedzeniu, ja z nosem przyklejonym do blatu - straciłam w ten sposób godzinę ! Hahahahhaha, pan Robert miał z nas podobno straszną bekę, a kiedy wstałam mówił coś o pomidorze na moim nosie. Rudą trzeba było budzić 15 minut, już myśleliśmy, że umarła w śnie. XD
Hmhmhm, potem spędziliśmy (myślałam, że bardzo się wydłużą) godziny w auli. Znowu spałam, ale kiedy się obudziłam naprawdę fajny ksiądz i genialny chórek zaczęli śpiewać mega melodyjne piosenki religijne, zakochałam się w nich ! Ephata wybiegła przed scenę i zaczęła wixować. Po chwili patrzymy a z nami wiksują Ci wszyscy maturzyści, jednym słowem, zgoromadziliśmy całą widownię. ŁAŁ !
Było tak pięknie, że aż w pewnym momencie, wykrzykując imię Jezusa w niebiosa i wychwalając jego dobra z taką werwą i prawdziwym szczęściem przestraszyłam się, że i ja wrócę z pielgrzymki w takim stanie jak Jasiu. Może i jestem pełniejsza wiary, ale niekoniecznie w postacie mityczne. Ale miło było wychwalać stwórcę.
Teraz słucham cudownego soundtracku z Pulp Fiction, Kill Billa oraz Listy Schindlera, a z torrentów ściąga mi się Deszczowa Piosenka - nie widziałam jej od bardzo dawna. Ostatnim razem na VHS, kiedy byłam jeszcze bardzo, bardzo mała. ; D
Na miejscu poczułam się bajecznie, mimo iż nie mogłam już ruszać rączkami z zimna.
Występ był naprawdę wspaniały ! Graliśmy prawie od razu po przyjeździe i dzięki temu mieliśmy dużo czasu dla siebie. Kiedy zobaczyliśmy scenę, która nie była sceną, ogarnął nas przestrach, bo nie dość, że nie ćwiczone na zwykłej scenie, to co dopiero ogarnąć ten kawałek podłogi, który sceną nie jest. Ale udało się, nie było z pewnością idealnie, ale Ja z Sonią byłyśmy bardzo zadowolone - dawno nic nie sprawiło mi takiej frajdy jak bieganie na spektaklu z jednej strony na drugą. Normalnie rześmy truchtali, teraz to był dziki, szaleńczy i piękny bieg, z okrzykami, dzięki którym poczułam się wolna i zamarzyłam o wakacjach. ;P
Hmm, potem działo się jeszcze więcej. Wyczerpaliśmy zapasy z mieszkania Soni. I miałyśmy ze wszystkiego bekę. Najfajniej było pod prysznicem. I te namolne błagania - chodźmy się umyć i pozbyć tego smrodu ! To było cudowne. Potem poszliśmy do KFC i dostałam 10 złotych (niby na jedzenie, ale ja już jakoś nie miałam pieniędzy, więc się wzbogaciłam XD) i ja razem z Rudą zasnęłyśmy. Ona skulona na siedzeniu, ja z nosem przyklejonym do blatu - straciłam w ten sposób godzinę ! Hahahahhaha, pan Robert miał z nas podobno straszną bekę, a kiedy wstałam mówił coś o pomidorze na moim nosie. Rudą trzeba było budzić 15 minut, już myśleliśmy, że umarła w śnie. XD
Hmhmhm, potem spędziliśmy (myślałam, że bardzo się wydłużą) godziny w auli. Znowu spałam, ale kiedy się obudziłam naprawdę fajny ksiądz i genialny chórek zaczęli śpiewać mega melodyjne piosenki religijne, zakochałam się w nich ! Ephata wybiegła przed scenę i zaczęła wixować. Po chwili patrzymy a z nami wiksują Ci wszyscy maturzyści, jednym słowem, zgoromadziliśmy całą widownię. ŁAŁ !
Było tak pięknie, że aż w pewnym momencie, wykrzykując imię Jezusa w niebiosa i wychwalając jego dobra z taką werwą i prawdziwym szczęściem przestraszyłam się, że i ja wrócę z pielgrzymki w takim stanie jak Jasiu. Może i jestem pełniejsza wiary, ale niekoniecznie w postacie mityczne. Ale miło było wychwalać stwórcę.
Teraz słucham cudownego soundtracku z Pulp Fiction, Kill Billa oraz Listy Schindlera, a z torrentów ściąga mi się Deszczowa Piosenka - nie widziałam jej od bardzo dawna. Ostatnim razem na VHS, kiedy byłam jeszcze bardzo, bardzo mała. ; D
piątek, 12 marca 2010
696969 !
Nadszedł już czas na melanż ostateczny - mądrości króla Juliana są naprawdę mądre i wspaniałe !
Dzisiaj jedziemy do Częstochowy. Jestem tym faktem bardzo zajarana.Wczoraj wyczyściłam bardzo dokładnie łazienkę Soni, Kaś stwierdziła, ze jej mieszkanie nigdy nie było tak czyste. W szkole pisałyśmy wraz z Martyną wiersz o Niesiołowskiej, ale ja pomagałam jej tylko troszkę, a potem na fizyce wysyłałyśmy do siebie listy do bravo. Chętnie bym je przepisała, ale niestety nasza twórczość jest troszeczkę niecerzuralna i niemila dla kolegów i koleżanek (jeżeli tak można ich w ogóle nazwać ; O) Kacprowi, Soni, Kaś i Żabie chyba się podobały nasze utwory - naprawdę trzeba je wsyłać do redakcji Bravo. Znowu informatyka, kolejny piątek i jakoś nie cieszę się na razie z tego faktu, iż dzisiaj na przykład piszę sprawdzian z renesansu i nie jestem jeszcze spakowana. Dzięki Bogu, że zrobiłam tydzień temu listę rzeczy. Przypominam też Martynie, że obiecała mi wysłać do mnie sms-a, kiedy będę w autokarze. ; P Zaraz muszę iść po torbę, którą przysiosła mi Ola. Miałam sobie taką kupić, ale jakoś nie było okazji i teraz niewdziecznie muszę od niej sępić. W ogóle wczoraj zamarzłam na chwil kilka ! Ośliniłam z tego powodu rękawiczki Tomkiefa. hihihi. Nie chcę nic mówic, ale dzisiaj 69 wpis, więc powinnam być bardziej podniecona i chwalić 69 od początku wpisu do końca, ale no cóż... jakoś dzisiaj nie jest idealny dzień na liczbę 69. Generalnie nie wiem co się ze mną dzieje. Od imprezy Soni zasypiam o 20.00 i wstaję o trzeciej w nocy. I w ogóle nie odczuwam, że to wcale nie jest ranek - wręcz przeciwnie. Robię wszystkie rzeczy jak zwykle, tylko trzy razy dłużej. Nawet kawa mi nie smakuje.Chyba muszę odpocząć i przestać spać. Wtedy moj organizm się unormuję. W ogóle śpiewamy z Elą na dzień języków Yesterday Beatlesów po łacinie ! Musimy jeszcze trochę przećwiczyć i ja muszę odnaleźć bitlesowe karaoke, ale no cóż, mam nadzieję, że podołamy !
* Pamiętam bardzo dokładnie te czasy, kiedy żeśmy sławili to 69 i sławili, chociażby naszą nieśmiertelną grą 69. eh ; D
Dzisiaj jedziemy do Częstochowy. Jestem tym faktem bardzo zajarana.Wczoraj wyczyściłam bardzo dokładnie łazienkę Soni, Kaś stwierdziła, ze jej mieszkanie nigdy nie było tak czyste. W szkole pisałyśmy wraz z Martyną wiersz o Niesiołowskiej, ale ja pomagałam jej tylko troszkę, a potem na fizyce wysyłałyśmy do siebie listy do bravo. Chętnie bym je przepisała, ale niestety nasza twórczość jest troszeczkę niecerzuralna i niemila dla kolegów i koleżanek (jeżeli tak można ich w ogóle nazwać ; O) Kacprowi, Soni, Kaś i Żabie chyba się podobały nasze utwory - naprawdę trzeba je wsyłać do redakcji Bravo. Znowu informatyka, kolejny piątek i jakoś nie cieszę się na razie z tego faktu, iż dzisiaj na przykład piszę sprawdzian z renesansu i nie jestem jeszcze spakowana. Dzięki Bogu, że zrobiłam tydzień temu listę rzeczy. Przypominam też Martynie, że obiecała mi wysłać do mnie sms-a, kiedy będę w autokarze. ; P Zaraz muszę iść po torbę, którą przysiosła mi Ola. Miałam sobie taką kupić, ale jakoś nie było okazji i teraz niewdziecznie muszę od niej sępić. W ogóle wczoraj zamarzłam na chwil kilka ! Ośliniłam z tego powodu rękawiczki Tomkiefa. hihihi. Nie chcę nic mówic, ale dzisiaj 69 wpis, więc powinnam być bardziej podniecona i chwalić 69 od początku wpisu do końca, ale no cóż... jakoś dzisiaj nie jest idealny dzień na liczbę 69. Generalnie nie wiem co się ze mną dzieje. Od imprezy Soni zasypiam o 20.00 i wstaję o trzeciej w nocy. I w ogóle nie odczuwam, że to wcale nie jest ranek - wręcz przeciwnie. Robię wszystkie rzeczy jak zwykle, tylko trzy razy dłużej. Nawet kawa mi nie smakuje.Chyba muszę odpocząć i przestać spać. Wtedy moj organizm się unormuję. W ogóle śpiewamy z Elą na dzień języków Yesterday Beatlesów po łacinie ! Musimy jeszcze trochę przećwiczyć i ja muszę odnaleźć bitlesowe karaoke, ale no cóż, mam nadzieję, że podołamy !
NIECH 69 BĘDZIE Z WAMI !*
* Pamiętam bardzo dokładnie te czasy, kiedy żeśmy sławili to 69 i sławili, chociażby naszą nieśmiertelną grą 69. eh ; D
środa, 10 marca 2010
saaaaaalsa.
jest 5:53, za 20 minut mam autobus, siedzę w piżamie i nawet jeszcze nie zaparzyłam wody na herbatę, ale to dlatego, że szukam czegoś o renesansie, bo nic nie umiem. Nic się ni zmieniło w moim myśleniu, chociaż coś tam się wydarzyło. W szkole jest zabawnie hihihi ; *
Wczoraj była wixa u Martynki i było suuuper, potm spotkałam sie z Rudą i też było super. Dodoałam sobie odwagi i wszystko jej powiedziałam.
Hmhm, pierwsza historia, soł who cares? mam jeszcze dużo czasu. ; D
P.S. Mam jakąś okropną fazę na OSTR. XD
Wczoraj była wixa u Martynki i było suuuper, potm spotkałam sie z Rudą i też było super. Dodoałam sobie odwagi i wszystko jej powiedziałam.
Hmhm, pierwsza historia, soł who cares? mam jeszcze dużo czasu. ; D
P.S. Mam jakąś okropną fazę na OSTR. XD
poniedziałek, 8 marca 2010
TAKTAKTAK ! Avatar TYLKO 3 oskary !
Jestem dumna chociaż raz z Akademii. No nie ma co, ale kurczę, wszystko tak zastanawiali się - zgarnie wszystko? I gówno, Cameron zawsze mnie denerwował, bo Terminator jesy cudowny i mu zazdrościłam, ale łał od razu poprawił mi się nastrój. ; P
Ale okej, teraz się wyżalę, bo nie wiem jak do jasnej cholery Sandra Bullock mogła dostać Oskara. Albo Hurt Locker aż tyle ! i Brak oskara dla Królika po Berlińsku? Kurdę, już nie mam tak dobrego nastroju i się wkurzyłam.
Na dodatek nikt mnie nie rozumie. Mama każe mi jeść coś innego od soku pomidorowego i starych chrupek. Dlatego musi mi psuć pół dnia i moje plany na wieczór. Jestem bardzo zmęczona i nie mam siły wyjść do kiosku. Oglądam Przystanek Alaska, ale tylko płakać mi się chce, bo historia Maggie i Flajśmana tak cholernie mi coś przypomina. Nikt nie znajduje prawdy w moich słowach. Bredzę. Coś czuję, że za dużo tutaj niedopowiedzeń. Poczekam na lepsze jutro albo coś w tym stylu. I tylko udaję, że jest wspaniale śmiejąc się gromko na zastępstwie z angielskiego, oglądając Dziennik Bridget Jones i jakieś gupje angielskie skecze, z tym głupim sztucznym śmiechem z offu, z którego też się śmieję wraz z Martyną wręcz leżąć na podłodze.
Eh. Okej. Dzisiaj robię sobie tak jak ostatnio bardzo żałosną noc. Prześpię się chwilkę teraz i potem wstanę, obiecuję.
Ale okej, teraz się wyżalę, bo nie wiem jak do jasnej cholery Sandra Bullock mogła dostać Oskara. Albo Hurt Locker aż tyle ! i Brak oskara dla Królika po Berlińsku? Kurdę, już nie mam tak dobrego nastroju i się wkurzyłam.
Na dodatek nikt mnie nie rozumie. Mama każe mi jeść coś innego od soku pomidorowego i starych chrupek. Dlatego musi mi psuć pół dnia i moje plany na wieczór. Jestem bardzo zmęczona i nie mam siły wyjść do kiosku. Oglądam Przystanek Alaska, ale tylko płakać mi się chce, bo historia Maggie i Flajśmana tak cholernie mi coś przypomina. Nikt nie znajduje prawdy w moich słowach. Bredzę. Coś czuję, że za dużo tutaj niedopowiedzeń. Poczekam na lepsze jutro albo coś w tym stylu. I tylko udaję, że jest wspaniale śmiejąc się gromko na zastępstwie z angielskiego, oglądając Dziennik Bridget Jones i jakieś gupje angielskie skecze, z tym głupim sztucznym śmiechem z offu, z którego też się śmieję wraz z Martyną wręcz leżąć na podłodze.
Eh. Okej. Dzisiaj robię sobie tak jak ostatnio bardzo żałosną noc. Prześpię się chwilkę teraz i potem wstanę, obiecuję.
niedziela, 7 marca 2010
Alicja w krainie czarów.
Film bez szału. Niestety. Oprócz właśnie wspaniałej roli Heleny Bonham Carter (o której już wspominała zresztą Martyna ; D) i pląsów Johnnego, przy których sikałam i powiedziałam na pół kina "o kurwa" i wtedy zaczęła sikać Kaś i Ruda nic mnie nie zachwyciło. Chociaż to duży plus. Pierwszą Alicję oceniłam na 2/10. Ta zasługuje na 6/10, ale to, że się nie nudziłam podwyższa mu ocenę o cały jeden. : D Tak więc w kinie było naprawdę fajnie. Potem Martyna poszła i uciekłyśmy szybko ludziom, żeby być przed nimi u Soni, bo czekała na nas Ela. Generalnie już nigdy więcej nie będę na nic zbierać pieniędzy ! Myślałam, że cholera mnie trafi ! Jezu i nikt nie chciał się posunąć w głab siedzień i miałam starsznie przesrany nastrój, ale potem film wszystko zmienił i nawet przeprosiłam Pawceja (chyba musiałam się stuknąć w główkę XD).
Impreza jak impreza. Na początku kilka osób w tym ja zamknęliśmy się w sypialni i słuchaliśmy muzyki z laptopa Tomkiefa i to była przerażająco ostra wixa. Potem przyszła Sonia i słychałyśmy "American Cowboy" < 3333 , "Be Italian" i śpiewałyśmy "When You're God to Mama". Było zabawnie. Potem postanowiłam wyłonić się z sypialni i generalnie nie pamiętam wszystkiego po kolei, ale wiem, że byłam mega szczęśliwa, kiedy mialam okazję bawić się w Pawcejem i kurdę cały czas wycierałam ją o jego koszulę, on mi ją rzucił na włosy i tak dalej. Łasek rano był bardzo zdziwiony, że taki stary człowiek brał udział w takiej zabawie ze mną. Zresztą prawidzie sprawozdanie usłyszymy albo na zajęciach, albo w drodze do Częstochowy, która będzie za tydzień. Dowiaduję się wtedy wielu ciekawych rzeczy.
Generalnie nic się ciekawego nie działo. Tylko poszłam z Sonią przed czwarta na spacer w oazę spokoju i było mega cudownie. I wszystko jej powiedziałam. Nadal w to nie wierzę ! Boże, ale byłam głupia. Oli też powiedziałam co nieco. Najlepiej o tym zapomnijcie. ; P
Powiem Wam, że oczywiście dużo myślałam po tym wszystkim. Obejrzałam sześć ocinków Przystanku Alaska myśląc, że patrzenie na Flajśmana i Meggi coś mi pomoże, ale niestety nie czuję się z tym lepiej.
Po prostu muszę przestać myśleć jak "kobieta", próbując znaleźć logiczne rozwiązanie. Tylko ja nie wierzę w logiczne rozwiązania, więc dlaczego ich szukam? Przecież wiem, że podświadomość istenieje tylko w snach to po co o niej myślę? I okej uspokajam się, że to ta sama przypadłość jak z Olą, ale moje serce mówi, że to nie to. Jest mi dziwnie, ale w końcu się wyspałam. Przespałam 20 godzin i mój kark jest jakiś krzywy. Obudziłam się baaaardzo spragniona, a mama w trakcie mojego snu myślała, że umarłam i wąchała mnie, czy przypadkiem nie zalnęłam sobie setki albo jakiejś innej krechy. XD Zabawne.
Jutro do szkoły. Eh jestem jakaś samotna. Muszę z kimś spędzić troszkę czasu w milczeniu, to zawsze mi pomaga. Coś czuję, że trzeba się wybrać do szafy ! < 3
Teraz słucham American Cowboy oczywiście. XD
A OSKARY JUŻ ZA 14 GODZIN 19 MINUT i 58 SEKUND !!!
Zapowiada się bardzo nieprzespana noc. ; P
Impreza jak impreza. Na początku kilka osób w tym ja zamknęliśmy się w sypialni i słuchaliśmy muzyki z laptopa Tomkiefa i to była przerażająco ostra wixa. Potem przyszła Sonia i słychałyśmy "American Cowboy" < 3333 , "Be Italian" i śpiewałyśmy "When You're God to Mama". Było zabawnie. Potem postanowiłam wyłonić się z sypialni i generalnie nie pamiętam wszystkiego po kolei, ale wiem, że byłam mega szczęśliwa, kiedy mialam okazję bawić się w Pawcejem i kurdę cały czas wycierałam ją o jego koszulę, on mi ją rzucił na włosy i tak dalej. Łasek rano był bardzo zdziwiony, że taki stary człowiek brał udział w takiej zabawie ze mną. Zresztą prawidzie sprawozdanie usłyszymy albo na zajęciach, albo w drodze do Częstochowy, która będzie za tydzień. Dowiaduję się wtedy wielu ciekawych rzeczy.
Generalnie nic się ciekawego nie działo. Tylko poszłam z Sonią przed czwarta na spacer w oazę spokoju i było mega cudownie. I wszystko jej powiedziałam. Nadal w to nie wierzę ! Boże, ale byłam głupia. Oli też powiedziałam co nieco. Najlepiej o tym zapomnijcie. ; P
Powiem Wam, że oczywiście dużo myślałam po tym wszystkim. Obejrzałam sześć ocinków Przystanku Alaska myśląc, że patrzenie na Flajśmana i Meggi coś mi pomoże, ale niestety nie czuję się z tym lepiej.
Po prostu muszę przestać myśleć jak "kobieta", próbując znaleźć logiczne rozwiązanie. Tylko ja nie wierzę w logiczne rozwiązania, więc dlaczego ich szukam? Przecież wiem, że podświadomość istenieje tylko w snach to po co o niej myślę? I okej uspokajam się, że to ta sama przypadłość jak z Olą, ale moje serce mówi, że to nie to. Jest mi dziwnie, ale w końcu się wyspałam. Przespałam 20 godzin i mój kark jest jakiś krzywy. Obudziłam się baaaardzo spragniona, a mama w trakcie mojego snu myślała, że umarłam i wąchała mnie, czy przypadkiem nie zalnęłam sobie setki albo jakiejś innej krechy. XD Zabawne.
Jutro do szkoły. Eh jestem jakaś samotna. Muszę z kimś spędzić troszkę czasu w milczeniu, to zawsze mi pomaga. Coś czuję, że trzeba się wybrać do szafy ! < 3
Teraz słucham American Cowboy oczywiście. XD
A OSKARY JUŻ ZA 14 GODZIN 19 MINUT i 58 SEKUND !!!
Zapowiada się bardzo nieprzespana noc. ; P
Subskrybuj:
Posty (Atom)






