niedziela, 18 października 2009

"To nie był film"

Znowu byłam w kinie. Pamiętam ten tydzień wakacyjny, kiedy w kinie byłam cztery razy dzień w dzień. Dlatego po części chciałabym zostać krytykiem filmowym. Powiem Wam, że znowu mam wielką fazę na oglądanie filmów, moja przerwa jest tak długa, że sikam na każde tylko wspomnienie o chociaż minucie spędzonej przed dvd, video, a nawet czytnikiem cd w komputerze. Więc wyobraźcie sobie, co dzieje się ze mną, kiedy tylko pomyślę o kinie. KINIE ! Dzisiaj zakochałam się w Meryl. Mam tak bardzo często. Hmm, znienawidziłam za to kurczaki jakieś tysiąc razy bardziej niż przedtem. Wcześniej ich tylko nie lubiłam. Na masło również nie spojrzę przez następny tydzień. Film po pierwszej półgodzinie oceniłabym nawet na 9/10 (co ostatnio zdarza mi się bardzo rzadko) niestety kolejne półtorej godziny troszeczkę podupadło, średnia moich ocen to 6,5/10. I jutro naprawdę coś ugotuję i uwaga ... obejrzę dwa filmy ! Mam ochotę na Roberta De Niro. Bo któż by na niego ochoty nie miał.




Muszę, zgodnie z zaleceniem Roberta, przeczytać przed snem i od razu po pobudce po jednym razie każde z wierszy, aby lepiej zapadły mi w pamięć. Jutro niedziela. Znaczy niedziela jest za trzy minuty.

Czeka mnie chemia i łacina i polki. Dobrze, że nie mam dużo do sprzatania w pokoju, bo wtedy nie nazwałabym tego weekendu fajnym, lecz jedynie przyjemnym.



Nie słuchajcie mnie lepiej. Spałam tylko dwie godziny.
 
 
P.S. Tak żeby uściślić, ostatnio myslovitz znowu słucham. Od razu stare, dobre czasy sie przypominają. ; D

Brak komentarzy: