czwartek, 1 października 2009

I need only worry about you and me

trochę padało. ale to już tylko wczorajsze łzy. a raj jest tu, na ziemi.


ile promyków składa się na jeden uśmiech? myślę, że wiele i mało. wszystko jest ze sobą powiązane węzłem przyczynowo-skutkowym.



dzisiaj niewiele wystarczyło, żeby wprawić siebie i chłopaków w dobry nastrój. myślę, że wszystko wraca z powrotem. w inny, zupełnie nieoczekiwany, swój sposób, ale wraca. powoli i stopniowo pokonując ekscytujące zakręty. kiedy pomyślę sobie o tylko naszej reggae i hawajskiej muzyczce, kiściach winogron, materacu (do przewrotów w przód i w tył), kilku szmatach i prześcieradłach oraz kilku rozdartych różach serce mi się weseli. ile cudownych rzeczy można zrobić z prostotą codzienności przy odrobinie kreatywności i wyobraźni. mogłabym tak zawsze, po kresu dnia żyć w swojej artystycznej fazie.



(moni leżąca na pawceju, ten rozpieszczonym głosem) "nawróciłem się. wierzę w niebo." ja także w nie wierzę. chciałabym, żeby nigdy nie przeminęło, zawsze niebieskie, pełne słodkich różowo-kremowych puchów układających się w rozmaite kształty.



P.S. nawet prasowanie białej koszuli jest dzisiaj przyjemne.
 
 
LAURA < 3 jak w tytule.

1 komentarz:

schatzi pisze...

To znaczy, że Hawaii Party udane, to dobrze. :)