wtorek, 2 lutego 2010

Don't care.

Odchodzę od zmysłów. Mam ochotę kogoś zabić. Siedzę sobie w szlafroku Morta Rainey'ego i zaczynam przybierać jego osobowość. Gdyby nie ta krótko parzona zielona herbata (krótko parzona uspokaja, długo pobudza) na biurku straciłabym nad sobą kontrolę. Z nerwów aż zaczęłam więcej jeść i rzuciłam się dzisiaj na trzy plasterki sera żółtego.

Dobrze, że niektórzy sprawiają, ze czuję si szczęśliwa, jak to ostatnio pojechałam do Kacpra, potem do Soni i kipiałam szczęściem. Potem jeszcze z Rudą i Olą w szkole i byłoby idealnie, gdyby nie "ale".


Jutro kolęda. Mam nadzieję, że przyjdzie Kazimierz, bo dawno się z nim, nie droczyłam. Ah trzecia klaso gimnazjum !

I dzisiaj spotkałyśmy się razem z Olx i z Kamilą i poczułam się znowu wolna i mogąca robić dosłowanie wszystko, więc carpie diem, dałam ponieść się chwili i pozwoliłam sobie na wygłupy, których tak mi brakowało. Ale teraz powaga znowu gości na mojej twarzy i niech lepiej już nie chodzi do końca życia. Jedynie Robert De Niro potrafi wzbudzić we mnie jeszcze jakieś emocje i sprawić, że płaczę, gdy i jego widzę płaczącego, po wojnie, po stracie przyjaciela, który grał w gre na śmierć i życie i wykorkował, nie pamiętając już nawet swojego imienia.

Okej, idę oglądać nowy odcinek House'a.
***

A propo zarąbistej parady Heweliusza. Hihe, tam gdzie strzałka, tam i ja !
Kocham grać rozwiksowaną, grubą Gdańszczankę średniowieczną.



1 komentarz:

Pani Bax pisze...

"Kocham grać rozwiksowaną, grubą Gdańszczankę średniowieczną" - świetne! xDD