Na mojej ścianie już na stałe powpinałam wspomnienia
I zerkam na nie codziennie, jak gdyby od niechcenia.
A jednak nie, bo nadal patrzę.
Księżycowe poświaty i gwiazd pochodnie powoli się zapalają,
Moje sny się budzą, chorobliwie w głowie rozpływają,
A marzenia tak po prostu usychając konają.
Przestałam już nawet smakować moje nowe uczuciowe kanapki.
Zrobiły się niezjadalne.
Niczym posłodzona zimna sobą kawa.
Słowa, słowa, słowa przelatują mi przez palce,
Więc życzę dobrej nocy mojej umysłowej, zardzewiałej pralce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz