Dawno żaden film aż tak bardzo nie poprawił mojego nastroju, a już zwłaszcza wieczorem. Niebo nie spoglądało na mnie z góry, lecz to ja patrzyłam na nie z dołu, a powietrze przesiąknęło tymczasowym szczęściem i niezwykłym, drażniącym aż spokojem. Nie wiem dlaczego, ale kino zawsze niesamowicie mnie ładuje, raz w tygodniu należy więc wpaść najlepiej do studyjnego i podłączyć wszystkie akumulatorki i baterie.
Obiecałam sobie, że po powrocie niczego nie sprowokuję, a już na pewno swojego depresyjnego stanu, więc do godziny dwudziestej czwartej zero zero nie loguję się na portalach społecznościowych. Po co niepotrzebnie się denerwować i przejmować obojętnością i złymi wiadomościami od innych, a raczej ich zupełnym brakiem, który poszerza jedynie moją wewnętrzną smutną pustkę.
Przez ten cały film i pozytywne wewnętrzne poczucie zaczęłam marzyć, a marzenia nie wróżą chyba nic dobrego. "Debiutantów" gorąco polecam, motyw psa wyśmienity, całość spójna, ułożenie scen analogiczne, przeszłość odpowiedzą na teraźniejszość, przy okazji poruszenie wielu problemów i oczywiście ładne sceny, lekko 'amatorskie ujęcia' oraz piękna muzyka. Dodatkowo bardzo trafny tytuł. Nic więcej nie było mi dzisiaj potrzeba. <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz