wtorek, 17 sierpnia 2010

Przeczytałam wszystkie moje stare wpisy. Postanowiłam napisać coś w starym stylu. Coś co całkowicie opisze mój cały dzień. Szkoda, że nie opsiałam tak całych wakacji, ale zanudziłabym wszystkich moi drodzy. Dzisiejszy dzień zaczął się oczywiście od nocnej rozmowy z Sonią. Hahaha, dobrze, że rozkminy życia mi się skończyły, Sonia pomogła, everything is fine, i hope so. Porozmawiałam również z Darią, z którą ostatnio zarąbiscie mi się rozmawia i mam z nią wspaniały kontakt. Przez całą Słoniową mistyfikację pt " zadzwoń do niego, namów na rozmowę i udawaj że nic nie wiem" zrąbał mi się nastrój i mimo moich wspaniałych obietnic i dobrego ostatniego postępowania w końcu po kilku miesiącach skłamałam (jest mi z tym bardzo, ale to bardzo źle). Kilkugodzinna depresja tak bardzo zrąbała mi nastrój, poszłam z bratem na spacer i znowu uciekłam z domu, żeby już o niczym nie myśleć. Szłam do Rudej, wydawało mi się, ze nieco się spieszyłam, ale spotkałam Łaska i pogadałam z nimi trochę, krzycząc lekko na Tuska, który mnie zdenerwował lekko. Kobieta zmienną jest. Zapomniałam o całym okrutnym poranku, udałam się do Rudej na rozmowę, niestety w dziwnym stanie głupawki. Rozmowa z mamą Rudej tchnęła we mnie pozytywnego ducha i Boga, którego przecież tak dawno nie widziałam. Ruda nie ma szacunku dla swojej mamy, więc ta bardzo mnie polubiła, kiedy wykazałam niezykłe zainteresowanie w aspektach religijnych. Potem pojechałam do Łaska łaskobomilem, po głupie filmy, bo ostatnie, które od niego odstałam zostały nawet nie obejrzane, a pochłonięte, mimo iż nie do końca ambitne, spodobały mi się niezwykle. Wacajac do domu, wszystkie dresy po kolei wbijały we mnie swój wzrok, którego nigdy nie zrozumiem. Porozmawiałam z Tuskiem i przyznaję, że była to chyba najbardziej pochlastana rozmowa, jaką pamiętam w przeciągu ostatnich kilkunastu godzin (to było lepsze, niż usłyszeć 52 raz pytanie "Aga, co jest?") W kazdym bądź razie omówiliśmy nasze doznania pod ciekawymi względami. Znowu postękałam Darii. Jutro spotkanie z Elą, potem Anią i Martyną i Olxem ! Stan beznadziejnosci się nie zmienił, zwłaszcza po tym co przed chwilą usłyszałam. Faceci znowu pomyśleli kutasem, nie pierwszy i niestety nie ostatni raz. To smutne. Kolejny mężczyzna, który mnie zawiódł, a ja przestałam sobie z tego robić. Nawet nobecność, tylko obecność sprawia, że jestem szczęśliwa. Nie wiem co niektórzy mają w swojej aurze. On ma zbyt wiele. Teraz ide zająć się głupimi filmami, bo niesteyu wszystkie w miarę ambitne i nieambitne, ale ambitniejsze czarne komedie już obejrzałam. Teraz czeka mnie "Kung Fu szał". Życzcie mi szczęścia we wszystkim, żeby życiowa pogoda stała się jaśniejsza, żeby świat odzyskał kolory nawet po 21. ; )

Brak komentarzy: