piątek, 19 lutego 2010

23

Ołki, to ja może zacznę do początku. Dzisiaj pierwszy raz poszłam do nowej mojej pani doktor. Na drzwiach ejj agbinetu ujrzałam liczbę 23 i stwierdziłam że serdecznie mam dość tego całego prześladowania. Tak ajk podejrzewałam lekarka okazała się kompletną idiotką.
Ja-blablabla (mówiąc do niej caly czas krzypiałam czyt.chrypka)
p.Doktor (pod koniec wizyty-A ma pani chrypkę?
ZONK. Teraz już wiem, dlaczego metody Dr.House'a sprawiają, że jest tak bardzo popularny. Bo tak w ogóle, obejrzałam sobie dzisiaj pół czwartego sezonu, kiedy są najlepsze odcinki, czyli kiedy Amber umiera. Moja mama zarządziła, że od dzisiaj co tydzień mam pić sok buraczkowo-jabłkowy, żeby nie umrzeć i takie inne popierdółki. O dziwo się nie nudzę. ; D

A tak z zupełnie innej beczki myślałam, że ludzie pod wpływem pewnych wydarzeń, pewnych emocji, pewnych nauczek choć trochę się zmieniają. Jak zwykle się myliłam. I powiem Wam, że jestem zdegustowana. Nikt i nic się prawie nie zmienia. A to prawie należy do zbyt wielu wyjątków. Jakieś 5% społeczności. Tylko problem w tym, że wszyscy myślą, że znajdują się w tych 5%.

2 komentarze:

rudy kot pisze...

AAAAAAAAAAAAAAAAAaga beidaku, zdrowiej ;(

odwiedzę Cię i wygonię wszytskie zarazki! ];>

schatzi pisze...

Zdrówka! ;*

Trafny ostatni akapit, niestety.