poniedziałek, 4 stycznia 2010

2010.

Jeszcze dwa lata i wszyscy umrzemy. I tak wszyscy umierają. Memento mori. Ars mori. Mimo wszystko, to piękne.

Postanowienia? Są naprawdę zabawne, ale "jeżeli sama bym je znała, w pół godziny umarlibyśmy z nudów". (Co mnie tak wzięło na filmowe cytaty? ) Można wręcz powiedzieć, że żałosne. Nie chcę się nad tym rozdrabniać. Wiem jedynie, że muszę porozmawiać z wieloma osobami i w wiekszości są to osoby płci przeciwnej. Ale obiecałam sobie, że (więcej nie będę zaczynać zdania od 'ale') pójdę na wszystkie premiery do kina, które całkiem nieźle się zapowiadają, więc znając przemysł filmowy, wszystkie bedą się "dobrze" zapowiadać, jednakże to ja wybiorę moje seanse. Conajmniej trzy w miesiącu. Już się na to cieszę.

Pieprzę głupoty, wiem. Dziękuję Rudej, z którą tak świetnie pochłania mi się w trzy minuty shake'a z mc'donalda, z którą mogę sobie chodzić na randki, całować się przed randkami z innymi, podniecać się murzynami, robić zdjęcia komu tylko zechcę i po prostu żyć.

Piątek. Już nie mogę się doczekać. Już po premierze Parnassusa, pierwsze teatralne Ephatowe w Nowym Roku, wypad z Rudziskiem i umówione mycie głowy w naszym domowym zaciszu Pałacu Młodzieży.


Pozdrawiam teraz wszystkie osoby piszące do mnie na gadu: Krzysztofa ściskam cieplutko, Kropka, który pisze o porąbanym firmville też, Ruda zapewnie zapyta mnie o randkę, Olce, której nie porafię się wysłowić o uczuciach od pół godziny i Kasi, z którą dawno nie rozmawiałam, a nasze sylwestry, wg niej, były udane. Dominkę też pozdrawiam, bo też pisze. Martyna też. O kurczę kocham Was. wiecie, że nienawidzę gadu-gadu, a mimo wszystko piszecie. To słodkie, bo normalnie tak nie mam :*


zdjęcia będą potem ;*

Brak komentarzy: