wtorek, 31 sierpnia 2010
Zmarszczyłam czoło zupełnie zapominając o mojej maseczce, którą swoją drogą nazywam czterdziestominutówką. Noszenie czterdziestominutówki generalnie sprawia mi delikatny, przyjemny ból, a po zużyciu czterdziestominutówki twarz robi się o 30% mniejsza. Zmarszczyłam czoło dlatego, bo naprawdę nie wiem co mam napisać. Napisać, że było fajnie? Brednie, słowo 'fajne/fajny/fajna' nie powinno w ogóle znaleźć się w słowniku języka polskiego. Słowo jak zwykle oznaczające wszystko i nic. Prawdę powiedziawszy bałam się, że nie powrócę do szkolnego nastroju, czekałam z tym prawie do samego końca wakacji i nagle siedząc przed telewizorem, zabierając się za jakiś delikatniejszy film (po obejrzeniu "American Psycho", który nieźle zrobił mnie w konia), czyli za "Małą Moskwę" poczułam to coś. To coś, co sprawia, że mam ochotę zostać pedantką, wysprzątać cały pokój (ale oczywiście tego nie robię), co sprawia, że o tej porze zaczynam malować swoje ukochane pudełka i zaczynam mieć ten swój melancholijny, niezbyt ciekawy nastrój. Może to nie ma żadnego związku z nowym rokiem szkolnym i po prostu nadal odczuwam najgorsze uczucie, zbyt nacechowane emocjonalnie, któro na imię ma 'zazdrość', ale szczerze w to wątpię. Tak, wiem, marudzę troszkę, ale nic na to nie poradzę, ponieważ w mojej świadomości jeszcze nie ma takiego czegoś jak 'rutyna', 'melancholia', czy też 'szkoła'. Zupełnie o tym zapomniałam. Cóż mogę powiedzieć. Moja herbata pięknie pachnie cynamonem, gruszką, pomarańczą, jabłkami, ale jest zupełnie bez smaku. I boli mnie twarz. Eh, koniec moich strasznych wywodów. Pomodlę się chwilę. Boże, daj mi siły na to wszystko. Z góry dziękuję.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz