Kurczę, dawno nie przeżyłam takich paradoksalnych, wręcz niemożliwych do osiągnięcia uczuć ! Ten dzień był szybki, ale wolny, wolny ale szybki, wesoły, ale jednocześnie zmulony.
Dziękuję, bardzobardzobardzo Martynie (i Pawłowi także), dawno się tak dobrze nie bawiłam w szkole. Dziękuję też Rudej, hihihi, jesteśmy warjatami. Ostatnio nie mam czasu, weny, chęci, pomysłu, potrzeby, koncepcji na pisanie na blogu, soł nie chce mi się nawet opowiadać jak wspaniale było na Maratonie House'a
, czy na Nocy Muzeów . Ten tydzień generalnie jest intensywny. Dzisiejszy wieczór chociażby miałam spędzić w kinie (w końcu kurczę !), ale zmarnowałam kilka dobrych godzin na czekanie na próbę, potem na samą próbę, a potem na okropny powrót do domu, więc kino oczywiście nie wypaliło. A propo przymierzania strojów mam jak zwyklę beznadziejną, brzoskwiniową, średniowieczną szmatę, ale i tak zapraszam wszystkich na paradę w piątek o godzinie czternastej na Długą, gdzie będę jakąś wiejską mieszczką, machającą nieznajomym przybyszom. O dziesiątej rano (zawsze nie lubiłam pani dyrektor PM) wystawiamy kabarety + grosteskę, więc jak nie lubicie szkoły to wpadajcie.
To tyle chybka. ARIWEDERCZI !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz