poniedziałek, 14 czerwca 2010

14 czerwca.

Spokojnie, to tylko wiatr zmienia kierunek. Tylko szkoda, że tak bardzo napierdala mi w oczy i nie pozwala spokojnie oddychać. Napawam się więc smakiem koktajlu truskawkowego, bo cukier jest mi dzisiaj jak najbardziej potrzebny i marzę o dobrym jutrze. Albo o wakacjach. Mam tylko takie małe pragnienie - żeby wracać o godzinie 22.00 z własnej woli, a nie po próbach do spektaklu, którego jeszcze nie do końca rozumiem. Premiera w środę. Muszę się nauczyć bardzo interesujących sentencji, żeby nie zawieść pani F., mamy, taty, babci, dziadka, kota, psa, chomika, prochów innego chomika, kotów babci, siostry i jej męża, kolejnego dziadka, ktorego nawet nie znam imienia i innych mieszkańców kuli ziemskiej. Mi przestało zależeć dawno. Chyba mam to w dupie. Ostatnio miałam taki sen, w którym nawet do obcych osób podchodziłam i mówiłam "pieprz się" lub "mam to/cię/was w dupie" i życie było bardzo łatwe. Poszłabym już spać, żeby dzisiejszy dzień mieć za sobą, ale niestety, moja ambicja odzywa się dopiero po mjakmiłość, więc dopiero teraz idę się uczyć. A równie dobrze mogłam sobie olać próbę. Ale przyszedł Tomkief z łysym Pawcejem i nas żegnali. Smutno. Ale Tomkief zagra ostatni raz w środę i przyprowadzi swoje sławne lesbijki. Super !

Brak komentarzy: