czwartek, 20 stycznia 2011

Jungle Boogie.

Ferie mijają mi bajecznie, wybornie dobrze. Wczorajszy dzień na przykład był jednym z najdłuższych w moim życiu. Z samego rana kino i "Turysta", który prawdę mówiąc nie był taki zły, ale zupełnie nie przekonywująca końcówka sprawiła, że ogólna ocena bardzo spadła w dół. Poza tym, Depp zbyt dobrze wcielił się w rolę nauczyciela, żebym potem była w stanie uwierzyć w finał. No i oczywiście piękna i pociągająca Jolie z wspaniałymi piersiami i oszałamiająco zgrabnym tyłkiem jak zwykle tylko wyglądała, a nie grała. Nawet w chwili, gdy normalnie każdy wyraziłby jakiekolwiek zdziwienie na swojej twarzy, Jolie nadal miała minę w stylu - "muszę wydymać usta, żeby być sexy i żeby jeszcze bardziej było widać moje kości policzkowe". Potem odwiedziliśmy Łaska w telepizzy, zjedliśmy mięsno-wegetariańską na grubym cieście, ja z Kaś przegrałam za każdym razem w grze w piłkarzyki, Soniś i Gracka pokonały nas jednogłośnie. Następnie pojechaliśmy na Ujeścisko 'rozwozić pizzę', potem Morena na trzy sekundy i w końcu skończyliśmy w apartamencie Soni we Wrzeszczu na bilardzie. O godzinie 21, kiedy powolutku się zbierałam do domu, zupełnie nie pamietaliśmy, że o godzinie 11.15, byliśmy w kinie, zabawne uczucie.
Największą przyjemność jak zwykle sprawiło mi wygrywanie w bilarda <3 i oczywiście śpiewanie lub też darcie mordy przez kilka godzin. "Baby, it's cold outside" idzie nam coraz lepiej, wspaniale.
Zapomniałabym wspomnieć o czytaniu "Windy" w windzie ! Ah, uwielbiam to !





"Kill ya"



<3



ścierwojad?



najmiększe usta mamuni <3


no to pjona.

bransoletki :*

Brak komentarzy: