czwartek, 9 września 2010

Jedno słowo, jedno spotkanie, na którym nawet Cię nie ma, jedno nakierunkowanie znajomych i Ty znowu siedzisz na podłodze, przykryta kocem, układająca pedantycznie wszystko, co pedantycznie można ułożyć. Rajstopy ułożone zostają rodzajami i kolorami, wszystkie kredki z dzieciństwa natemperowane, posegregowane odcieniami, a filmy jak zwykle spoczną na wyjątkowo okurzonej półce alfabetycznie. Nie masz co z sobą robić, więc zaczynasz czyścić osobno każdą swoją parę butów, jest ich naprawdę wiele, a każdy ruch szczoteczki do zębów na plastikowej podeszwie sprawia, że deszcz jest większy i marnuje się coraz więcej jednorazowych chusteczek, które są niezwykle plastyczne, ale cholernie nieekologiczne. To dziwne, bo nigdy wcześniej nie płakałaś, prawda? Kłamiesz jak zwykle. Chyba musisz odstawić tę kawę i zająć się nauką chemii, ale widzę, że chyba nie wyjdzie Ci to dnia dzisiejszego. Bo przecież powtarzasz czytanie zdania pierwszego tyle razy, że powinnaś znać je już dawno na pamięć, ale to tylko pusta teoria, bo to Ty jesteś pusta i Twoja pusta skorupa udaje, że powtarza materiał na sprawdzian ze zeszytu z wcześniejszej klasy. Nie myśl już więcej. Nie myśl w ogóle. Nie patrz na tory. Idź spać. Dobranoc.